Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

FESTIWAL MALTA. Na grobie Mickiewicza

Choreografka Monika Błaszczak dokonała - wydawałoby się - niemożliwego. Za pomocą ruchu z sukcesem przeniosła na scenę Polskiego Teatru Tańca drugą część "Dziadów" Adama Mickiewicza. Przyjrzała się rytuałowi obcowania żywych z umarłymi przez pryzmat współczesności. Przypomniała widowni, na jakich zasadach dziś oparty jest świat.

Tancerze na scenie filmowani przez kobietę w czerwonej sukni. - grafika artykułu
Fot. Andrzej Grabowski

Twórczynie "Dziadów II" - Monika Błaszczak (choreografia) i Teresa Fazan (dramaturgia) - stosunkowo wiernie obeszły się z tekstem Adama Mickiewicza, który przez lata, jak uczą nas w szkole, kształtował polską tożsamość. W spektaklu pojawiają się znane z dramatu postaci: Józio i Rózia - rodzeństwo, które za życia nie zaznało żadnego cierpienia i smutku; Zły Pan - czyli duch dziedzica wioski, który przez swoje skrajne okrucieństwo doprowadził do śmierci kilku osób; Zosia - w narracji Mickiewicza była to dziewiętnastolatka lekceważąca uczucia wszystkich zalotników; oraz Tajemnicze Widmo... Zamiast Guślarza jednak jest Guślara i to ona przewodniczy ceremonii. Z pewnością nie bez powodu odziana w czerwień, skoro w słowiańskich praktykach ludowych kolor ten chronił przed urokami i odstraszał demony (swoją drogą świetny projekt Tomasza Armady). Postać tę dziś nazwalibyśmy outsiderką z dostępem do wiedzy... nie z tego świata. Lewicowość twórczyń jest ewidentna. Kilkukrotnie polemizują one z Mickiewiczem i jego patriarchalnymi poglądami. Choreografka poszerzyła rolę Guślary. Śledząc kolejno losy bohaterów stajemy oko z oko z jej uwodzicielską siłą... To ona - z definicji łącząca w sobie cechy kapłanki, lokalnej mędrczyni i poetki - próbuje "pomóc" Zosi, której zarzucano metafizyczną pustkę. I - dosłownie - dociska ją do ziemi w miłosnym akcie. Przygniata ciałem i (ludzkim) doświadczeniem.

Dlaczego Zosia cierpi? Ta z XXI wieku mówi otwarcie, że wciąż jest oceniana, że każdy jej krok jest komentowany. Robi źle kiedy mówi, że czegoś/kogoś nie chce. Ale źle zdaniem ludzi postępuje również kiedy nie kryje się z tym, że nie wie, czego chce. Czy nie z takimi właśnie problemami dziś zmaga się wiele z nas? Scena spektaklu, w której następuje  kulminacja jej uczuć i myśli, kiedy światła mrugają jak błyskawice podczas burzy, a ściany ze zwiewnego jasnego materiału trzepoczą jak w czasie wichury podczas gdy dziewczyna głośno krzyczy, jest jedną z tych, które pozostają w pamięci na długo. Jej wyrazistość, siła i szczerość zasługują na miano ikony. Dla mnie ikony komunikacji potrzeb, którą zazwyczaj poprzedza uwolnienie napięcia i frustracji. To dobry moment, żeby wspomnieć o muzyce. Jej autorem jest Julek Ploski. Ta bynajmniej nie jest tłem. Ploski miesza style i porządki. Posługuje się muzyczną ironią. Stroni od powagi. W parze z muzyką klubową jest i ta ludowa.

Symbolem teraźniejszości dialogującej z mitem Złego Pana Mickiewicza jest z kolei transparent z napisem "Zjedzmy bogatych", który będzie wisiał na scenie do końca spektaklu. Tańczące nocne ptaki - zamienił się w nie Chór - rozczłonkowały na oczach widowni Maksymiliana Bańdo. Człowieka widmo, który właśnie na to czekał, który tego chciał. Tancerz, choć przykuty do ziemi, wzbił się na wyżyny tego, co można zrobić ze swoim ciałem. Prezentowane przez niego sekwencje ruchów sprawiały optyczne wrażenie naprawdę powykręcanych stawów i połamanych kończyn. Był jak żywy trup. Do tego funeralny makijaż i kostium w stylu postapo - brawo!

