Takich jak ja jest pewnie wielu: zachwyconych pierwszą płytą i pierwszą wspólną trasą koncertową, wyczekujących kolejnej odsłony projektu Waglewski Fisz Emade. Panowie mają jednak to do siebie, że starają się dozować swoją muzykę, by słuchacz miał czas na oswojenie się z materiałem.
Druga płyta pojawiła się równie nagle, co pierwsza, gdy już nikt nie wierzył w to, że powstanie kontynuacja "Męskiej Muzyki". Choć nazwanie nowej płyty "kontynuacją" nie jest zbyt trafne, bo "Matka, Syn, Bóg" jest zarówno stylistycznie, jak i tematycznie całkiem inna. Słychać w niej bluesa i rock"n"rolla, tworzy zwartą całość od pierwszego utworu po ostatni. Tymczasem pierwsza płyta była raczej wypadkową muzycznych gustów i preferencji każdego z Waglewskich.