Jesteś aktorką, ale także wokalistką zespołu Wieczornik. Teraz debiutujesz w nowej roli, jako poetka. Powiedz, co sprawiło, że postanowiłaś wyrazić siebie w ten sposób? Albo raczej pokazać to światu, bo być może poezja była obecna w Twoim życiu już wcześniej?
Zgadza się, wiersze pisałam od dawna. Zawsze były sposobem na uporządkowanie i ukojenie natłoku myśli, które kłębią się w mojej głowie. Ubranie ich w krótką formę jest dla mnie i wyzwaniem, i ratunkiem. Bardzo często, kiedy piszę, jednocześnie porządkuję myśli, a dłuższe wewnętrzne monologi zamieniają się w wiersze. Długo bałam się wyjść z nimi do świata, więc pisałam do szuflady. Zmieniło się to, kiedy poznałam w szkole teatralnej Bronisława Maja. Prowadził zajęcia z analizy tekstu literackiego. Zachęcał nas, żebyśmy przynosili na nie własne wiersze. Wtedy tego nie zrobiłam, bo się wstydziłam. Ale kilka lat później pomyślałam: "Okej, pojadę, zaniosę teczkę". Bronisław powiedział, że to jest wartościowe i że warto iść w kierunku, który jest mi bliski. Dodał też, że poszukiwanie własnego pochodzenia i tożsamości, odnajdowanie swojego miejsca na ziemi dotyczy każdego z nas. To mnie utwierdziło w tym, że powinnam dalej pisać. Bronisław jest poetą, którego bardzo cenię, więc dużym zaszczytem jest dla mnie fakt, że mogę debiutować w prowadzonej przez niego serii poetyckiej i to właśnie on napisał wstęp do tomiku.
A jak w praktyce wyglądała praca nad tomem? Wiersze zostawiałaś dla siebie czy dzieliłaś się nimi z kimś bliskim?
Kiedyś zostawiałam to tylko dla siebie, bo bałam się reakcji. Nie wstydziłam się tego, że piszę, wstydziłam się odsłonić i pokazać wrażliwość, moją bezbronność. Ale od dłuższego czasu już tego nie czuję, co bardzo mnie cieszy. Na bieżąco pokazywałam wiersze mojemu chłopakowi, Hubertowi, którego też wspominam w tomie. Razem układaliśmy wiersze w kolejności, kłóciliśmy się o nią godzinami. Hubert jest bardzo szczery, czasem aż do bólu, a ja to doceniam. Pomógł mi ułożyć wiersze i dzięki temu mogłam się zdystansować wobec tak osobistych tekstów. Oko zaufanej, kochającej osoby bardzo mi pomogło.
Chciałam znaleźć oś, wokół której tomik mógłby się obracać, więc podzieliłam go na dwie części. Pierwsza opowiada przede wszystkim o dzieciństwie, rodzinie, o moim pochodzeniu. Druga o poszukiwaniu domu we współczesnym świecie, o tym, jaka jestem i czego w życiu szukam. Jest też o osobach, które towarzyszą mi teraz. Pomysłów było dużo, ale musiałam zdecydować, które wiersze wejdą do tomu, a które nie. Motywem przewodnim stał się dom i wszystko, co wokół niego oscyluje. Kiedyś domem była rodzinna wioska, później Kraków, teraz Poznań, Warszawa, pociągi. Niektóre wiersze rodziły się naturalnie, a nad niektórymi myślałam przez kilka miesięcy, ciągle zmieniając słowa. Czasem coś mnie zainspiruje i zapisuję to w notatkach, w telefonie, aby mi nie umknęło. W pokoju w Poznaniu mam też ścianę - przyklejam do niej kartki z urywkami zdań, które mogą przerodzić się w wiersz. Zazwyczaj potem wprowadzam wiele poprawek, a cały proces trwa miesiące. Zdarza się też, że wiersz po prostu do mnie przychodzi - piszę go w kilka minut i w takim kształcie już ze mną zostaje.
Jako aktorka wcielasz się w inne postaci. W tomie opowiadasz bardzo osobistą historię. Zastanawiam się, jaką rolę w tej opowieści pełnią osoby, których jesteś częścią, czyli Twoja rodzina? Mówisz sporo o przodkach i przodkiniach, ich głos pojawia się w wierszach.
Podoba mi się to, że w Polsce coraz częściej mówi się publicznie o ludowości, pochodzeniu i klasowości. Uważam też, że wiejskie pochodzenie, o którym piszę w tomiku, absolutnie nie jest powodem do wstydu, większość z nas ma takie korzenie. Chciałam opisać trud tego życia i w ten sposób wyrazić wdzięczność wobec moich przodków i przodkiń, podziękować za ich ciężką pracę. Tyle dziś możemy robić, tyle osiągnąć. Te osoby nie miały takich możliwości, a ja czuję się ich częścią. Bardzo lubię wers: "Nie jestem kowalem własnego losu, tylko jestem kowalem ich losów", bo na naszą osobistą historię składają się historie wielu pokoleń. Mogę się rozwijać, także artystycznie, właśnie dzięki nim.
Piszesz w jednym z tekstów: "jaki to luksus móc pisać wiersze". Co dokładnie masz na myśli? Czasy, w których żyjemy, poczucie bezpieczeństwa, język, edukację, prawo do skupienia się na sobie i do wrażliwości?
