Na "Wolny wybór" pod redakcją prof. Piotr Śliwińskiego składa się 101 wierszy 89 autorów, m.in. Stanisława Barańczaka, Tadeusza Różewicza, Krzysztofa Koehlera, Juliana Kornhausera, Bolesława Leśmiana, Szczepana Kopyta, Dominiki Dymińskiej, Julii Hartwig, Leopolda Staffa i Grzegorza Wróblewskiego. Tom, wydany przez Wydawnictwo WBPiCAK, przygotowany został z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. - Nie ośmieliłbym się nazwać tego "kanonem Śliwińskiego". Po pierwsze czułbym się skrępowany, po drugie nie taka była moja intencja - wyjaśniał podzas spotkania. Jego zdaniem jednak nazywanie tego typu dzieł kanonami jest nieuchronne. - To kanon sprawił, że się tutaj spotkaliśmy - powiedział. I kontynuował: - Jeśli rozumieć przez kanon więź albo pewną potrzebę więzi, to to, że spotkały nas tu wiersze dowodzi poniekąd tego, że istnieje gdzieś jakiś domyślny, niezapomniany, a może oczekiwany kanon. Że ta więź czytelników albo ludzi gotowych na to, żeby zostać czytelnikami wierszy istnieje. Ale z drugiej strony kanon bywa szalenie przemocowy, instruktywny...
W tomie zabrakło utworów m.in. Jarosława Marka Rymkiewicza oraz Marcina Świetlickiego, gdyż ten nie chciał wziąć udziału w przedsięwzięciu, które wspiera Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. - To mnie trochę dziwi... - żartował Śliwiński. Ze względów formalnych natomiast nie poczytamy Ważyka i Gałczyńskiego. - Publikowanie Ważyka to stąpanie po polu minowym - skomentował autor antologii.
Prof. Śliwiński zapewniał jednocześnie, że poezja polska nadal jest bogata i bardzo różnorodna. - Owszem, idzie czasami takimi kolektywnymi duktami, charakteryzuje się stadnością, do której poeci się niechętnie przyznają, ale praktykują. Nigdy jednak ta kolektywizacja nie osiągnęła takiego poziomu, żebyśmy nie mogli znaleźć tam freaków, autorów osobnych, głosów niepoddających się unifikacji - mówił. Przyznał jeszcze, że jest to dziwne, ale rynek wydawniczy wciąż pracuje na rzecz prozy. - Mało jest porządnych prozaików w Polsce. Dlaczego to się wciąż nie zmieniło? To już jakiś składnik polskiej tradycji - dodał.
Kompozycja "Wolnego wyboru", jak twierdzi jego redaktor "jest tyleż oczywista, co nieoczywista". Prof. Śliwiński wyszedł od wierszy "z języka", przez doświadczenia czasu, miejsca, przemijania, te związane z ojczyzną, które nazywa "wspólnym bólem", po odpowiedzialność za świat. - Można by alfabetycznie. Można by wyszukać jeden wiersz dla każdego roku. Ale wydawało mi się, że byłoby to niefunkcjonalne - mówił.
"Wolny wybór" otwiera "Piosenka o porcelanie" Czesława Miłosza. Epilog z kolei stanowi wiersz dobrze znanego w świecie polonistycznym Leonarda Neugera, którego pierwsza książka poetycka ukazała się pod koniec pracy redaktora nad książką. - Pomyślałem: mam epilog, wiersz, który mówiłby krótko i lakonicznie o tym, że dotarliśmy do końca, który nie jest końcem - tłumaczył.
Wyjaśnił również, że nie chciałby, żeby ta lektura była pomocniczą dla szkół. Ale nie jest pewien, czy kiedy miałby możliwość zebrania wierszy właśnie w tym celu, nie podjąłby się takiego zadania. - Wiersze muszą być tak zrobione, zwłaszcza dla młodego czytelnika, żeby go obchodziły. Wiersze, w ogóle literatura, musi obchodzić. Teatr też, ale on nie przychodzi na lekcje. Czasem tylko lekcja przychodzi do teatru. Ale to jest inna sytuacja komunikacyjna - wyjaśniał. Wspomniał przy okazji o minionym "okrągłym stole", przy którym zasiedli nauczyciele oraz zbliżającej się maturze, która jego zdaniem powinna mieć inny przebieg. - Matura powinna polegać na badaniu wariografem czy absolwent liceum jest czytelnikiem czy nie - apelował Śliwiński. - Jeżeli ktoś będzie wiedział czym się różni synekdocha od metonimii, a książek, wierszy nie będzie czytał, to psu na budę taka wiedza. Nie jest to jednak popularny pogląd - dodał.
Kontynuując wątek prof. Śliwiński przyznał się, że był jednym z gości zaproszonych przez prezydenta Andrzeja Dudę do stworzenia nowego kanon lektur. - Zostałem przegłosowany. I wtedy przyszło mi do głowy, żeby jednak zrobić taką antologię i trochę się oczyścić z tej naiwności. Że mogę wykonać swoją literacką pracę i może się ona do czegoś przydać - mówił. - Do czego używa się literatury? Ona jest tak niesłychanie potrzebna. Bardziej chyba niż większość z nas sądzi. To w niej może jest zalążek tego trzeciego języka, bez którego z miesiąca na miesiąc jesteśmy coraz głupsi. Musimy znaleźć inny sposób opisu naszej rzeczywistości [...] Spolityzowana polszczyzna sprawia, że wydaje mi się, iż przestajemy opisywać rzeczywistość, siebie, nasze ambicje i podmiotowość [...] Czytanie to jest jakiś ratunek dla naszego języka.
Monika Nawrocka-Leśnik
- Z cyklu "Czytnik": spotkanie z prof. Piotrem Śliwińskim
- Teatr Nowy
- 29.04
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019