Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Czy "Arabela" w reżyserii Piotra Ratajczaka w Teatrze Animacji powtórzy sukces kultowego czechosłowackiego serialu Václava Vorlíčka i Miloša Macourka? Wszystko na to wskazuje, choć ja sama mam pewne wątpliwości.

Mężczyzna i kobieta, oboje w długich szatach, stoją szeroko uśmiechnięci na scenie, która jest oświetlona ostrą czerwienią. - grafika artykułu
fot. Maciej Zakrzewski

Jako przedstawicielka świata ludzi, niebajkowa postać, uprzedzam, że "Arabela" trwa 2,5 godziny. To sporo jak na propozycję nawet dla starszych dzieci, niewiele z kolei, biorąc pod uwagę, że reżyser zmieścił w nich aż 13 (godzinnych) odcinków. Na szczęście lub nieszczęście - zaplanowana jest przerwa. Oddech muszą wziąć zarówno widzowie - można złapać zadyszkę, goniąc za fabułą, jak i aktorzy Teatru Animacji, bo to był maraton - musieli nie tylko zmieniać światy (rzeczywisty na ten baśniowy albo na odwrót), w których grali, ale też kostiumy (od cukierkowych spódniczek, przez rajstopy w kratkę, po dostojny geometryczny czerwony płaszcz). Wielu z nich z pewnością pamięta czechosłowacki oryginał. I podobnie jak reżyser żywi do niego głęboki sentyment.

Autorka tekstu Malina Prześluga wzięła serial na warsztat ponad dekadę temu i... nałożyła na niego dzisiejszy filtr (jest oczywiście AI). W spektaklu pojawiają się postaci z "My Little Pony". Do tego - hobby horse. Sukces takiego duetu - choć w świecie "najgorszych bajek świata", gdzie Król zsyła za karę czarodzieja Rumburaka (ten jest zły, bo nieszczęśliwie zakochany), gwarantowany. Milenialsi zareagują entuzjastycznie na odgłos wydawany przez Brzydala z "Troskliwych misiów". Ale jest też Czerwony Kapturek (to wegetarianka, więc odmawia, kiedy dostaje propozycję zjedzenia wilka i myśliwego), siedem krasnoludków z zasłoniętymi twarzami, Śpiąca Królewna, no i... książę Vilibald (jest bohaterem "Arabeli", ale wywodzi się właśnie ze wspomnianej baśni). Zagrał go Jakub Szlachetka i zrobił to świetnie!

Jak zadowolić na widowni kilka pokoleń? Właśnie tak. Wtrętami z popkultury i zabawą stereotypami. Malina robi to koncertowo. Dlaczego ja tego nie kupiłam? Chyba z przejedzenia. Innego powodu nie znalazłam.

Płynnie przechodząc do świata "Arabeli", byli jeszcze: Królowa; starsza siostra Arabeli - Ksenia (rewelacyjna Zuzanna Łuczak Wiśniewska), która miała przechlapane jako pierworodna, bo każdy chciał poślubić młodszą z córek Króla, a ona marzyła o tym, żeby przejąć tron (nie żelazny jak u George'a R.R. Martina, ale też z mieczy...); diabeł Janusz Blekota; czarodzieje Rumburak i Vigo; Czarownica (świetna w konfrontacjach z Ksenią); w końcu też Karol Majer (wymawiający słowa "chcę być Twoim psem" mogące przyprawić o dreszcze) z żoną i synem Piotrusiem.

W czym sęk? Że światy te (bajek i realny) się pomieszały. Że panujący w nich porządek przestał istnieć. Że bunt może przynieść dobre zmiany. Że czasem po prostu warto powiedzieć "nie" lub "dość". A wszystko przez to, że czytający w telewizji bajki aktor Karol Majer użył znalezionego zaczarowanego dzwonka, którego dźwięk spowodował, że do świata ludzi przybył... przebiegły czarodziej Rumburak. Ten sam, który próbuje przejąć władzę w Królestwie Bajek i poślubić Arabelę. Jego działania sprawiają, że Karol staje psem, Królowa gołębiem, Czarownica udaje żonę Króla, a... wspomniana Arabela (narzekająca: "matko, jaka jestem banalna", "jestem fatalnie napisana") zakochuje się w Piotrusiu. Był to mezalians... tylko w tej wersji między osobami z innych światów.

Te jednak ze sobą nie walczyły, robiło to klasycznie i bajkowo - dobro ze złem. A czemu ta zagmatwana, pełna żartów opowieść i bitwa służyła? Ano temu, żeby pomyśleć, czy nasze życie to nie czasem bajka. Bo czy ta na pewno jest mniej prawdziwa niż życie? I ta, i to przecież wcale nie musi kończyć się szczęśliwie. Jak wygląda nasze życie w mediach społecznościowych? Jak je przedstawiamy, jak dajemy sobą na co dzień manipulować? Gdzie jest granica pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co wymyślone? Jak często tę granicę przekraczamy i czy robimy to świadomie? Czy wiemy, że siedzimy pod płaszczem (ten przenosi do innego świata)...? I czy wciąż marzymy o spełniających marzenia pierścieniu albo dzwoneczku? W końcu też "Arabela" jest o tym, że trzeba walczyć o siebie, świat wokół (bez definicji, jaki ma być, bez algorytmów i filtrów) oraz miłość, najlepiej taką jak w bajce! Konwencja spektaklu jednak - ten jest na tyle dynamiczny, z mniej lub bardziej wisielczymi żartami - nie pozwala tym wszystkim filozoficznym kwestiom zasiąść w pierwszym rzędzie. Ten zarezerwowany został dla fabuły.

"Arabela" to ogromna produkcja, również jak na możliwości sceniczne Teatru Animacji. Na dużej, choć wciąż niewielkiej scenie znalazł się niemalże cały zespół. Scenografia? Na bogato. Pokój z lat 80., tapeta, boazeria, meblościanka i wielki ekran/telewizor w okamgnieniu zmieniały się w pełen kolorów i świateł świat baśniowy. Był sztruksowy jamnik, którego animacją zajął się Marek Cyris, gołąb, no i gadający - a właściwie opowiadający bajki muppet (drugi, ale ten sam Karol Majer). Do tego jeszcze wideo (postaci z baśni przeniosły się do Poznania, gdzie przejechały autobusem, a reżyser/kanar sprawdził im bilety).

Spektakl zakończyła bardzo rozbudowana piosenka, która w zręczny sposób połączyła najważniejsze motywy fabularne i emocjonalne całej "Arabeli". Finał był więc musicalowy. Szkoda, że piosenek nie zmieściło się więcej. Każdorazowo powodowały ogólne - dosłownie - poruszenie na widowni.

W tej historii można się pogubić. Tym bardziej że sam jej tytuł wskazuje na to, że jej główną bohaterką będzie księżniczka Arabela... Ale pociągające są przecież czarne charaktery! I to one grają tu kluczowe role. Ich tragizm fascynuje, bo podobnie jak prawie wszystkie postaci z baśni wiedzą, że tkwią w potrzasku opowieści i muszą robić swoje. Czy jednak na pewno tak musi być? Jak nam bliski, ale też dziwny jest ten świat... a może światy...?

Monika Nawrocka-Leśnik

  • "Arabela", reż. Piotr Ratajczak
  • Teatr Animacji
  • recenzja z 9.06

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026