"Kłopotliwy niedźwiedź" to jeden z tych filmów, który nie przekonał mnie do siebie od razu. Siedziałam w fotelu ze zdziwioną miną, bijąc się z myślami, co jego twórcy chcieli powiedzieć. Aż w końcu na ekranie pojawił się On - straszy Inuita, narrator tej opowieści. I wszystko stało się jasne.
- Nazywajcie mnie najgorzej, jak tylko potraficie, ale i tak nie przebijecie dwóch najgorszych obelg w historii: Michael Jackson i Jimmy Savile - podpuszczał widownię John Lydon, pionier punka i jeden najbardziej wpływowych muzyków drugiej połowy XX wieku. Wokalista znany też jako Johnny Rotten, zagrał w środę wraz ze swoim zespołem w Tamie. Poznański gig Public Image Ltd. był jednym z czterech polskich koncertów na europejskiej trasie zespołu "This Is Not The Last Tour". To były prawie dwie godziny post-punku, rocka eksperymentalnego i obrzydliwości.
Reżyserkę Shoshannah Stern i bohaterkę jej ostatniego filmu - Marlee Matlin łączy to, że obie są głuche. I nie oszukujmy się, to ma znaczenie. Bo "Marlee Matlin, nie jesteś sama" nie jest wyłącznie historią pierwszej niesłyszącej aktorki, która zdobyła Oscara. To też film o komunikacji. Chyba nawet przede wszystkim o tym.
Opisane w powieści Johanna Wolfganga Goethego miłosne katusze pewnego młodzieńca to literacki topos. Słynna romantyczna historia miłosna musiała prędzej, czy później doczekać się wersji operowej. Za sprawą płyty Filharmonii Poznańskiej poznajemy pierwszą adaptację w historii, w której nie brakuje niespodzianek.
Kiedy w 1983 roku grupa studentów warszawskiej ASP powołała do życia Gruppę, nikt nie przypuszczał, że ich "nowa dzikość" stanie się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla polskiej sztuki schyłku XX wieku. Dziś, w 2026 roku, Galeria SZOKART przy placu Cyryla Ratajskiego w Poznaniu staje się areną spotkania dwóch filarów tamtego ruchu. Wystawa "Bez tytułu" Ryszarda Grzyba i Marka Sobczyka, kuratorowana przez prof. Martę Smolińską, udowadnia, że malarstwo wciąż potrafi krzyczeć, prowokować i zmuszać do myślenia.
O ile książki non-fiction i recenzje filmowe (również na portalu i w "IKS"-ie!) pisze zupełnie na poważnie, o tyle w dziedzinie prozy nie uznaje ram i zasad, miesza gatunki, bawi się językiem i jeszcze ma tupet okraszać to wszystko wątkami bogoojczyźnianymi. Bartosz Żurawiecki w swojej "Ach, Ustce!" po raz kolejny udowadnia, że udana literatura nie musi być ani pisana, ani tym bardziej brana na poważnie.
Dominka Knapik i Patrycja Kowańska zgodnie z zapowiedziami zaproponowały własną wariację na temat "Hamleta". Tragedia Szekspira staje się dla nich jedynie punktem wyjścia do scenicznej refleksji na temat współczesnego podejścia do śmierci. Twórczynie używają ironii i humoru jako podstawowych strategii estetycznych - cały spektakl to w istocie czarna komedia testująca naszą gotowość do śmiania się z rzeczy przykrych. I na tym poziomie rzecz się spełnia. Oglądanie "Very, Very Hamlet" przypomina pójście na stand-up: czas mija szybko i przyjemnie, ale po wyjściu zostaje niewiele.