Pora na postaci Józia i Rózi. W wersji mickiewiczowskiej to niewinne maluchy, z doświadczeniem wyłącznie "rajskiego szczęścia". W interpretacji Moniki Błaszczak są uczniakami. Ich akt rozpisany jest na kilka klasycznych choreografii, bo rzecz dzieje się w szkole... tańca. Miejscu, gdzie spełnia się marzenia, ale gdzie często też - nie przebierając w słowach - uczniowie są źle traktowani. Czy sztuka zawsze wymaga poświęceń? Józio i Rózia ku uciesze followersów tańczą przed kamerami (pojawia się wątek mediów społecznościowych), ale w oczach nauczycieli daleko im do ideałów - bo mężczyzn mają grać męscy tancerze, a w prawdziwych teatrach "nie poszerza się kostiumów"... Rózię gra/tańczy artystka z Japonii, jej brata - Brytyjczyk. Tym samym spotkania duszyczek tej dwójki z widownią "żywych" staje się też spotkaniem różnych narodowości i religii. Nie zapominajmy, że sam Mickiewicz żył na styku kultur, na przecięciu różnych światów.

Twórcy zdemitologizowali "Dziady" Mickiewicza. Sam rytuał, pod wpływem ich działań uległ erozji. Zdjęli z dramatu ciężar przypisanego mu moralnego drogowskazu. Zachowali natomiast filozofię i wiarę w to, że teraźniejszość żywych jest nierozerwalnie związana z przeszłością zmarłych oraz przyszłością ich dusz czy odpowiedzialnością żywych za zmarłych i zmarłych za żywych. Błaszczak rozprawia o relacjach, szukaniu bratnich dusz, spotkaniach z obcymi, których pokłosiem są objęcia (nie zawsze za zgodą) z własnym cieniem/historią. W każdym akcie podkreślona została też rola wspólnoty. Jej aktywna przeszłość, ale też działania, które mają wpływ na przyszłość. Tego jak bardzo jej potrzebujemy, bez względu na formę.

Monika Błaszczak zdecydowała się również na bardzo osobisty ruch. Podczas spektaklu pojawiają się dwie dedykacje w formie nagrania wideo. W trakcie pracy nad "Dziadami II" zmarł dziadek choregrafki - Bronisław Żurawiecki, działacz gorzowskiej "Solidarności" - i to jemu właśnie poświęciła swój spektakl. Podobnie jak Annie Błaszczak - babci, której artystka zawdzięcza łemkowskie korzenie. Zabieg ten silnie zakorzenił sztukę w prawdziwym życiu. Doszło do rozmowy - nie tylko żywych z umarłymi, ale też tancerzy z widownią, którzy zaprosili ją do wspólnej ceremonii dziadów. Powtarzalność gestów miała stanowić o jej  efektywności, ale także dać ludziom poczucie bezpieczeństwa.

Chętni mogli wyszeptać Guślarce imię "swojego" zmarłego i intencje, po czym artyści łączyli się z nim/nią w ruchu. W końcu przeszłość która w nas żyje zamieszkuje nasze umysły i ciała, ma ciągły i realny wpływ na to, co się z nami dzieje. Kilka osób zdecydowało się wskazać  tych, za którymi tęsknią, z którymi być może nie domknęli jakichś spraw. Ci mniej odważni  mieli jeszcze na to szansę po spektaklu. We foyer PTT stała niewielka drewniana skrzynka, obok której leżały puste, gotowe do zapisania kartki. Na kolejnym pokazie tancerze skorzystają z niej i zaproszą do siebie wybranego gościa z zaświatów.

Monika Nawrocka-Leśnik

  • "Dziady II"
  • choreografia: Monika Błaszczak
  • dramaturgia: Teresa Fazan
  • Polski Teatr Tańca
  • recenzja z 22.06, spektakl w ramach Malta Festival

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026