Anais Fleur, choć pochodzi z Paryża, aktualnie mieszka w Olsztynie. Kiedyś była nauczycielką języka francuskiego, ale od kilku lat zajmuje się "teatrem obrazkowym", zwanym również "teatrem papierowym", "teatrem narracji" albo "kamishibaï. Tworzy go zupełnie sama. Pisze, ilustruje i reżyseruje. Ponadto, na czas prezentacji spektakli zamienia się w aktorkę i bajarza. I robi to świetnie! Przekonałam się o tym w minioną sobotę, kiedy artystka opowiedziała zgromadzonym na Placu Wolności widzom, skąd w warmińskich lasach wzięły się poziomki.
Wojna, zaraza i czerwone jagody
"Poziomki" to piętnastominutowe przedstawienie oparte na legendzie, którą znajdziemy w zbiorze "O różnych kłobukach, skarbach i zaklętych zamkach..." autorstwa Marii Zientary-Malewskiej, nieżyjącej już poetki, nauczycielki i działaczki warmińskiej. To historia, w której krok w krok za wojną idzie zaraza.
Dżuma dopada ojca pewnej dużej rodziny. Po tym, jak mężczyzna umiera, kobieta zmuszona jest sama wyżywić gromadkę dzieci. A brakuje wówczas nawet chleba, więc rodzina je m.in. zupę z lebiody i pokrzywy. Tą też częstuje sierotę, która puka do ich domu w czasie największej biedy.
Dziewczynka nie może jednak z nimi pozostać, więc wyrusza w świat. Ale w końcu uśmiecha się do niej szczęście. Po tym, jak zasypia z wycieńczenia i w śnie ukazuje się jej tajemnicza kobieta, w lesie pojawia się mnóstwo czerwonych jagód. Sierota nie zapomina wówczas o biednej, ale pomocnej wdowie i zanosi jej słodkie owoce. Jest ich tak dużo, że wystarcza także dla innych ludzi, którzy nazywają je od wtedy poziomkami.
Teatr z obrazków
Anais Fleur do ilustracji spektaklu wykorzystała technikę kamishibai (jap. kami - papier, shibai - sztuka), czyli przeniosła tradycyjną opowieść na kilkanaście pięknie zilustrowanych przez siebie kart. Zapakowała je w drewnianą skrzynkę. Obrazki przypominają ręcznie namalowane slajdy, które artystka przesuwa kolejno po zaprezentowaniu danego fragmentu tekstu.
Namalowane wyraźną kreską kolorowe karty przykuwały uwagę widzów. Często były symboliczne. Ilustracja do sceny, która mówi o klęsce głodu, nawiązywała do "Krzyku" Edwarda Muncha. Kiedy natomiast autorka wspomina o tym, że śmierć zawitała do domu wdowy - pokazuje widzom trupią czaszkę. Bez obaw jednak, nie wszystkie z jej ilustracji są tak przygnębiające. Pojawia się na nich również ruda i wesoła dziewczynka, która znalazła garść pysznych poziomek oraz szczęśliwa rodzina.
Opowieści towarzyszyło także kilka drobnych gestów artystki, m.in. nakładanie czapki, kiedy bohaterka wyruszała z wdowiego domu w dalszą drogę, czy zwijanie w kłębek czerwonych korali, które wyglądają w garści jak poziomki.
Anais Fleur przedstawiła tę historię w tak wdzięczny sposób, że oczarowani byli zarówno mali widzowie, jak i ci nieco starsi.
Monika Nawrocka-Leśnik
- Malta Festival Poznań
- "Poziomki" - Anais Fleur
- 28.06