Teatr Klucz - zespół, założony w 2006 roku z inicjatywy terapeutki Hanny Rynowieckiej oraz nieodżałowanego aktora Teatru Nowego Wojciecha Deneki, po 10 latach działalności przeniósł się z Warsztatu Terapii Zajęciowej "Przylesie" do Centrum Kultury Zamek, gdzie do dzisiaj prowadzi próby i prezentuje efekty swojej pracy. W 2021 roku opiekę nad jego artystami i artystkami zaczął sprawować tancerz i choreograf Janusz Orlik. Wykorzystując oddaną im do dyspozycji profesjonalną scenę i infrastrukturę, dysponując realnym wsparciem finansowym oraz produkcyjnym, a także angażując własne doświadczenie i wrażliwość estetyczną, wprowadził on poznański teatr na wyższy poziom działalności artystycznej. Kolejne realizacje Teatru Klucz generują coraz większe zainteresowanie ogólnopolskiej widowni.
Sukces na offie
Cechą charakterystyczną każdego ze stworzonych przez aktorów i peformerki z niepełnosprawnościami spektakli, które wyreżyserował Orlik, są odniesienia do fenomenu teatralności, która w ich realizacjach staje się szczególnie celną metaforą ludzkiego życia. Pierwsza produkcja zespołu zrealizowana z Orlikiem - zaprezentowane w 2022 roku "Tranquillo" - została uznana za najlepszy spektakl teatru nieinstytucjonalnego tamtego sezonu, co potwierdziła główna nagroda Ogólnopolskiego Konkursu na Najlepszy Spektakl Teatru Niezależnego "The Best OFF". To osiągnięcie o szczególnym znaczeniu. Zwłaszcza w kontekście realizowanej w Zamku z inicjatywy Andrzeja Maszewskiego idei "teatru powszechnego" - dostępnego dla każdego, różnorodnego i włączającego. Niesie ono także jednoznaczną sugestię, że podziały na sztukę tworzoną przez osoby z niepełnosprawnością i jej pozbawione nie muszą być naturalne, nie są niezbędne ani oczywiste.
Tematem "Intermezzo", którego premiera odbyła się w 2023 roku, była wątła granica pomiędzy sceną a rzeczywistością, w której także odgrywamy przeróżne role, choć nie zawsze wynikają one z naszych świadomych wyborów. Czasem ich formy definiowane są przez możliwości aktorek i aktorów dnia codziennego, determinując ich sposób bycia i przyjmowane role społeczne. Podobna refleksja rozwinięta została także w zaprezentowanym przez Teatr Klucz w 2024 roku spektaklu "Amoroso", którego głównym tematem było życie uczuciowe i erotyczne, a także marzenia o zrozumieniu i bliskości, zestawiane z nieobcym wielu z nas poczuciem samotności i wyobcowania.
Żyjąc teatrem
Podobnych tematów dotyka także najnowsza produkcja Teatru Klucz, korzystająca z estetyki charakterystycznej dla reżyserowanych już wcześniej przez Orlika spektakli tej grupy. Jednak tym razem wyjątkowy zespół aktorów i aktorek o szczególnych predyspozycjach, znacznie wyraźniej niż w jakimkolwiek ze swoich dotychczasowych przedstawień, zajął się tematami fundamentalnymi, dotykając fenomenu ludzkiego istnienia, widzianego zarówno w kontekście ich własnych doświadczeń życiowych, jak i teatralnych - przecież od lat scena jest integralną i niebanalną częścią ich egzystencji. Wychodząc przed publiczność, każda ze współtworzących ten spektakl osób - jeszcze wyraźniej niż we wcześniejszych spektaklach - angażuje własny, indywidualny język scenicznej ekspresji, łączący osobiste cechy oraz sposoby uzewnętrzniania myśli i emocji z doświadczeniem wielu lat pracy, artystycznych eksperymentów i wspólnej zabawy. Chociaż nie mam cienia wątpliwości, że zabawa w teatr traktowana jest przez nich całkiem poważnie, wierzę, że próby, prowadzone przez Orlika oraz współpracującego z zespołem jako aktor i terapeuta Antka Kurjatę, są dla aktorów i aktorek Teatru Klucz źródłem radości i przyjemności.
