Dzieje akordeonu HOHNER Organola de Luxe 140 basów, bo tak brzmi jego pełna nazwa, swój początek mają wiosną 1936 r. Wtedy to w firmie Hohner Piotr Stuligrosz złożył zamówienie na ów instrument. Nie był on jednak dla jego najstarszego syna Stefana, słynnego później dyrygenta, a dla jego młodszego brata Bogdana, dobrze zapowiadającego się puzonisty. Instrument pochodził ze specjalnej serii ręcznie wykonanej i szczególnie zdobionej, która miała tylko 150 egzemplarzy. Kształt klawiatury sprawił, że ten typ akordeonu nazywany był "księżycówką".
Bracia korzystali z akordeonu wspólnie, Stefan podczas prób chóru, a Bogdan, grywając w poznańskich lokalach, tak aż do roku 1969. Wtedy to sprzedali go swojemu koledze akordeoniście Zygmuntowi Kałużnemu, przez przyjaciół nazywanemu Zygą. Na instrumencie grywał on ze swoją kapelą głównie w restauracji WZ, Arkadii i w Staromiejskiej na Starym Rynku.
Trzecim właścicielem instrumentu stał się Mieczysław Śliwiński. Oto jak do tego doszło: "Jako młody chłopak widziałem ten instrument i zapoznając się ze starszym kolegą Zygą, upodobałem go sobie. Zyga wiedział chyba, że mi na nim bardzo zależy. Dał mi nawet parę razy pograć" - pisze w swoich wspomnieniach Śliwiński.
Zygmunt Kałużny grał na nim do końca życia. Zadbał jednak o przyszłość akordeonu. Przykazał swojej żonie, że po jego śmierci, gdy będzie potrzebowała pieniędzy, akordeon ma sprzedać, ale tylko Mieczysławowi Śliwińskiemu. Tak też się stało. Czwartym właścicielem zostało Muzeum Instrumentów Muzycznych, któremu w 2010 r. Śliwiński podarował instrument. Od kwietnia tego roku akordeon będzie pokazywany na wystawie stałej.
oprac. Jan Gładysiak
na podstawie wspomnień M. Śliwińskiego
- Muzeum Instrumentów Muzycznych Oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu
- Stary Rynek 45
- wystawa czynna od 1.04