Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

BLISKO Z WERSAMI. Ojciec odchodzi

"cytostatycznie", debiut poetycki Krzysztofa Kocha, to poruszająca opowieść o pożegnaniu z ojcem umierającym na raka. Mimo swojej niewielkiej objętości, książka jest świadectwem prób opisania rzeczywistości nie do uwierzenia. Tylko czy da się dodać cokolwiek do odejścia bliskiej osoby? Przecież pustka po niej i tak pożre wszystko.

. - grafika artykułu
Krzysztof Koch, "cytostatycznie", fot. materiały prasowe

Tomik ukazał się w Wydawnictwie Austeria jako nagroda w Konkursie im. Anny Świrszczyńskiej na Książkowy Debiut Poetycki i składa się z zaledwie 32 utworów. Koch uważnie przygląda się poetyckiej tkance wierszy nie tylko jako piszący, ale także jako zecer: eksperymentuje z adiustacją, dokładając do i tak przejmującej treści dodatkowe sensy. Wydaje się, że spacje i akapity idealne pasują, by pokazać ubywanie i pustkę.

Tomik rozpoczyna wiersz-retrospekcja zawierająca wspomnienie dziwnego zachowania psa, który, jak domniemuje podmiot, "pierwszy wiedział". Jako czytelnicy nie mamy wątpliwości, że w chwili rozpoczęcia lektury jest już po wszystkim, choć na stronach tomiku powraca w sposób bardzo żywy - właśnie tak działa trauma. Ciekawe, że książka dedykowana "pamięci Taty" w sposób przejmujący opowiada o wciąż jeszcze niezakończonym w umyśle wydarzeniu.

Moje pierwsze wrażenie w trakcie lektury tej książki było dość niespodziewane: miałam w głowie zdziwienie, że utwory wydają się dość zachowawcze - może dlatego, że formalnie dobrze przemyślane. Jakby spisanie ich miało uporządkować chaos towarzyszący nieruchomiejącemu ciału. Jednak wkrótce potem trafiłam na miejsca, w których nawet formie wiersza się ulewa i słowa oddają się żalowi - te momenty są dla mnie najbardziej dojmujące.

"nie zapomniałem nie martw się wychodzisz po godzinie

mówisz że lepiej niż ostatnio i jedźmy do domu tam

w spokoju zarzygasz łazienkę a ja w rytm rzygania w kącie

                                                   wyleję z oczu pomyje"

("dziennik c-zapadłej", s. 27)

W tomiku widać świadomie budowane ramy formalne dla wszechmiażdżącej rzeczywistości związanej z rozłożonym w czasie odchodzeniem. Jedna z nich jest powtarzający się moment wracania do domu - najpierw z ojcem, potem bez niego oraz motyw psa, który zdaje się stróżować całej historii - on pierwszy rozpoznaje chorobę i w ostatnim wierszu towarzyszy podmiotowi w żałobie.

"cytostatycznie" jest propozycją różnorodną: czasami spotykamy tu wiersze oszczędne w objętości, czasem obszerniejsze, jednak zawsze dotyczące w jakiś sposób cierpienia, którego nie da się wypowiedzieć:

"w esemesach wykrzykniki

jako ersatz krzyku

uwięzionego za łagodnym uśmiechem"

("dni zaczynają się od esemesów, w których mama znalazła sposób na prowadzenie dziennika", s. 12)

U Kocha niektórych rzeczy się nie werbalizuje, bo się nie da, a czasem po prostu programowo nie wypowiada, jak w przypadku "centrum o" oraz nazwy choroby sprowadzonej do pojedynczej litery "c". W tomiku tym widocznych jest wiele taktyk próbujących okiełznać rzeczywistość, która tak uparcie się nie zmienia.

"zaplanowałem nieplanowane bo przecież to co spotyka każdego

nikogo nie spotyka tak sobie wymyśliliśmy czempiony wyparcia

swoją drogą ciekawe jak umożliwiamy zwierzętom to czego

                                                                sobie bronimy"

("nie chciałem, żebyście kłócili się po sygnale ostrzegawczym", s. 17)

W wierszach Kocha zwraca uwagę wyczulenie podmiotu na sferę słuchową, pojawia się na przykład skojarzenie tomografu z elementem perkusji, padają nazwiska Strawińskiego i Satiego. Wygląda na to, że "ja" liryczne za wszelką cenę próbuje zrytmizować rzeczywistość tak, by nadać jej jakąś ogarnialną strukturę. Ponadto w wierszach wraca zabieg formalny, w którym wers urywa się po słowie nie, a poniżej, od nowego akapitu i ze znacznym przesunięciem początku tekstu w prawą stronę, wypisane są czasowniki, którym to bezsilnie tkwiące na końcu wersu słowo ma zaprzeczyć: nie-rozgniatać, nie-rzygać, nie-nic. Być może stworzenie listy jest kolejnym sposobem na uporządkowanie świata.

"cytostatycznie" to historia dekonstruowania człowieka przez chorobę, choć przecież nie tylko jego: ze swoich zwyczajnych konturów zostają przecież wytrąceni wszyscy, którzy jemu towarzyszą.

"oglądamy mapę twojego ciała

na zdjęciu z kontrastem

posypana po całości makiem, ziarnko ciągnie do ziarnka

ze szczególnym umiłowaniem kręgosłupa

szansa złamania to siedem na dziesięć w skali jakiejś tam

                      i tak masz yolo, czego nie rozumiesz

                      odtąd będziesz patrzył na żyrandol i spód parapetu

                      którego nigdy nikt nie umył"

("perspektywa", s. 24)

Bardzo porusza mnie fakt, że mimo wielkiego chaosu, w którym bohaterowie tomiku próbują się odnaleźć, nie zapomina się też o perspektywie ojca. Została czule odnotowana w wierszu cyborg, który wydaje się ostatnim bastionem podmiotowości chorego. Jako czytelniczka czuję ulgę i wdzięczność, że o nim nie zapomniano, bo dopiero teraz obraz jest pełen.

"zapadnięte policzki, usta półotwarte i zaciśnięte powieki

idę spać

powiedziałeś, gdy poprzedniego wieczora wychodziłem ze

szpitala

idę spać

skłamałem niemo albo powtórzyłem, żeby zrozumieć

co znaczy idę, gdy człowiek leży nieruchomo"

("oszczędzili nam oglądania ciała zawiniętego w worek w szufladzie prosektorium", s. 43)

Debiutancki tomik Krzysztofa Kocha, "cytostatycznie", to książka krótka i intensywna, przedstawiająca sposoby (niekoniecznie skuteczne, ale w rozpaczy lepsze takie niż żadne) na asystowanie w odchodzeniu bliskiej osoby. Powtarzalność, skupianie uwagi na konkrecie i świadome bycie - wszystko to wydaje się strategiami przetrwania zupełnie chybionymi wobec rytmicznej nieuniknioności śmierci i konturu martwego ciała, które nie jest świadome już niczego. One dotyczą jednak tych, którzy pozostają i może dzięki nim jeszcze się jakoś trzymamy.

Joanna Żabnicka

  • Krzysztof Koch, "cytostatycznie"
  • wyd. Austeria

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026