Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

JA TU TYLKO CZYTAM. Smutki dające otuchę

Czy końcówka stycznia jest jeszcze tym czasem, gdy możemy sobie życzyć Szczęśliwego Nowego Roku, dostrzegania tego co dobre w codzienności i umiejętności cieszenia się niejedną chwilą? Umówmy się, że tak. Zwłaszcza że od tego są "Smutki wszelkiej maści" Mariany Leky.

Rysunkowy, utrzymany w pastelowych barwach baner przedstawiający siedzącego na ławce i czytającego książkę ptaka. Ptak ma ciało małego chłopca, ubrany jest w kardigan i krótkie spodenki. - grafika artykułu
rys. Marta Buczkowska

Niemiecka pisarka podbiła rynek wydawniczy kilka lat temu powieścią "Sen o okapi". Książka stała się bestsellerem w kilku krajach. Skąd ten sukces? Przyczyn na pewno może być kilka, ale ja upatrywałabym go po prostu w tym, czego tak bardzo dziś potrzebujemy - w sile prostych, kojących historii, które są niczym plaster na niejedną mentalną ranę (nawet gdy nie wiemy, że się skaleczyliśmy). Bo spójrzmy na ostatnie pięć lat wstecz: globalna pandemia, wojna w Ukrainie (z naszej perspektywy właściwie tuż za miedzą), rosnące w siłę reżimy, którym coraz dalej do demokracji, a coraz bliżej do autorytaryzmu, rosnące w siłę social media, które choć miały być narzędziem jakże fantastycznego globalnego porozumienia i współdziałania, stały się machiną do rozchwiania społeczeństw i jednostek, do rozsiewania populizmu, dezinformacji, polaryzacji. Mogłabym jeszcze pewnie niejedno dorzucić do tego worka pełnego plag egipskich, ale już wstrzymam stukające w klawiaturę palce.

Bo najważniejsze pytanie brzmi niezmiennie: czy na te schorzenia jest recepta? Jest, naturalnie, że jest. Może nią być eskapizm, emigracja wewnętrzna, dobra lektura. A skoro dobra lektura, to wracam do "Smutków wszelkiej maści".

Nie wiem, czy Mariana Leky po gigantycznym sukcesie "Snu o okapi" (który to - sukces, nie sen - przytłoczyłby niejednego bohatera tej właśnie powieści) musi nieco odpocząć albo czy nie ma chwilowo pomysłu na kolejną powieść, ale może to i dobrze, bo znalazła czas na pisanie tekstów literackich do magazynu "Psychologie Heute" ("Psychologia Dziś"), które to składają się na zbiór "Smutki wszelkiej maści". To naprawdę niezła książka na tak rozchwiane czasy, w jakich przyszło nam żyć. Zacznę - nieco na przekór - od formy. Otóż teksty pisane do prasy drukowanej muszą mieć zazwyczaj określoną objętość - wszak inaczej nie sposób sobie wyobrazić, by się na konkretnych szpaltach zmieściły albo by na gazetowej stronie nie została jakaś dziwna luka. A objętość historyjek z "Psychologie Heute" jest wręcz idealna - w sam raz na podróż tramwajem czy autobusem albo na trzymanie książki na nocnym stoliku, by poczytać sobie kojącą opowiastkę na dobranoc i naprawdę spokojny sen.

I niech to będzie tyle o formie, wszak i treść ma znaczenie. A w "Smutkach wszelkiej maści" jest trochę jak w "Śnie o okapi" - z jednej strony po prostu i zwyczajnie, z drugiej - chwilami nieco nostalgicznie, melancholijnie, a nawet magicznie, choć dostrzeżenie, a może nawet bardziej uchwycenie tej magiczności w codzienności tak bardzo zależy od nas, czytelników i czytelniczek.

Bo oto daje nam Leky okołodomowe i okołorodzinne historie o sąsiadach czy bliskich. A to ktoś za głośno chodzi, więc demoluje życie tym, którzy mieszkają pod nim; a to ktoś idzie na emeryturę i musi się rozstać z miejscem, w którym dotychczas pracował; a to komuś zatrzasnęły się drzwi do łazienki i trzeba wezwać ślusarza, a to... Tu znów mogłabym wyliczać, ale raczej nie ma sensu - instynktownie czuję, że Państwo w lot łapiecie te codzienne zdarzenia, którym sami nadajemy mniejszą lub większą wagę w zależności od okoliczności. Tymczasem autorka ma tę supermoc, że bez dydaktyzmu uczy nas te zdarzenia oswajać i lubić, odnajdywać się w nich z pewną równowagą, i wyciągać z nich tyle dobrego, ile tylko się da, nawet jeśli po raz kolejny - uwaga! spoiler! - zdarza nam się czekać na połączenie na infolinii przy dźwiękach "Dla Elizy" Beethovena. (Swoją drogą, biedny Beethoven, nie sądzicie?) 

Mariana Leky traktuje swoich bohaterów dokładnie tak, jak w "Śnie o okapi", z czułością. Ona ich po prostu lubi. Bez względu na różne przywary, z którymi na co dzień ma w ich przypadku do czynienia. I może to jest recepta na rozchwianą codzienność na tych wysokich obrotach, na jakie wywindowała ją dziś rzeczywistość? Ale nie takie łopatologiczne proste "Ludzie wszystkich krajów, lubmy się!" - bo nie o to tutaj chodzi. Bardziej o to, by spuścić nieco powietrza z tych dziwnych nadmuchanych balonów, które przysłaniają nam to, ile dobra i spokoju może być w zwykłych codziennych zdarzeniach. O to, że niejeden smutek jakiejkolwiek maści może być furtką do znalezienia otuchy. Żeby taką furtkę znaleźć, na początek wystarczy pewnie nieraz zastąpić smartfon na nocnym stoliku dobrą książką.

I tego Państwu życzę w tym wciąż jeszcze nowym roku.

Aleksandra Przybylska

PS. Tak, potwierdzam: podczas pisania tego tekstu plumkało w tle "Dla Elizy" Beethovena, choć wciąż trudno mi uwierzyć, że i kompozytorowi, i sobie to zrobiłam.

  • Mariana Leky, "Smutki wszelkiej maści"
  • tłum. Agnieszka Walczy
  • Wydawnictwo Otwarte

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2025