Z takiego też założenia wyszli - zdaje się - artyści, którzy postanowili spotkać się na scenie klubu Blue Note w sobotni wieczór, by oddać hołd zmarłemu miesiąc wcześniej znakomitemu gitarzyście Jarosławowi Śmietanie.
Muzyk, człowiek...
W krótkim, ale wzruszającym wspomnieniu, Hanna Banaszak mówiła ze sceny, że Śmietana, choć był znakomitym muzykiem, chciał, aby ludzie zapamiętali go przede wszystkim jako dobrego człowieka. Emocje jakie rodziły się na scenie nie pozwalały wątpić w to, że takim właśnie dobrym człowiekiem był dla swoich przyjaciół. Słuchacze zapamiętają go chyba jednak przede wszystkim jako świetnego gitarzystę i kompozytora muzyki, która przetrwa w pamięci.
Przypomnijmy, że Śmietana przez ostatnie trzy i pół dekady był jednym z najważniejszych artystów na scenie polskiego jazzu. Powszechnie uważany za najlepszego gitarzystę jazzu nad Wisłą, był świetnym instrumentalistą i liderem, chętnie podejmował też współpracę z innymi artystami. Lubił przewodzić i nadawać ton, ale potrafił również współpracować, stąd też zapraszany był przez wielu twórców. W pamięci fanów jazzu pozostanie jako były szef zespołu Extra Ball, ale też jako lider wielu innych autorskich grup i przedsięwzięć. Zapewne także jako muzyk niezwykle otwarty na różne style, bo choć kojarzony przede wszystkim z jazzem, chętnie - również w ostatnich latach - przyznawał się do swojej fascynacji bluesem czy rockiem.