Wspomniany cykl w założeniu ma pokazywać projekty "w ciągłym ruchu, wokół jazzu". To bardzo pasuje do grupy Kuby Więcka, która sama w sobie jest jednym wielkim ruchem - pomiędzy jazzem, beatem, elektroniką, popową wrażliwością, improwizacją i bardzo świadomie budowanym światem. Na wstępie można opisać to prosto: Hoshii to najnowszy i obecnie najbardziej stały projekt Więcka - warto dodać, że laureata Paszportu "Polityki", Fryderyka i Mateusza radiowej "Trójki", a także jednego z tych muzyków, którzy w młodym polskim jazzie niemal z miejsca stali się zwyczajnie istotni. Tyle, że takie zdanie jeszcze niewiele tłumaczy. Bo Kuba od początku był też trochę podejrzany dla każdej czystej kategorii. W 2017 roku jako lider tria zadebiutował w reaktywowanej serii "Polish Jazz" i narobił sporo szumu swoim debiutanckim "Another Raindrop", ale bardzo szybko zaczął wymykać się roli młodego saksofonisty, który ma tylko grzecznie potwierdzać swój talent kolejnymi płytami w jazzowym porządku. I to jest w jego historii chyba najciekawsze. Mógł grać festiwale, nagrywać dobrze przyjmowane przez szerokie audytorium albumy, chodzić drogą prestiżu i środowiskowego uznania, a jednak zamiast tego wolał rozszczelniać własną pozycję. Bez oglądania się na cokolwiek szybko zaczął współpracę z artystami ze skrajnie różnych obiegów, głęboko wszedł w produkcję, hip-hop, elektronikę i język, który dla części jazzowego środowiska wciąż jest podejrzanie "nieakademicki".
Hoshii wygląda jak projekt, w którym wszystkie te rozproszone wątki dostały własną orbitę. Sama nazwa grupy - od japońskiego "pragnąć" - może brzmieć trochę jak żart z nadmiaru konceptu, a trochę jak hasło do ucieczki z jazzowej rutyny. Hoshii daje Więckowi maskę, a ta maska daje mu wolność. "Łączyć jazz z hip-hopem" - to sformułowanie zdążyło się już trochę zużyć. Teraz bywa wygodnym hasłem dla organizatorów i sposobem na sprzedanie czegoś jako nowoczesnego bez konieczności tłumaczenia, co właściwie dzieje się w muzyce. U Kuby i jego kompanów sprawa jest bardziej konkretna i przepuszczona przez żywy organizm kwartetu, który tworzą też pianista Grzegorz Tarwid, basista Max Mucha i perkusista Miłosz Berdzik. W praktyce to układ znacznie mniej konserwatywny niż mogłoby się wydawać: fortepian i syntezatory, bas, elektronika, glockenspiel, rytmiczna precyzja i przestrzeń, która wykracza poza ciasne ramy jazzu szytego na miarę.
Ich pierwszy album, zatytułowany po prostu "Hoshii" (2023), czarował baśniowym sznytem i jazzową ruchliwością, ale było w nim też sporo kreskówkowej lekkości oraz pamięć hip-hopowych bitów. Jednak to dopiero kolejny, wydany w ubiegłym roku "Her Name Was Yumi" (2025), zapewnia nam pełniejszą opowieść. Według niej tytułowa Yumi, czyli "piękny sen", sprowadza Hoshii na Ziemię z odległej planety Versus. Potem pojawia się samotność, tęsknota, relacja, nadzieja i próba odnalezienia sensu wśród ziemskich dźwięków. Brzmi to ryzykownie, bo łatwo tu o przesadę. Kosmiczny bohater, japońskie znaczenia, jakaś przedziwna planeta, tęsknota, wolny duch, nowa tożsamość brzmieniowa - ktoś mniej uważny mógłby z tego ulepić pretensjonalny koncept album dla ludzi, którzy mylą estetykę z głębią. Ale ta czwórka na szczęście zwykle ucieka przed takim niebezpieczeństwem samą muzyką. Tam, gdzie narracja robi się zbyt gładka, potrafi wprowadzić syntezatorowy brud, saksofonową frazę, która rozcina pastelową powierzchnię, albo perkusyjny detal, dzięki któremu całość odzyskuje bardzo konkretny nerw.
Osobnym rozdziałem w działalności projektu są Hoshii Sessions - format, który mógłby być prostą maszynką do nabijania zasięgów: bierzemy znanego artystę ze świata polskiego hip-hopu albo alternatywy, dokładamy jazzujących muzyków, robimy "inną wersję" piosenki, a cały internet klaszcze. Tyle że wspomniane sesje zbyt skutecznie działają jako test na elastyczność samego jazzu, by móc je tak określić. Projekt urósł już do ponad pięćdziesięciu odcinków i pięciu sezonów, a jednym z najgłośniejszych jego momentów był zeszłoroczny koncert w katowickim NOSPR-ze, z udziałem co najmniej ekstrawaganckiej mieszanki gości - Kukona, The Dumplings, Darii ze Śląska, Kasi Lins, Schaftera i Huberta.
Hoshii przyjeżdża do Blue Note jako pełnoprawny zespół z własną mitologią, własnym brzmieniem i własnym sposobem poruszania się po współczesnej muzyce, i za kilka dni będzie można zobaczyć, jak ten cały mechanizm działa na żywo. Lubicie jazz? To nie odpuszczajcie tego eventu, ale wiedzcie, że u nich on oddycha zupełnie inaczej - zwykle przez kompozycje, które po rozebraniu i złożeniu od nowa zaczynają świecić dziwnie obcym, ale jakże przyciągającym światłem. Warto wejść w ten świat choćby po to, by sprawdzić, czy ta kosmiczna bajka rzeczywiście niesie w sobie coś więcej niż ładny koncept. Wszystko wskazuje na to, że niesie i jeszcze nieraz będziemy mogli przeżyć w niej naprawdę intrygującą przygodę.
Sebastian Gabryel
- Koncert Hoshii, z cyklu "Jazz Around Presents"
- 29.05, g. 20
- Blue Note
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026