Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Q'ARTO MONDI: Cztery razy cztery debiuty

Nowy punkt w programie festiwalu kwartetów smyczkowych, czyli koncert Meccorre Proms, okazał się trafiony. Oby na stałe wpisał się w harmonogram imprezy.

. - grafika artykułu
Bell'art Quartet. Fot. M. Lubocka

Na tej samej scenie w Sali Lubrańskiego, na której w minionym tygodniu występowały zespoły o światowej sławie, znalazło się także miejsce dla poznańskich debiutantów. Cztery kwartety smyczkowe, złożone ze studentów Akademii Muzycznej w Poznaniu, wypełniły swoją grą sobotni, przedostatni wieczór festiwalu Q'arto mondi. Koncert wybrzmiał pod hasłem Meccorre Proms, nawiązującym do wieloletniej tradycji koncertów promenadowych muzyki klasycznej, organizowanych przez BBC.

Nie trzeba pamiętać tego, co nie wyszło lub czego zabrakło - to najlepiej wyjaśnią debiutującym wykonawcom ich pedagodzy i mistrzowie, pod których czujnym okiem i uchem pracują, czyli członkowie Meccorre String Quartet: Aleksandra i Michał Bryłowie oraz Karol Marianowski. Zresztą, czy jest ktoś bardziej krytyczny, niż ci właśnie młodzi artyści, stojący u progu kariery, wobec samych siebie? Warto natomiast wspomnieć o licznych zaletach występów, zwłaszcza, że każdy z kwartetów już teraz wyróżniał się czymś charakterystycznym, pomimo tego, że wszystkie zespoły są bardzo młode.

Bell'art Quartet - przejrzysty dialog

Kwartet, który wybrał sobie tyleż obiecującą, co zobowiązującą nazwę, zaprezentował pierwszą część Kwartetu smyczkowego d-moll op. 76 nr 2 Josepha Haydna, znanego jako Kwartet Kwintowy. To, co najbardziej wyróżniało zespół było widoczne gołym okiem. Cztery studentki zdecydowały się grać na stojąco, podobnie jak czynią to ich mistrzowie z kwartetu Meccorre. Ponadto wykonały przygotowany repertuar z pamięci. Rezygnacja z pulpitów okazała się tu strzałem w dziesiątkę, umożliwiła bowiem i podkreśliła wzajemny kontakt instrumentalistek - zarówno ten wzrokowy, jak i korespondencję w warstwie muzycznej. Dzięki temu słuchacz został głęboko wtajemniczony w konstrukcyjne walory utworu, mogąc dokładnie obserwować kto, co, kiedy i z kim gra.

Tinnitus Quartet - rozmach i zaangażowanie

Członkowie drugiego zespołu zmierzyli się z kompozycją niemieckiego mistrza muzyki romantyzmu, Johannesa Brahmsa. Na program swojego występu wybrali pierwszą część Kwartetu smyczkowego c-moll op. 51. Grę kwartetu Tinnitus cechował duży rozmach i zaangażowanie. Wbrew przewrotnej nazwie (tinnitus to łacińskie słowo oznaczające szumy uszne), zespół zapisał się w mojej pamięci dużym wolumenem i jeszcze większą energią.

Jahnke String Quartet - czysta przyjemność

Zespół, który obrał sobie za patrona Zdzisława Jahnkego, wybitnego poznańskiego skrzypka i pedagoga, namalował mi uśmiech na twarzy już pierwszymi dźwiękami Kwartetu C-dur op. 20 nr 2 Josepha Haydna. Głęboko przemyślawszy i - jak ośmielam się wydedukować z sobotniego wykonania - pokochawszy wybrany utwór, muzykom nie pozostało nic innego, jak tylko zarazić odnalezionym w Haydnie zachwytem także publiczność. I rzeczywiście - nadrzędne wrażenie, jakie pozostawił we mnie Jahnke String Quartet to ich autentyczna radość z grania (nie tylko w pogodnych fragmentach). Szczególnie zaimponowało mi przepiękne piano oraz barokowe traktowanie niektórych elementów dzieła. Chylę również czoła przed wiolonczelistką Magdaleną Probe - za niejedno wzruszające solo i wyjątkową charyzmę w tych fragmentach, w których przyjmowała na siebie rolę lidera zespołu.

Imperto String Quartet - brawurowy finał

Zaskakujące, że najmłodszy zarówno wiekiem, jak i stażem zespół (członkowie kwartetu Imperto są w większości studentami pierwszego roku, a grają ze sobą zaledwie kilka miesięcy) wykazał się tak dużą muzyczną dojrzałością. Wykonawcy podzielili się ze słuchaczami zrozumieniem formy i treści Kwartetu smyczkowego c-moll op. 18 nr 4 Ludwiga van Beethovena, który wypełnił całą drugą część koncertu. Młodzi artyści grali ogromnie zajmująco, z wyczuleniem na dialog i piękny dźwięk - wspólnie zmieniali barwy jak rękawiczki. I choć każdy z osobna potraktował swoją partię dosyć solistycznie, zadziałało to zdecydowanie in plus dla kształtu kreowanej muzyki. Imperto String Quartet ma w sobie to coś, co nazywa się potocznie "ogniem w graniu", a co wyrażone zostało najpełniej w brawurowym finale Beethovena, zagranym nieprawdopodobnie szybko, ale z równoczesnym wrażeniem, że nie sprawia to muzykom najmniejszej trudności. Zespół, jako ostatni wykonawca tego wieczoru, nie kazał się długo prosić o bis. Powtórzył więc finał finału kwartetu c-moll, zbierając gorącą owację.

Wielkie poznańskie święto kameralistyki, czyli V Międzynarodowy Festiwal Q'arto Mondi, dobiegło końca. Z roku na rok wypada coraz lepiej, również ze strony organizatorów, którzy dbając o słuchacza, coraz wyżej podnoszą poprzeczkę całemu przedsięwzięciu. I choć ostatnie kwartetowe dźwięki ucichły dopiero w niedzielę, ja już nie mogę doczekać się przyszłorocznej edycji!

Magdalena Lubocka

  • V Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej Q'arto mondi: Meccorre Proms
  • 12.04, g. 19
  • Sala Lubrańskiego, Collegium Minus UAM