Premiera nowego projektu, a jednocześnie albumu Pilichowskiego, zbiega się z jubileuszem 35-lecia jego pracy artystycznej, dlatego cały projekt siłą rzeczy nabiera wymiaru podsumowania. Tyle że w jego przypadku jubileusz oznacza raczej dalszy ruch - kolejne trasy, nowe aranżacje, następne muzyczne konfiguracje i ciągłe przepisywanie własnego języka na nowo. "Slap Jazz" bardzo wyraźnie pokazuje jedną rzecz - Pilichowski to basista, który nadal myśli kategoriami sceny. Jego muzyka, bez względu na to, jak studyjnego charakteru by nie nabrała, zawsze oddycha koncertem, interakcją i napięciem budowanym w czasie rzeczywistym. A do tego bas nie pełni w niej funkcji fundamentu ukrytego pod resztą zespołu, lecz staje się głównym narratorem całej opowieści. A dokładniej - slap bass, bo właśnie ta technika przez lata stała się znakiem rozpoznawczym i pełnoprawnym językiem rytmicznym Wojtka. Uderzenia kciuka i agresywne podciągnięcia strun w jego wykonaniu funkcjonują bardziej jak element perkusyjnej architektury, dzięki czemu nawet najbardziej techniczne fragmenty zachowują komunikatywność i naturalny puls.
Zresztą sama historia Pilichowskiego w dużej mierze opiera się właśnie na konsekwentnym rozwijaniu groove'u jako osobnej filozofii grania. W polskiej muzyce lat dziewięćdziesiątych jego nazwisko zaczęło funkcjonować trochę jak synonim nowoczesnego basu. Kolejne nagrody miesięcznika "Gitara i Bas", liczne współprace sesyjne, działalność edukacyjna, warsztaty i ogromna aktywność koncertowa stworzyły wokół niego status muzyka-instytucji. Jednocześnie przez cały ten czas zachował ogromną muzyczną płynność. Funk, fusion, jazz-rock, pop, projekty stricte instrumentalne, działalność sesyjna, edukacja - u niego wszystko to zawsze przenikało się bardzo naturalnie. Lista artystów, z którymi pracował, świetnie pokazuje skalę tego zjawiska. Od Michała Urbaniaka po... Enrique Iglesiasa. Od Nicko McBraina z Iron Maiden po Krzysztofa Misiaka. Od Simona Phillipsa po Marylę Rodowicz. "Slap Jazz" brzmi jak destylat całej tej drogi. Słychać w nim fascynację jazzową improwizacją, ogromne przywiązanie do funkowego pulsu, doświadczenie wyniesione z grania stadionowych i telewizyjnych produkcji, a jednocześnie świadomość współczesnego brzmienia. Jednocześnie Pilichowski bardzo wyraźnie odchodzi od muzealnego fusion.
Ogromną rolę odgrywa w tym skład, który towarzyszy mu w projekcie. Klawiszowiec Filip Chojnacki i perkusista Tomasz "Żaba" Mądzielewski, ale również gitarzysta Łukasz Rudkiewicz, grają z nim w sposób bardzo daleki od akademickiej sterylności, z którą fusion bywa czasami kojarzone. I z pewnością warto powiedzieć o nich nieco więcej. Chojnacki - pianista, aranżer, producent, absolwent poznańskiej Akademii Muzycznej, człowiek zakochany w syntezatorach i improwizacji - przez lata poruszał się pomiędzy modern jazzem, elektroniką, muzyką popową i współczesną awangardą. Jego syntezatorowe plamy bardzo często budują tutaj atmosferę bardziej przypominającą współczesny nu jazz czy fusion spod znaku sceny skandynawskiej niż klasyczne jazz-rockowe granie znane z lat osiemdziesiątych. Z kolei Mądzielewski odpowiada za element absolutnie fundamentalny - ruch. W biografii "Żaby" mieszczą się zarówno współprace z Markiem Laneganem, jak i Fisz Emade Tworzywo, Leszkiem Możdżerem czy Mrozem. I wreszcie Rudkiewicz, który bardzo świadomie operuje brzmieniem - raz wprowadzając miękkie, niemal soulowe frazowanie, a innym razem dokładając bardziej agresywną rytmikę, która dodatkowo podkręca puls całego zespołu.
Co ważne, projekt "Slap Jazz" został pomyślany szerzej niż pojedynczy album. Całość obejmuje trzy wydawnictwa, w tym materiał koncertowy live, a w kolejnych odsłonach mają pojawić się międzynarodowi goście, z którymi Pilichowski współpracował przez lata na światowych scenach. Swoją drogą, bardzo ciekawe jest to, jak naturalnie ten muzyk odnajduje się dziś nie tylko pomiędzy różnego rodzaju artystami, ale i różnymi pokoleniami odbiorców. Starsi słuchacze pamiętają go jeszcze z czasów dominacji jazz-rocka i fusion lat dziewięćdziesiątych. Młodsza publiczność trafia do niego przez internetowe klipy, warsztaty, viralowe fragmenty slapowych solówek i współczesną fascynację instrumentalnym groove'em. "Slap Jazz" funkcjonuje dokładnie na przecięciu tych światów. Właśnie dlatego ten projekt ma szansę okazać się jednym z najważniejszych momentów w późnym etapie kariery Pilichowskiego, dla którego scena nadal wydaje się być miejscem absolutnie naturalnym.
Sebastian Gabryel
- Wojtek Pilichowski
- 21.05, g. 20
- Blue Note
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026