Introducere
Po 20 latach działalności artystycznej, 8 zrealizowanych spektaklach oraz kilku nagrodach i wyróżnieniach, Teatr Klucz przygotował przedstawienie zatytułowane "Intro". Słowo to, powszechnie używane w opisach twórczości artystycznej, jest skrótem angielskiego "introduction" i oznacza pierwszą część utworu artystycznego, która przygotowuje odbiorcę na to, co nastąpi później. W teatrze często wprowadza ona widzów w świat prezentacji, ustanawiając konwencję, reguły relacji z publicznością albo wskazując na realizowany przez artystów temat. Źródłosłów łaciński tego słowa - "introducere" - nie ogranicza jego znaczeń do niezobowiązującego wstępu, a sugeruje odwołania do "prowadzenia" (ducere) "ku wnętrzu" (intro), jakby w celu dotknięcia spraw fundamentalnych. Właśnie tak rozumiem sceniczne Intro Teatru Klucz. To szczególny manifest tej grupy. Spektakl, w którym artystki i artyści - używając obrazów, ruchu, kostiumów i jedynie bardzo rzadko operując słowami - opisują swój świat. Oscylują przy tym na pograniczu scenicznej fikcji i twardej rzeczywistości: fantazjują, korzystając z logiki wyobraźni i marzeń sennych, lecz przy tym nie próbują uwolnić się od determinujących ich uwarunkowań - indywidualnych cech fizycznych i psychicznych. Od początku do końca pozostają sobą, nie ukrywając się za przyjmowanymi rolami. Sprawia to, że w równym stopniu, jak jako aktorki i aktorów, postrzegać ich można jako performerki i performerów, dla których stabilnym punktem odniesienia jest realność ich rzeczywistych istnień.
Sceniczna wolność
"Intro" to spektakl o wolności, która możliwa jest w teatrze, ale także o jej ograniczeniach, których nie może zniwelować nawet teatr. Rozgrywa się w pustej, czarnej przestrzeni, w której pozornie wszystko jest możliwe. Podczas pierwszej sceny, mającej charakter wprowadzenia - to swoiste intro do "Intro" - aktorki i aktorzy ubrani jedynie w czarną bieliznę krążą pomiędzy rozrzuconymi na podłodze kostiumami. Sugerują tak własne nieukształtowanie, niegotowość i niedomknięcie, jakby potencjalnie przyjmować mogli każdą rolę, zadanie i funkcję. Patrząc na nich, przypomniałem sobie dramat Lugigiego Pirandella "Sześć postaci scenicznych w poszukiwaniu autora", w którym jedna z tytułowych postaci mówi: "My, wie pan, urodziliśmy się, żeby żyć na scenie (...). Każdy gra jakąś rolę, którą sam sobie wyznaczył, albo jemu wyznaczyli". Później zaś sugeruje, jakby wyprzedzając o kilkadziesiąt lat wnioski Ervinga Goffmana sformułowane w książce "Człowiek w teatrze życia codziennego", że w oczach każdej obserwującej je osoby mogą stawać się kimś innym: "jednym" dla tego, "innym" dla tamtego - bardzo różnymi od siebie. Tym razem jednak, co podkreśla umowna nagość, artystki i artyści Teatru Klucz sprowadzają uwagę publiczności do ograniczeń narzucanych każdemu z nas przez ciała, w których - czy godzimy się na to, czy nie - żyjemy i żyć musimy. Towarzyszy im utwór "Life on Mars?" Davida Bowiego, który został wybrany chyba nie tylko ze względu na brzmienie, ale także przez tekst. Mówi on o zwykłym, szarym życiu i marzeniu o życiu jak w kinie. Tyle tylko, że film okazuje się nudnym gniotem.