Myślę, że wszystkie te rzeczy, ale przede wszystkim czasy, w których żyjemy, dostęp do edukacji oraz możliwości rozwoju. Bardzo wielu moich przodków i przodkiń tego dostępu nie miało i myślę, że gdyby mieli, ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Dlatego to jest luksus - móc pisać wiersze. Nie musieć powielać czyjegoś losu, a jednocześnie z wdzięcznością patrzeć na to, co było. Czuję się bardzo szczęśliwa i wdzięczna, że jestem w tym punkcie życia, w którym jestem. Mogę pracować w teatrze w Poznaniu i spełniać się na wielu płaszczyznach. Dlatego postanowiłam pójść drogą poetycką, żeby przedstawić siebie bardziej niż tylko na scenie. W teatrze zasłaniamy się cudzym tekstem, nie zawsze bazujemy na naszych prywatnych przeżyciach, a w wierszach wszystko wypływa ze mnie. To jest dużo bardziej osobiste, ale też stresujące. Odsłonięcie siebie sprawia, że stajemy się bezbronni.
Czytając Twoje wiersze, miałam wrażenie intymnego spotkania. To poczucie bliskości wynika nie tylko z tego, że się odsłaniasz, ale też z tego, że te doświadczenia są nam znane. Twoje wiersze skłoniły mnie do tego, żeby pomyśleć także o swojej własnej historii.
To dla mnie największy komplement, bardzo ci dziękuję. Chciałam, żeby te wiersze były bliskie, czytane sercem. Dlatego są pisane prostym językiem. Zależało mi na tym, by komunikat był konkretny, żeby bez zbędnego owijania w niepotrzebne słowa wyrazić maksimum treści. Lubię poezję pisaną wyszukanym językiem, ale sama nie umiem tak pisać. Mam natomiast poczucie misji i chciałabym z tym komunikatem - prostym, ale i czułym - dotrzeć do jak najszerszej grupy ludzi. Żeby każdy, nieważne, czym się zajmuje, mógł przeczytać moje wiersze i poczuć, że jest mu to bliskie. Sama czasem mam tak, że gdy otwieram jakiś tom poezji i widzę, że jest bardzo wymagający językowo, odkładam go. Chciałam, żeby ktoś po jego otwarciu pomyślał: "Okej, mogę to przeczytać, poezja jest dostępna też dla mnie".
Spróbujmy wobec tego wejść w te teksty nieco głębiej. Zacznijmy od dzieciństwa. Piszesz dużo o wdzięczności wobec rodziny, przodków i przodkiń, o mikrodecyzjach, które wpłynęły na Twoją przyszłość. Za co jesteś im wdzięczna?
Przede wszystkim za kochający i czuły dom. Moi rodzice dali mi bardzo dużo miłości i swoją pracą pokazali, jak kochają mnie i moje rodzeństwo. Jestem wdzięczna za możliwość rozwoju. Wychowywałam się na wsi, a oni dołożyli wszelkich starań, żebym mogła uczestniczyć we wszystkich zajęciach, jakie mogłabym sobie wymarzyć. A w kontekście przodkiń - w mojej rodzinie były bardzo mocne figury kobiece. Kiedyś nie używało się terminu "feminizm", ale dzisiaj widzę, że moje babcie to bardzo silne kobiety. Ogarniały dom, wychowały wiele dzieci. Miały w sobie ogromną siłę, ale też czułość. Dzięki temu dziś mam w sobie moc do samostanowienia.
Myślisz, że Twoje przodkinie byłyby dumne, widząc ten tom?
Tak. Okładka jest inspirowana ogrodem mojej babci Krystyny, której niestety już z nami nie ma, a była mi bardzo bliska. O niej jest otwierający tom wiersz, zapis wspomnienia związanego z babcią i... rabarbarem. Za każdym razem, kiedy widzę rabarbar albo go jem, ciepło o niej myślę. Babcia śpiewała w chórze Rapsodia w Lipnie, niedaleko Leszna. Możliwe, że dzisiaj śpiewam także dzięki niej.
Mimo wszystko, w żadnym z tych miejsc, ani w mieście, ani na wsi, nie czujesz się "u siebie". Co w takim razie znaczy "u siebie"?
Przez wiele lat o tym myślałam. Kiedy wyjechałam na studia do Krakowa, to wracając na wieś, wiedziałam, że to dom rodzinny, ale nie czułam, że chcę tam zostać. W Krakowie bardzo mi się podobało, ale niektóre aspekty mi nie odpowiadały. Teraz jestem w Poznaniu i w Warszawie. Po latach doszłam do wniosku, że domem jesteśmy sami sobie. Mogę być sama sobie domem, czuć dom w środku - wtedy gdziekolwiek jestem, jest też mój dom. Domem może być też druga osoba. Jeżeli możemy powiedzieć, że przy kimś czujemy się jak w domu, to jest chyba największe szczęście.
Ten tom jest dla mnie także traktatem o pamięci. Zapytam o dwie rzeczy: czego dzisiaj najbardziej nie chcesz zapomnieć, a co chciałabyś wyrzucić z pamięci?
Czego nie chcę zapomnieć? Na pewno wakacji na wsi, ogrodu mojej babci, samej babci Krysi. I piosenek, które śpiewała. Chciałabym, żeby to na zawsze pozostało w mojej pamięci. A czego chciałabym nie pamiętać? Nie wiem... Nasz mózg często "chowa" złe wspomnienia. A może ważna jest całość naszej historii? Każde doświadczenie coś w nas zmienia. Niezależnie od tego, czy tej pamięci poświęcamy dużo czasu, czy jest gdzieś z tyłu głowy, wierzę, że dzięki wszystkim przeżyciom, nawet najtrudniejszym, jesteśmy teraz tacy, jacy jesteśmy. To wszystko kształtuje nas jako ludzi.
Rozmawiała Mirella Kryś
- Aleksandra Samelczak, "Dom"
- wydawnictwo Austeria
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026