Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Koncert na... trzy pary butów

Były hity, większe i mniejsze, owacja na stojąco, a nawet jubileuszowy tort. Renata Przemyk dała w Poznaniu koncert w ramach trasy podsumowującej ćwierćwiecze jej scenicznej działalności.

Fot. T. Janas - grafika artykułu
Fot. T. Janas

"Luksus bycia w zgodzie ze sobą, czyste sumienie i poczucie, że robię to, co lubię. To rodzaj ekstrawagancji w dzisiejszym świecie. Nie muszę razem z piosenkami podawać na tacy siebie, jako produktu" - mówiła Renata Przemyk w jednym z wywiadów, pytana o to, co zyskuje w efekcie dystansowania się od taniej popularności. Do tego obrazka warto dodać przynajmniej jeszcze jedno: uwielbienie publiczności. Bo to właśnie dzięki temu jaka jest jako artystka - i dzięki temu co proponuje, budzi tak szczególne zainteresowanie oraz uznanie publiczności. A jest z całą pewnością jedną z najważniejszych i najoryginalniejszych artystek na polskiej scenie muzyki pop (off-pop?). Unikającą pokus bycia telewizyjną celebrytką, za to mającą sporo szalenie ważnych rzeczy do opowiedzenia.  

Ćwierć wieku na scenie

Sobotni koncert w zapełnionej Sali Wielkiej CK Zamek odbył się - wierzyć się nie chce - w dwudziestopięciolecie scenicznej działalności Renaty Przemyk. Choć, jeśli przypomnieć sobie jej pierwsze sukcesy i niezapomnianą debiutancką płytę analogową (odtwarzaną swego czasu niezliczoną ilość razy), okaże się, że matematyka jednak nie kłamie. I to mimo faktu że "nie wyglądam na tyle" - jak ze śmiechem wyznała artystka podczas koncertu.

Przemyk twierdziła też - nie wiem na ile kokieteryjnie - że w Poznaniu grywała przez te wszystkie lata chyba najczęściej i zawsze była tu wspaniale przyjmowana. Faktem jest, że i ja mam w pamięci sporo jej świetnych koncertów, na czele z pierwszym chyba tak ekstatycznie przyjmowanym, podczas dziesięciolecia "Czasu Kultury" w 1995 roku. Ale pamiętam też jej triumf z Jarocina 2008, gdy była jednym z najlepiej przyjętych wykonawców, bo potwierdziła, że i w "rockowej stolicy" potrafi bez kompleksów pokazać swą artystyczną osobowość.

Niedosyt

Koncerty takie jak ten sobotni mają w sobie ten feler, że po zapowiedzi, iż zabrzmią największe hity, ale i piosenki nieoczywiste z wczesnych płyt - każdy z sympatyków artystki może stworzyć sobie taką domniemaną albo wymarzoną listę piosenek, które chciałby usłyszeć. Ów feler polega na tym, że oczywiście wszystkich marzeń artystka nie jest w stanie spełnić - i w tym kontekście pojawia się pewien niedosyt. Jest to chyba jednak jedyny niedosyt, o jakim możemy mówić w przypadku tego występu. Przemyk wraz ze swym zespołem zaprezentowała się bowiem znakomicie.

Budowanie napięcia

Jak uważni słuchacze dobrze wiedzą, artystka w ostatnich latach proponuje dwojaką formułę występów na żywo. Jest to albo w pełni akustyczne trio, albo zdecydowanie bardziej rockowo brzmiący, duży sześcioosobowy zespół. W sobotę zabrzmiał ten ostatni. Wokalistka, zgodnie z zapowiedzią, sięgnęła do materiału ze wszystkich etapów swej działalności. Były więc i utwory pochodzące z debiutanckiej płyty jak Kochaj mnie jak wariat czy wykonane na bis Makijaż twarzy i Babę zesłał Bóg. Było kilka piosenek ze skomponowanej przez muzyków Voo Voo płyty Tylko Kobieta - zawsze porywający Ten taniec, Ostatni z zielonych czy bardzo ciekawie wykonany (na głos i gitarę basową) O 7.05. Usłyszeliśmy też inny z wielkich hitów - Kochana - w niezapomnianym oryginale wykonywany z Kasią Nosowską.

Wybrzmiały bardziej rockowe aranżacje i utwory bardziej kameralne, wykonywane na przykład tylko z akordeonem albo akordeonem i fortepianem. Wtedy okazywało się jak świetnie artystka potrafi panować nad klimatem koncertu, budować napięcie.

Czerwona suknia i glany

Jak jubileusz, to jubileusz - Przemyk pojawiła się na scenie w eleganckiej czerwonej sukni i butach na wysokim obcasie. Po kilku utworach zdjęła je jednak, przepraszając z uśmiechem, i założyła botki na zdecydowanie mniejszym obcasie. Jednak i te buty wkrótce zmieniła, by, nawiązując do swego tradycyjnego scenicznego wizerunku, założyć glany. Elegancka suknia i glany - tylko w przypadku Renaty Przemyk takie zestawienie mogło się udać. Jej bezpretensjonalność i radość bijąca ze śpiewania tłumaczą wszystko. Zwłaszcza, że pod względem wokalnym prezentowała się w sobotę fantastycznie.

Na koniec zaś, już po bisach, na scenę wniesiono... urodzinowy tort. Przemyk była autentycznie zaskoczona i obiecała publiczności wspólną konsumpcję tuż po koncercie w holu Sali Wielkiej.

Artystka zaśpiewała tego wieczora, pośród wielu starszych utworów, jedną nową piosenkę. Być może jest zapowiedzią nowego albumu? To byłoby chyba najlepsze podsumowanie ćwierćwiecza działalności jednej z najświetniejszych polskich wokalistek.

Tomasz Janas

  • Renata Przemyk - koncert
  • Sala Wielka CK Zamek
  • 1.02