Rolę przewodniczki do wnętrza tego świata przejmuje Karina Akseńczyk, tłumaczka języka migowego, występująca początkowo w stroju stewardesy. Kolejne sceny spektaklu oscylować będą pomiędzy symbolicznością i abstrakcją, prowokując emocje i wrażenia, ale nie pozwalając na rekonstrukcję spójnej, linearnej fabuły. Aktorki i aktorzy zakładają fantazyjne stroje, a czasem też peruki, używają rekwizytów i wykonują gesty, które mogłyby pozwolić im być kimś innym, niż są w rzeczywistości. Dźwięk, światła, muzyka i ruch sceniczny aktorów proponują grę z fantazją. Jednak wyobraźnia - nawet jeśli może uzupełniać rzeczywistość - nie jest w stanie jej zastąpić. Przypomina o tym Jarosław Kubiak, który podczas onirycznych scen kilkukrotnie wykrzykuje w kierunku publiczności "Nie śpij!". Nie dajmy się zwieść - sen nie zastąpi jawy, a teatr nie stanie się rzeczywistością. Mam jednak nadzieję, że może ją ubarwić i urozmaicić.
Sen, koszmar, jawa
Choreografia Karola Solskiego, prezentowana w chwilę po pięknym, dopracowanym estetycznie tańcu Antka Kurjaty, który w tej scenie wystąpił w wymyślnej marynarce z koronkowymi mankietami, ograniczona została do kroków, kładzenia się na podłodze i wstawania z niej. W następnym momencie ubrana w biały surdut Magdalena Szalbierz próbuje naśladować figury nowoczesnego tańca z gimnastycznymi elementami breakdance'u. Brakuje jej jednak lekkości ruchu profesjonalnych tancerzy. Piotr Roszak przemierza przestrzeń, wkładając do kieszeni marynarki niewidzialne skarby i obrzucając publiczność spojrzeniem macho. Kubiak odgrywa rolę bestii, wydobywając z gardła przerażający ryk. W kreowanym przez niego dzikim zwierzu jest jednak coś uroczego, co nie pozwala się go bać. Ciało Mariusza Józefiaka drży, nie dając pewności, czy to forma tańca, czy efekt lęku. Ruchy Lidii Piskorskiej przypominają gesty pianistki - a może raczej wiedźmy? Podobnie abstrakcyjne jak te i wiele innych wspomnianych działań wydają mi się dowcipy opowiadane w kolejnej sekwencji. Mówiący do mikrofonów aktorzy i aktorki nie oszczędzają w nich artystów ("Jak solistka baletu wkręca żarówkę? Ona stoi, a świat kręci się wokół niej"), ale wspominają też o łysych, grubych, niewidomych czy osobach na wózkach.
"Intro" to szaleństwo wyobraźni. Spektakl rządzący się logiką marzenia sennego, w którym przez chwilę można być tym, kim się chce. Ale we śnie - jak to we śnie - pragnienia mieszają się z koszmarami. Celu, choć bliski, nie udaje się zrealizować, a podczas ucieczki przed wrogiem powietrze okazuje się zbyt gęste, by naprawdę pobiec. Aktorki i aktorzy Teatru Klucz wykorzystują swoje szczególne emploi, by poruszyć temat ról i powinności społecznych, marzeń i konieczności, które czasem warunkowane są przez nasze ciała, dla wielu z nas - choć nie dla wszystkich w równym stopniu - będące szczególnym rodzajem więzienia. "Intro" jest jak nadzieja na nowy początek; nowa rola, która mogłaby pozwolić nam zostawić za nami wcześniejsze ciężary. Ale, jak w kończącym spektakl monologu z gorzką ironią mówi Józefiak, scena jest dla sprawnych, silnych i normalnych. "Reszta może popatrzeć. Dostać brawa i wyjść". I chociaż ten sam aktor chwilę wcześniej zapowiedział, że "to tylko teatr, nic groźnego", celność - pozornie wieloznacznego - spektaklu Teatru Klucz przypomina, że do teatru, a zwłaszcza takiego teatru, nie chodzi się bezkarnie.
Piotr Dobrowolski
- "Intro", Teatr Klucz im. W. Deneki
- reż. Janusz Orlik
- recenzja z 28.05
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026