Spektakularnym zjawiskiem był zarówno koncert "Piano.pl", który odbył się ponad dwa lata temu w Warszawie, jak i dokumentujące go płytowe wydawnictwo. Teraz główna sprawczyni tych wydarzeń, Dorota Miśkiewicz, wraz z tuzami polskiego jazzowego fortepianu przybywa do Poznania.
W Centrum Kultury Zamek w kwietniu i maju będzie można zobaczyć wystawę Poza miastem. Sowiniec jako nieoficjalne centrum czechosłowackiej kultury 1979-1989. Wyjątkowa ekspozycja pokazuje nietypową sytuację, gdy to prowincja staje się prawdziwym centrum dla sztuki niezależnej. W tym przypadku mowa jest też o historii wybitnej jednostki, która z zapałem budowała antypaństwowy underground.
Monodram "Ravensbrück. Miasto kobiet" podejmuje wciąż rzadko obecny w Polsce temat losów kobiet w czasie II wojny światowej. Pokazuje też zarówno siłę, możliwości, jak i ograniczenia formy świadectwa osoby ocalałej z Holokaustu, które stanowi jego podstawę.
"Dziewięć dni w ścianie" - taki tytuł nosi najnowsza książka Jakuba Kornhausera. To ona była głównym tematem wtorkowego spotkania z poetą w Zamku.
W ciemności Sali Wielkiej Zamku pojawia się on - autonomiczna jednostka, kreująca własną wizję muzyki i jej brzmienia. Cały performance Bartka Milera jest adaptacją instrukcji obsługi. Zarówno tej najzwyklejszej, technicznej, jak i tej bardziej rozbudowanej - muzycznej.
Amerykańskie kino niemal zawsze opowiada o sukcesach. O zwycięstwach odnoszonych wbrew przeciwnościom losu. Klęska to coś, czego Amerykanie się boją. Nawet w dokumentach rzeczywistość jest kształtowana tak, by ostatecznie podsunąć nam krzepiące przesłanie. Film "Jutro albo pojutrze" nie stanowi jakiegoś skrajnie odmiennego wyjątku od tej reguły, jednak warto mu się przyjrzeć bliżej, gdyż gros tej opowieści wypełniają porażki.
Młody chłopak, nie więcej niż półtora metra wzrostu. Stoi na środku drewnianego podestu, kiedy spogląda na niego tłum...
Adrian Panek długo kazał czekać na swój drugi pełnometrażowy film - od premiery "Daas" minęło bez mała osiem lat. "Wilkołakiem" udowadnia, że było warto - tym bardziej, że nie brakuje mu reżyserskiej odwagi i ducha eksperymentatora. Jeśli do tego poprawi swój filmowy warsztat, nie będę miał oporów, by postawić go obok moich ulubionych polskich reżyserów ostatniej dekady - Jagody Szelc czy nieżyjącego Marcina Wrony.