Kiedy w 1983 roku grupa studentów warszawskiej ASP powołała do życia Gruppę, nikt nie przypuszczał, że ich "nowa dzikość" stanie się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla polskiej sztuki schyłku XX wieku. Dziś, w 2026 roku, Galeria SZOKART przy placu Cyryla Ratajskiego w Poznaniu staje się areną spotkania dwóch filarów tamtego ruchu. Wystawa "Bez tytułu" Ryszarda Grzyba i Marka Sobczyka, kuratorowana przez prof. Martę Smolińską, udowadnia, że malarstwo wciąż potrafi krzyczeć, prowokować i zmuszać do myślenia.
O ile książki non-fiction i recenzje filmowe (również na portalu i w "IKS"-ie!) pisze zupełnie na poważnie, o tyle w dziedzinie prozy nie uznaje ram i zasad, miesza gatunki, bawi się językiem i jeszcze ma tupet okraszać to wszystko wątkami bogoojczyźnianymi. Bartosz Żurawiecki w swojej "Ach, Ustce!" po raz kolejny udowadnia, że udana literatura nie musi być ani pisana, ani tym bardziej brana na poważnie.
Dominka Knapik i Patrycja Kowańska zgodnie z zapowiedziami zaproponowały własną wariację na temat "Hamleta". Tragedia Szekspira staje się dla nich jedynie punktem wyjścia do scenicznej refleksji na temat współczesnego podejścia do śmierci. Twórczynie używają ironii i humoru jako podstawowych strategii estetycznych - cały spektakl to w istocie czarna komedia testująca naszą gotowość do śmiania się z rzeczy przykrych. I na tym poziomie rzecz się spełnia. Oglądanie "Very, Very Hamlet" przypomina pójście na stand-up: czas mija szybko i przyjemnie, ale po wyjściu zostaje niewiele.
Mam wrażenie, że zarówno powierzchowny, jak i bardziej wnikliwy odbiór "Diabła i dziewczyny" prowokować będą widzów do rozważań na temat historycznych i współczesnych bastionów zła, równocześnie stając się pretekstem do śmiechu i źródłem przyjemności, których spektakl Teatru Nowego nie skąpi.
Na pierwszy rzut oka "Umrzeć ze śmiechu" Paula Elliota w reżyserii Krzysztofa Babickiego nie do końca wpisuje się w linię programową sceny przy Dąbrowskiego. To czarna komedia z wyraźnym ukłonem w stronę widza szukającego w teatrze przede wszystkim czystej rozrywki. I choć momentami rzeczywiście śmiech wybrzmiewa głośno, nie zawsze szedł on w parze z lekkością.
O tym, że to nie niepełnosprawność jest problemem, tylko sposób myślenia i mówienia o niej, przekonuje w swojej najnowszej książce "Nie znajdziesz mnie po śladach stóp" Sylwia Błach. Ludzki strach i ciekawość przekuła w pytania, które kilkuletnie dziecko zadaje poruszającemu się na wózku dorosłemu. A ten próbuje odpowiedzieć.