Najpierw była piosenka "Dźwięczność". Grażyna Waglewska zdążyła ją usłyszeć i zachęciła męża do zagrania szerokiego, melodyjnego, gitarowego sola - "jak normalny człowiek", jak opowiadał później sam Waglewski. Po jej śmierci, w czerwcu 2025 roku, utwór zmienił jednak swój ciężar. Później zespół wrócił do tego impulsu, wszedł do studia i w zaledwie kilka dni nagrał cały materiał. Waglewski mówił, że początkowo utwory miały bardzo mroczny ton, ale w trakcie pracy stawały się coraz jaśniejsze. Na płycie słychać ten proces - od rozchwiania i szukania podparcia przez ruch, trans, dialog, aż po finałową próbę "oddźwięczenia" się komuś, kto zostaje w nas już na zawsze. Voo Voo omija przy tym łatwą pułapkę płyty-żalnika. Smutek jest wyczuwalny, ale pracuje pod powierzchnią. Ważniejsze okazują się konkretne czynności: spotkać się z kolegami, wejść do studia, znaleźć dla rozpaczy zadanie. Muzyka staje się zapisem wspólnej odpowiedzialności i zaufania do ludzi stojących obok.
Kompanów Wojciech Waglewski zawsze miał świetnych. Grupa powstała w 1985 roku z jego inicjatywy, po doświadczeniach formacji Morawski/Nowicki/Waglewski/Hołdys. W pierwszym składzie grał z Andrzejem Nowickim, Wojciechem Morawskim i Milo Kurtisem, a koncertowy debiut zespołu odbył się na legendarnym festiwalu w Jarocinie, już z Markiem Czapelskim za perkusją. Zaintrygowali wielu słuchaczy oszczędnym, ciemnym i introwertycznym graniem, wyraźnie odklejonym od głównego nurtu polskiego rocka połowy lat osiemdziesiątych. Później do zespołu weszli Jan i Mateusz Pospieszalscy oraz Andrzej Ryszka i właśnie wtedy ta rockowa rama zaczęła pękać, przyjmując jazz, folk, muzykę etniczną, kameralistykę i nieskrępowaną improwizację.
Katalog Voo Voo można czytać jak historię ciągłego przesuwania akcentów. Afrykański puls "Łobi Jabi" (1993) i "Rapatapa-to-ja" (1995), senegalski głos Mamadou Dioufa i beskidzkie tropy Joszka Brody na "Zapłacono" (1994), elektronika i jungle na "Oov Oov" (1998), hiphopowe oraz acidjazzowe odcienie "Płyty" (2002), projekty z Trebuniami-Tutkami, Haydamakami, orkiestrami, chórami i jazzmanami. Do tego spotkania Waglewskiego i Voo Voo z Donem Cherrym, Andym Sheppardem, Esperanzą Spalding, Alimem Qasimovem, Tomaszem Stańką, Urszulą Dudziak czy Leszkiem Możdżerem. Voo Voo miało własny język, ale potrafiło też pożyczać cudzy i przepuszczać go przez swoją składnię, tworząc utwory, które nigdy nie traciły nerwu piosenki.
Obecny skład ma już inną geometrię. Waglewski prowadzi gitarą, głosem, harmonią i tekstem. Mateusz Pospieszalski rozszerza to saksofonem, fletem, dętymi klastrami, zaśpiewami i scenicznie bezczelną energią człowieka, który potrafi w jednej chwili być solistą, aranżerem i animatorem transu. Karim Martusewicz ustawia głębię - basem, kontrabasem i kompozytorskim uchem. Z kolei Michał Bryndal reguluje całość perkusją o jazzowym nerwie, wnosząc własny puls do miejsca, które po śmierci Piotra "Stopy" Żyżelewicza wydawało się właściwie niemożliwe do obsadzenia.
Swoistym prologiem "Dźwięczności" był "Wojciech Waglewski MTV Unplugged" (2024), zarejestrowany w warszawskim Teatrze Dramatycznym im. Gustawa Holoubka, a później rozwinięty w album i całą trasę. Ta ściśle akustyczna formuła pozwoliła rozebrać repertuar Waglewskiego na głosy, pauzy, smyczki, dęciaki i rodzinno-pokoleniowe relacje. W orbicie tego projektu pojawiły się też głosy Darii ze Śląska i Samitry Suwannarit, które później trafiły do świata "Dźwięczności". Otwiera ją "Bujam się" - utwór pełen jazzującego luzu, w którym Waglewski śpiewa o potrzebie czyjejś ręki, choć najciekawsze w tej piosence jest samo bujanie: stan, w którym ciało powoli przypomina sobie własny rytm. "W niebycie" podkręca ciśnienie. Posuwisty, bluesujący groove ociera się o doorsowską motorykę, zaś żeńskie wokalizy w refrenie przesuwają numer w stronę bigbitowego ciepła. Obraz jerzyków spędzających życie w locie robi tu świetną robotę - Waglewski bierze drobną, przyrodniczą obserwację i wyprowadza z niej egzystencjalny skrót bez kaznodziejskiego tonu.
W chwili osobistego kryzysu Voo Voo zadziałało jak praktyczna wspólnota. Muzycy spotykają się, próbują, nagrywają, planują koncerty, a zamiast wielkiego pomnika powstaje płyta zbudowana z czynności, rytmu dnia i odpowiedzialności wobec ludzi obok. Ktoś coś daje, ktoś odpowiada dźwiękiem, a potem ten dźwięk idzie dalej. Voo Voo to zespół, który wciąż gra w czasie teraźniejszym. Z doświadczeniem, z historią, z raną, z humorem, z ryzykiem i z koncertowym instynktem, który każe każdej piosence zostawić uchylone drzwi. I z byciem oznaczającym słuchanie, odpowiadanie oraz robienie miejsca dla pozostałych.
Sebastian Gabryel
- Voo Voo
- 12.07, g. 20
- CK Zamek
- bilety: 99-129 zł
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026