Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

JA TU TYLKO CZYTAM. Szanta na cześć Ernesta

Które opowieści są bardziej fascynujące? Te o bohaterach i wielkich zwycięstwach, czy raczej te o porażkach, ale za to tak widowiskowych i owianych romantyczną legendą, że są materiałem na wciągający film, ba, serial przygodowy? Ja już chyba swój typ zdradziłam.

. - grafika artykułu
rys. Marta Buczkowska

Jeśli kiedykolwiek miałby powstać leksykon legendarnych nieudaczników, to angielscy polarnicy powinni zająć w nim poczesne miejsce, a najlepiej wymościć się wygodnie w osobnym dziale. Z drugiej strony - gdyby miał powstać inny leksykon, postaci charyzmatycznych, ambitnych i upartych jak osły, to i tam powinien znaleźć się dla nich kąt. W czym objawia się ich absolutna wyjątkowość?

1901 rok. Rozpoczyna się Era Bohaterów, czas rywalizacji polarników różnych narodowości i konkurs "kto pierwszy, ten lepszy". Anglicy zajęliby w nim pewnie pierwsze miejsce, ale... No właśnie - ale. Na świetnie wykształconych, uprawiających fascynującą epistolografię i niezachwianie pewnych siebie angielskich dżentelmenach ciążyły jednocześnie stereotypowe wady tego narodu - buta i idąca za nią ignorancja. Wiecznie nieprzygotowani, ani myśleli wyciągać wnioski z porażek równie ambitnych poprzedników. "Zabrakło nam paliwa, nasze psy zaprzęgowe nie były odpowiednio wyszkolone, a narty nie były należycie dostosowane do lodu, jaki zastaliśmy" - pisał Robert Falcon Scott tuż przed swoją śmiercią w namiocie położonym gdzieś na targanej zamieciami śnieżnymi Antarktydzie. 67 lat wcześniej jeszcze bardziej spektakularną i tragiczną w skutkach porażką była wyprawa statków Terror i Erebus, które, mając na celu wytyczenie nowych szlaków handlowych, utknęły gdzieś w okolicach Arktyki. O losach 129-osobowej załogi możemy dziś jedynie fantazjować i snuć niepokojące, pełne grozy opowieści (co, notabene, z powodzeniem zrobił pisarz Dan Simmons i scenarzyści serialu Terror).

Była też przeciwna strona tego ringu polarników i stali na niej Skandynawowie z Roaldem Amundsenem na czele. Gdyby to oni byli bohaterami tej opowieści, to na pewno wybrzmiałaby bardziej jak epos - Amundsen właściwie nie zaliczał potknięć, jego psy były doskonale wyszkolone, a narty dostosowane do trudnych warunków. Dzięki temu zasłużył na niejedną książkę i niejedna książka na temat jego wielkich odkryć powstała. Ja jednak pozostaję oddana awanturniczym przygodom i charakterom Anglików, a najbardziej pamiętną z nich pozostaje dla mnie przygoda sir Ernesta Shackletona i jego statku Endurance.

O sir Shackletonie słyszałam wielokrotnie zanim jeszcze zainteresowałam się na poważnie wyczynami polarników. Nazywany wzorem przywódcy i człowiekiem żelaznego charakteru - tylko co to w praktyce oznacza? Tego dowiemy się sięgając po Niezłomnego Caroline Alexander. Autorka, piastująca stanowisko kustoszki wystawy poświęconej w całości wyprawie Shackletona, na podstawie listów i pamiętników stworzyła bardzo spójną i szczegółową opowieść. Opowieść o tyle imponującą, że znajdziemy w niej nie tylko momenty graniczne wyprawy, ale także wyjątki o podróżniczej rutynie członków załogi. Inaczej na nich wszystkich patrzymy, gdy dowiadujemy się o codziennym zawodzeniu szant, co bardziej wymyślnych toastach i sposobach na nudę, a także o tym, że pupilką wszystkich marynarzy była wyliniała kotka Pani Chippy, która... ostatecznie okazała się Panem Chippy.

Inaczej patrzymy także na samego Shackletona gdy poznamy szczegółowe kulisy wszystkich jego wyczynów. Nie tylko udało mu się przepłynąć zwykłą szalupą 1200 km na oceanie, a później przemaszerować przez górski masyw - wszystko w celu ratowania załogi, gdy niezniszczalny Endurance został pochłonięty przez lód, a ludzie Shackletona znaleźli się w potrzasku. Mój szczery podziw wzbudza jego niesłychana intuicja w przewodzeniu załodze, w tłumieniu buntów i zwyczajnym zjednywaniu sobie ludzi będących na skraju wyczerpania i przerażenia. Shackleton wiedział kiedy warto, a wręcz należało postąpić nieregulaminowo. Celowo rezerwował dla siebie gorszy śpiwór, a do swojego namiotu zapraszał najmniej lubianych członków załogi. Doskonale wyczuł, już po opuszczeniu pokładu niszczejącego Endurance, kiedy warto tam powrócić (choć wiązało się to z ryzykiem), tylko po to, by przynieść swoim ludziom po kubku gorącego mleka. Te mniejsze i dużo większe gesty, pomysły i poświęcenia składają się na pełen obraz ogorzałego, poważnego wizerunku, który widzimy na zachowanych zdjęciach.

Kronikarską opowieść Caroline Alexander współtworzą fotografie Franka Hurley'a, jednego z członków wyprawy, dzielnego dokumentalisty, który w każdej scenie widział materiał na zdjęcie. I chwała jego talentowi, bo właśnie dzięki niemu możemy obejrzeć znakomicie zachowane fotografie utrwalające zdarzenia, których prawdopodobnie nigdy nie doświadczymy na żywo - takie jak chociażby mrożący krew w żyłach widok wchłanianego przez lód statku Endurance pośrodku polarnej nocy. To zdjęcie z kategorii tych, które nie opuszczają pamięci tak łatwo.

"Umrzemy jak przystało na dżentelmenów. (...). Jest mi naprawdę szkoda, ale nie wydaje mi się, bym mógł napisać coś jeszcze" - takie były ostatnie słowa Roberta Falcona Scotta, które dopiero rok po jego śmierci na Antarktydzie obiegły świat i uczyniły z niego narodowego bohatera Wielkiej Brytanii. Sir Ernest Sheckleton, któremu udało się uratować załogę swojego statku i wrócić z nią do kraju, nie przebił za swoich czasów popularności poprzednika. Jednak nawet wdowa po Scotcie, bardzo wyczulona na punkcie reputacji swojego męża, nazwała wyprawę Shackletona "jedną z najwspanialszych przygód, o jakich czytała". Mi również zaimponował Pan jeszcze bardziej Panie Shackleton i kolejną szantę zanucę z myślą o Panu.

Izabela Zagdan

  • Caroline Alexander, Niezłomny. Legendarna wyprawa Shackletona i statku Endurance na Antarktydę
  • tłum. Adrian Tomczyk
  • Wydawnictwo Poznańskie

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021