Można rzucać hasłami takimi jak ekokrytyka czy posthumanizm, oględne mówić o kolonializmie. Ale książka Idy Turpeinen to po prostu rozpisana na dwa stulecia z hakiem historia eksterminacji zwierząt. Książka, która nie zostawia kaca, zostawia traumę. Główną ofiarą (choć nie jedyną) opisanej rzezi jest legendarna syrena (krowa) morska, której istnienia dowodzi kilka szkieletów, jeden szkic i szczegółowe opisy polowań. "Żywe istoty" to wstrząsająca, chwytająca za fraki i wyrywająca ze strefy komfortu książka o postępie, którego znakami są zajechany koń, wypchana alka i zatłuczona pałką wydra.