Kariera Ewy Bem zaczęła się w 1969 roku w młodzieżowej grupie bluesowej Stodoła. Już rok później zauważył ją Zbigniew Seifert i zaprosił do swojego kwartetu jako wokalistkę solową. Ten epizod dobrze pokazuje, jak wcześnie jej śpiew został odczytany w kategoriach jazzowych, a zarazem jak szybko trafił w obieg środowiskowy. Bemibek, który wówczas współtworzyła, zdobył I Nagrodę na Studenckim Festiwalu Jazzowym Jazz nad Odrą we Wrocławiu w 1971 roku, z czasem zespół aktywnie działał zarówno w Polsce, jak i za granicą, występując choćby w NRD, ZSRR, Bułgarii, Jugosławii i Czechosłowacji, mając w repertuarze zarówno własne kompozycje, jak i utwory mistrzów polskiego jazzu - Krzysztofa Komedy czy Zbigniewa Namysłowskiego.
Był to niewątpliwie moment, w którym polska piosenka, jazz, vocalese, swing, bigbitowa energia i środowisko studenckich festiwali zaczynały już tworzyć osobny krąg. W jego kontekście Bemibek miał w sobie świeżość formacji, która rozumiała wokal przede wszystkim jako instrument, a piosenkę jako materiał do dalszej, twórczej pracy. Z pewnością to właśnie z tej szkoły Ewa Bem wyniosła lekkość, poczucie zespołowości i wyjątkową relację z rytmem. Jak często podkreśla się w kontekście jej twórczości, w jej śpiewie fraza zawsze ma "ciało": opiera się na pulsie, ale potrafi swobodnie przesunąć akcent, zostaje blisko tekstu, a równocześnie myśli muzycznie.
Jej głos zwykle jest opisywany jako ciepły, matowy i subtelny. To trafne określenia, jednak pełny sens pojawia się dopiero przy słuchaniu wspomnianych fraz - kiedy w balladzie zostawia przestrzeń, w swingującej piosence unosi tekst na rytmie, a w repertuarze popularnym dopisuje do melodii jazzową miękkość. A jednocześnie jej improwizacyjność rzadko przybiera formę popisu. Bem ma w sobie rzadką estradową klasę: potrafi opowiedzieć piosenkę, poprowadzić wieczór z dowcipem i mocą, a po chwili wejść w skupienie, które zmienia salę w kameralny pokój liryczno-muzycznych zwierzeń.
Być może to wszystko sprawiło, że jej rozliczne spotkania z wielkimi postaciami polskiej sceny jazzowej układają się w nad wyraz logiczną linię, a lista tych nazwisk brzmi jak skrócona historia kilku dekad polskiej muzyki: Wojciech Karolak, Zbigniew Namysłowski, Jan "Ptaszyn" Wróblewski, Marek Bliziński, Henryk Miśkiewicz, wreszcie Andrzej Jagodziński. Dziś Bem - zasłużenie nazywana "Pierwszą Damą Polskiego Jazzu" - ma za sobą setki koncertów w Polsce, Europie, Ameryce, Afryce i Azji - w Indiach, na Kubie, nawet w Kenii. Nagrała 15 albumów. W latach 1983-1985 Europejska Federacja Jazzowa uznała ją za najlepszą polską wokalistkę jazzową i czwartą najlepszą w Europie. Wielokrotnie zwyciężała też w prestiżowych ankietach muzycznych, między innymi miesięcznika "Jazz Forum", zaś w 2001 roku album "Mówię tak, myślę nie" przyniósł jej Fryderyka w kategorii "Album Roku - Pop".
Ważnym elementem tej opowieści pozostaje jej powrót. Latem 2018 roku, po śmierci swojej córki Pameli, oficjalnie zamknęła etap koncertowania, jednak już po trzech latach zdecydowała się wrócić na scenę, wydając album "Live" (2021) - zapis koncertu z 2015 roku w studiu Polskiego Radia Wrocław właśnie z zespołem Andrzeja Jagodzińskiego. Tak oto scena stała się ponownie miejscem spotkania, a publiczność - partnerem do często trudnej rozmowy. Wokalistka nieraz podkreślała, że po koncertach chce jej się płakać - również dlatego, że tak bardzo kocha spotkania z widownią, iż każde rozstanie ze sceną niesie ze sobą silne emocje.
Możemy spodziewać się ich również teraz, w ramach poznańskiego koncertu "Moje Piosenki". W końcu już sam jego repertuar to obietnica różnokolorowych uniesień. Będzie "Żyj kolorowo" z jasnym, niemal manifestacyjnym refrenem, "Pomidory", które pozwalają na lekkość, żart i swingującą sprężystość, "Podaruj mi trochę słońca" - piosenka idealna do ciepłej, miękkiej frazy, "Moje serce to jest muzyk", czyli jeden z najbardziej emblematycznych tytułów w jej repertuarze, wreszcie "Dlaczego nas tam nie ma", "Kocham i nie kocham Cię", "Z Tobą, bez Ciebie" - utwory otwierające miejsce na bardziej liryczne napięcia. Pojawią się również piosenki związane ze Skaldami, Czerwonymi Gitarami, Andrzejem Zauchą, Czesławem Niemenem i Markiem Grechutą.
Warto podkreślić, że sednem tego programu są aranżacje duetu Andrzej Jagodziński-Robert Majewski. Jagodziński - pianista, aranżer, kompozytor, od 1987 roku, z krótkimi przerwami, jeden z najważniejszych muzycznych partnerów Ewy Bem, którego fortepian potrafi podać harmonię z klasą kameralisty, a po chwili wszystko lekko przesunąć w stronę swingu. I Majewski - wnoszący trąbkę w rolę drugiego głosu, by komentować, odpowiadać, dopowiadać, tworzyć subtelne kontrapunkty. Oprócz nich na scenie pojawią się też Kaja Kupczyńska (chórek / śpiew), Adam Cegielski (kontrabas) oraz Czesław "Mały" Bartkowski (perkusja).
"Moje Piosenki" to repertuar przepuszczony nie tylko przez warsztat, ale przede wszystkim przez pamięć ludzi, którzy znają wagę półcienia. U pani Ewy utwory od lat zachowuje formę krótkiej opowieści, lecz jej prawdziwy ciężar kryje się między akordami: w przesuniętym wejściu, zawieszonej sylabie, spojrzeniu w stronę fortepianu. Może przypomnieć nam o tym, że największa klasa w jazzie polega na umiejętności zostawienia piosence miejsca, by ona sama powiedziała nam dokładnie tyle, ile trzeba.
Sebastian Gabryel
- Ewa Bem & Andrzej Jagodziński Band
- 6.06, g. 19
- Blue Note
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026