Kultura w Poznaniu

Opinie

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Za wszelką cenę

Kristoffer Borgli bez ogródek demaskuje mechanizmy współczesnego świata, który bardziej ceni sobie kolorowe wydmuszki niż prawdziwych ludzi i ich prawdziwe, nieidealne życia. Pokazuje, że zacięta walka o wyświetlenia, polubienia, uznanie obserwatorów i blask fleszy nie ma końca, ale granica zza której nie ma już odwrotu jest bardzo cienka.

. - grafika artykułu
fot. materiały dystrybutora

Signe (Kristine Kujath Thorp, Ninjababy) i Thomas (Eirik Sæther) to pozornie zwyczajna para dwudziestolatków mieszkająca w dużym mieście, wykształcona, zainteresowana kulturą i sztuką. On - aspirujący artysta, który odnosi swój pierwszy wystawowy sukces. Ona - pracownica kawiarni, która podobnie jak Thomas też chce zostać zauważona, nie bacząc na koszty. W tym celu zaczyna brać niebezpieczne leki, których skutkiem ubocznym - prócz poważnych problemów zdrowotnych - jest zauważalne oszpecenie bliznami na twarzy i ciele. Odtąd to Signe skupia na sobie wzrok i współczucie gdziekolwiek się pojawi, udziela wywiadów prasowych, a nawet rozpoczyna karierę modelki w niszowej marce odzieżowej.

Jedno z nich ma skłonność do kradzieży, drugie do mitomanii, oboje natomiast umniejszają i deprecjonują wzajemne osiągnięcia, by samemu wypaść na ich tle jak najlepiej. Niezdrowa rywalizacja, narcyzm i przerośnięte ego obojga prowadzą do tego, że stają się toksyczni nie tylko dla siebie, ale również dla otoczenia. I tu koło się zamyka, bo tracąc uwagę znajomych i przyjaciół jeszcze bardziej o nią zabiegają, są w stanie poświęcić jeszcze więcej, by znów znaleźć się w centrum uwagi.

Twórcy filmu postawili w tej historii na dosłowność, niewiele więc tutaj niedopowiedzeń i niuansów, jeszcze mniej metafor i zaskoczeń. Mimo to jednak Chora na siebie zaciekawia widza od pierwszych chwil (mocna scena w kawiarni!), angażując go aż do końca tej wcale nie tak nieprawdopodobnej opowieści jak chcielibyśmy sądzić. Spora w tym zasługa wschodzącej gwiazdy skandynawskiego kina - Kristine Kujath Thorp, ale również znakomitej pracy charakteryzatorów, których prostetyczne dzieło wypada na ekranie wiarygodnie i przekonująco.

Gatunkowo film Borgliego plasuje się gdzieś pomiędzy dramatem a czarną komedią. Sporo tu ironii i sarkazmu, satyry na świat wszelkiej maści mediów, których użytkownicy wprost prześcigają się w pomysłach na skuteczne zdobycie oglądalności i lajków, najczęściej w sposób nieambitny. Gdy jednak już obśmiejemy kuglarzy w tym cyrku w ustach i tak pozostaje gorzki posmak. Oby był na tyle nieprzyjemny, byśmy potrafili z powrotem odnaleźć potrzebny balans między tym co sztucznie wykreowane i nierzeczywiste, a tym co realne.

Anna Solak

  • Chora na siebie
  • reż. Kristoffer Borgli

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2023