Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Jak Poznań pragnie jazzu

Mówi się, że najlepsze historie pisze samo życie - i w przypadku mojej znajomości z muzyką projektu Hoshii dokładnie tak było. Poznałam ich tak, jak w dzisiejszych czasach poznaje się najciekawsze rzeczy, czyli... od faceta z Tindera. I choć tamta relacja, jak większość internetowych uniesień, nie przetrwała próby czasu, to moja miłość do muzyki kwartetu Kuby Więcka ma się doskonale. Koncert w poznańskim klubie Blue Note tylko to przypieczętował.

. - grafika artykułu
fot. Barbara Pilawska

Wszechświat lubi jednak ironię. Kiedy wchodziłam do klubu, w głowie wciąż rezonował mi głośny artykuł Bartosza Nowickiego "Podsiadłoizacja polskiego jazzu". Krytyk bezlitośnie przejechał się w nim po nowej fali młodego polskiego jazzu, zarzucając jej koniunkturalizm, pójście w bezpieczną popową konwencję i totalny brak chuligańskiej energii. Ba, oberwało się bezpośrednio samemu Hoshii, którego muzykę Nowicki nazwał "plastikową i rozczarowująco kiczowatą".

Czy wyszłam z koncertu oburzona tą recenzją, czy może wręcz przeciwnie - z poczuciem, że krytyk miał trochę racji? Odpowiedź, jak sam jazz, leży gdzieś pomiędzy dźwiękami.

Zanim jednak o samej muzyce, muszę zatrzymać się przy gospodarzu tego wieczoru. Poznańskie Blue Note to przecież legenda, ale każdy, kto pamięta ten klub sprzed dekady, wie, że potrafił być nieco duszny i archaiczny. Na szczęście kilka lat temu miejsce to przeszło gruntowny, niezwykle udany remont. Dzisiejsze Blue Note to zupełnie nowa jakość. Wnętrze zyskało nowoczesny, elegancki sznyt, a nagłośnienie i gra świateł cieszą. To obecnie absolutnie świetne, klimatyczne miejsce na mapie Poznania - przestrzeń stworzona do tego, by totalnie odpiąć wrotki, zamknąć oczy i "popłynąć" razem z artystami.

Za oknami pełnia ciepłego sezonu - Juwenalia w toku, ogródki kawiarniane pękają w szwach, a Poznań kusi dziesiątkami plenerowych, darmowych i typowo letnich atrakcji pod chmurką. W takich okolicznościach kluby biletowane często świecą pustkami. Ale nie tym razem. Blue Note był pełen po brzegi. Widok tak gęstego, zróżnicowanego wiekowo i niezwykle responsywnego tłumu niesamowicie cieszy. Pokazuje, że wciąż mamy ogromny głód na autentyczną, wymagającą skupienia muzykę graną na żywo.

W muzyce szukam ucieczki od ziemskiej grawitacji, więc od pierwszych sekund dałam się porwać magii kwartetu. Hoshii na żywo to potężna machina brzmieniowa. To, co robią tam Grzegorz Tarwid na instrumentach klawiszowych i syntezatorach, Max Mucha na basie i Miłosz Berdzik za bębnami oraz Kuba Więcek, kompozytor i saksofonista, to absolutny kosmos. Zespół zaserwował nam przekrój przez całą swoją dotychczasową, już czteroletnią twórczość - od materiału z debiutanckiego krążka aż po ubiegłoroczny koncept-album "Her Name Was Yumi". Jednym z pierwszych zagranych utworów był "hawaii" - kompozycja, która (jak sami muzycy przyznają ze sceny) kojarzy się z czymś niezwykle miłym, ciepłym i odległym. I taka właśnie jest ich muzyka: mieni się pastelowymi barwami, uderza precyzyjnym, hip-hopowym bitem oraz otula delikatnymi, wręcz onirycznymi, transowymi brzmieniami. 

I tu pojawia się mój jedyny, czysto subiektywny zarzut: Dla mnie było trochę za krótko. Zanim na dobre weszłam w ten kosmiczny trans, zanim zdążyłam się w pełni zahipnotyzować i odpłynąć w odświeżonej akustyce Blue Note, wieczór już dobiegał końca. Ta "kreskówkowa lekkość" i popowa zwartość form, o której piszą krytycy, bywa u nich błogosławieństwem, ale na żywo pozostawia lekki niedosyt. Chciałoby się, żeby te improwizacje trwały w nieskończoność.

Wracam myślami do słów Nowickiego: Czy to była muzyka "gotowych odpowiedzi, sformatowana, pozbawiona szaleństwa"? Może dla ortodoksyjnego fana free jazzu, wychowanego na bezkompromisowej dekonstrukcji, tak to wygląda. Hoshii rzeczywiście stawia na harmonię, na chwytliwą melodię i na niesamowity groove. Nie ma tu ryczącego, bolesnego chaosu. Jest za to precyzyjnie skrojony, nowoczesny świat, który potrafi komunikować się ze współczesnym wrażliwym odbiorcą. Hoshii udowadnia, że jazz może być świeży, może czerpać z hip-hopu i elektroniki. Nawet jeśli momentami ich kompozycje uciekają w bezpieczniejsze rejony, to w nowym, potężnym brzmieniowo Blue Note bronili się bezbłędnie czystą energią i instrumentalnym kunsztem.

Wychodząc z Blue Note w ciepłą, poznańską noc miałam poczucie, że ta japońska nazwa idealnie podsumowała cały wieczór. Pragnienie (hoshii) - to chyba najlepsze słowo. Ja kupuję ten ich bezpieczny kosmos w ciemno. Następnym razem też tam będę.

Barbara Pilawska

  • koncert Hoshii
  • Blue Note
  • 29.05

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Odwiedź także: