Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Prawdziwy temat "Chamstwa"

W niedzielę w Centrum Kultury Zamek odbyło się spotkanie z Kacprem Pobłockim, autorem słynnej książki Chamstwo, oraz z Przemysławem Czaplińskim, profesorem literatury współczesnej.

. - grafika artykułu
Printscreen ze spotkania online, fot. Marek S. Bochniarz

Już dawno zaplanowane spotkanie wokół książki Chamstwo zbiegło się w czasie z niedzielnymi protestami odbywającymi się w całej Polsce - w tym i na placu Wolności w Poznaniu. - Spotykamy się w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek, ale myślami jesteśmy przy granicach i w granicach. Jak przekonujemy się w ciągu ostatnich dni, tygodni, miesięcy - władze państwowe są gotowe granice nieludzko uszczelniać, czyniąc je nieprzepuszczalnymi oraz starać się granice opuszczać, ustawiając nas poza wspólnotą. Nasze myśli zatem przyłączają się do wszystkich trwających protestów - tego, który trwa kilkaset metrów stąd, na placu Wolności, oraz wszystkich innych dzisiaj w Polsce - otwierając spotkanie powiedziała jego moderatorka Joanna B. Bednarek.

Bednarek zwróciła uwagę, że wydane pół roku temu Chamstwo Pobłockiego wpisuje się w serię nowych publikacji dotyczących ludowej historii Polski. Należy do nich Ludowa historia Polski  Adama Leszczyńskiego, Śladami Szeli, czyli diabły polskie Piotra Korczyńskiego, Bękarty pańszczyzny. Historia buntów chłopskich i Siła podporządkowanych Michała Rauszera, Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa Kamila Janickiego, Niewolnicy modernizacji Michała Narożniaka, Bez Pana i Plebana. 111 gawęd z ludowej historii Śląska Dariusza Zalegi. Przypomniała, że w zeszłym roku Nike nagrodzono Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli Radka Raka. Jej zdaniem Chamstwo gatunkowo jest powieścią antropologiczną, która sytuuje się pomiędzy wszystkimi książkami popularnonaukowymi i naukowymi a powieścią Raka.

- Dzisiejsze spotkanie jest dla mnie szczególne. Pierwszy raz poznaliśmy się przy okazji książki Kapitalizm: historia krótkiego trwania. Odbyła się wtedy bardzo ciekawa dyskusja. Profesor Czapliński powiedział, że jeżeli moja hipoteza dotycząca fundamentalnej nieciągłości między dawnym a współczesnym kapitalizmem jest prawdziwa, to co z takimi rzeczami jak język, które są nośnikiem ciągłości? W tamtym czasie już pracowałem nad tą książką. Praca nad tym materiałem była bardzo dziwna. Z jednej strony opisywał świat bardzo różny od tego, w którym my żyjemy - w pewnym sensie obcą planetę. Nieciągłości było tam bardzo dużo. Jednocześnie miałem do niego dostęp przez język, który był moim językiem. Jednoczesna bliskość i obcość tego świata była paradoksem, który nie dawał mi spokoju - wspominał Kacper Pobłocki.

Naukowiec uważa, że należy zrewidować ideę monografii naukowej. - Myślę, że gatunek monografii naukowej jest bardzo wykluczający, to znaczy bardzo niedemokratyczny. Mój były kolega z pracy powiedział, że książki pisze się dla kolegów. Ja tak nie myślę. Uważam, że należy zdemokratyzować wiedzę. Medium is the message - a to, o czym piszesz, powinno być również obecne w tym, jak piszesz. Stąd poprzednia moja książka Kapitalizm: historia krótkiego trwania jest próbą przełożenia idei mapy na formę tekstu, więc forma i treść są ze sobą w dialogu - przyznał Pobłocki.

Przemysław Czapliński - wypowiadając się z perspektywy literaturoznawczej - przypomniał o tym, że przy badaniu powieści naukowiec zastanawia się, kto w niej mówi. - Powieść europejska rozwijała się jak burza w lesie właśnie dzięki stopniowemu konkretyzowaniu narratora. Mniej więcej od połowy XIX wieku do połowy wieku XX największe, najwspanialsze, najdziksze eksperymenty wykonywano między innymi po to, żeby ukonkretnić narratora - żeby wiedza przez niego przekazywana była wiarygodna. Sam fakt, że dla autora tej książki to pytanie jest ważne, już odróżnia ją od klasycznej monografii. Zdradzę Państwu tajemnicę. W klasycznej monografii korzystamy z przywileju, że jak by "się mówi". "Powiedziano", "napisano", "w badaniach można przeczytać", "istniejące źródła mówią"... Nie wiadomo, kto stoi za tym wywodem. Imię i nazwisko autora jest na okładce książki. W monografiach naukowych możemy korzystać z tego przywileju quasi-obiektywizmu. Jest to pewnego rodzaju konwencja narracyjna. W książce Kacpra Pobłockiego autor ma kłopoty i one są wspaniałe - przyznał prof. Czapliński

W Chamstwie Pobłocki chciał oddać głos "tamtym ludziom", jej chłopskim bohaterom. W książce czerpał z trzech tradycji naukowych - historii, etnologii i antropologii oraz folklorystyki, literaturoznawstwa i literatury ludowej. - Ta książka jest akademicka w swojej treści. Nie jest fikcją i dla mnie było bardzo ważne, aby znalazły się w niej przypisy. Aby osoba, która ją bierze do ręki widziała, że każda informacja jest prawdziwa. Efekt prawdy jest tam niezwykle ważny. Wszyscy pisaliśmy te książki w izolacji. Bałem się, że ludzie mi nie uwierzą ze względu na to, ile jest w niej o przemocy. Dzięki temu jednak, że ta książka nie ukazała się pierwsza, to nikt mi nie powiedział "panie Kacprze, ale jednak pan przesadza" - powiedział autor.

Choć początkowo badacz planował napisać pracę w formie Bildungsroman, to nie udało mu się znaleźć żadnej pełnej biografii chłopskiej. A nie mógł umieścić w Chamstwie fikcyjnego bohatera, aby nie zatracić poczucia prawdy u czytelnika, że obcuje z faktem. Stąd bohater książki musiał pozostać zbiorowy. - Częściowo wynika to z tego, że nie ma w materiałach źródłowych ani jednej biografii od kołyski do trumny. Ci ludzie pojawiają się na chwilę, bo coś ich życiu się wydarzyło, co sprawiło, że jakiś fakt został zarejestrowany w źródłach, a potem znikają. Jak to piszę w książce - wychylają głowę ponad taflę niepamięci na chwilę, a potem znikają w jej odmętach - wyjaśnił.

Tematyczna struktura Chamstwa wynika z głównej tezy, że opisywany w książce świat miał charakter klasowy. - Klasa była kręgosłupem tożsamości. Dzisiaj z kolei żyjemy w świecie, w którym tożsamość narodowa jest kręgosłupem tożsamości. Każdy z rozdziałów książki komplikuje wstępny, prosty dualizm bijących i bitych - na szlachtę i chłopów. Pierwsze trzy rozdziały pokazują kręgosłup tożsamości klasy, która się w rzeczywistości manifestowała w biciu. Następne rozdziały dodają kolejne warstwy tej tożsamości. Do tego kręgosłupa jest jakby doklejane mięso i ścięgna. Dostajemy - przynajmniej mam taką nadzieję - obraz człowieka z krwi i kości, który nie jest tylko papierowym dualizmem stanowo-klasowym, lecz jest bardziej złożony - powiedział Pobłocki.

Przemoc opisywana i wszechobecna w Chamstwie sprawiła, że z nieprzyjemnymi uczuciami przypomniałem sobie seans Bohdana Chmielnickiego - propagandowego radzieckiego filmu w reżyserii Igora Sawczenki z czasów II wojny światowej. Karykaturalne postaci polskich szlachciców na widok swoich "niewolników" wykrzykują ze złością pomieszaną z obrzydzeniem "Chłop" - po czym natychmiast przystępują do bicia. Dotąd uważałem, że to przesada. Po lekturze Chamstwa straciłem jednak to złudzenie.

Pobłocki uważa, że przewagą akademików nad reporterami jest zajmowanie się w akademii teoriami, pozwalającymi otwierać nowe tematy. - Osoby, które śledzą akademickie tematy, widzą w tle Chamstwa teorię postsekularną w myśleniu o religii, posthumanizm w analizie relacji chłopów i chłopek ze zwierzętami - zauważył. Ta teoria nie jest jednak tematem, a narzędziem. Bo prawdziwym tematem Chamstwa są nowe opowieści, które można za pomocą tej teorii opowiedzieć, napisać i przekazać współczesnym czytelnikom, zmieniając ich wyobrażenia o przeszłości - w tym przypadku o pańszczyźnianej, szlachecko-chłopskiej historii Polski.

Marek S. Bochniarz

  • spotkanie z Kacprem Pobłockim i Przemysławem Czaplińskim wokół książki Chamstwo
  • prowadzenie: Joanna B. Bednarek
  • 10.10
  • CK Zamek/online

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021