Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Zespół czasu teraźniejszego

Wojciech Waglewski chciał zamknąć studyjny rozdział jedną piosenką. Po czterech dekadach Voo Voo miało repertuar na kilka kolejnych tras, koncertową maszynę działającą bez odcinania kuponów i katalog, który podczas każdego grania potrafi zmienić kształt. Wystarczyłby jeden utwór na pożegnanie z regularnym nagrywaniem płyt. Stało się jednak tak, że wyrósł z niego cały album - o stracie, pracy, obecności i całej tej skomplikowanej alchemii, dzięki której zespół z tak długą historią wciąż brzmi jak żywy organizm, pełen ruchu, reakcji i scenicznego instynktu. Ten gest ma więc w sobie coś z pożegnania, ale jeszcze mocniej działa jak zaproszenie. Jednym z jego najbliższych adresów będzie CK Zamek, gdzie "Dźwięczność" zabrzmi z całą mocą.

Czterech mężczyzn, wszyscy ubrani na czarno, za nimi drewniane drzwi jak do starego garażu. - grafika artykułu
Voo Voo, fot. materiały prasowe

Najpierw była piosenka "Dźwięczność". Grażyna Waglewska zdążyła ją usłyszeć i zachęciła męża do zagrania szerokiego, melodyjnego, gitarowego sola - "jak normalny człowiek", jak opowiadał później sam Waglewski. Po jej śmierci, w czerwcu 2025 roku, utwór zmienił jednak swój ciężar. Później zespół wrócił do tego impulsu, wszedł do studia i w zaledwie kilka dni nagrał cały materiał. Waglewski mówił, że początkowo utwory miały bardzo mroczny ton, ale w trakcie pracy stawały się coraz jaśniejsze. Na płycie słychać ten proces - od rozchwiania i szukania podparcia przez ruch, trans, dialog, aż po finałową próbę "oddźwięczenia" się komuś, kto zostaje w nas już na zawsze. Voo Voo omija przy tym łatwą pułapkę płyty-żalnika. Smutek jest wyczuwalny, ale pracuje pod powierzchnią. Ważniejsze okazują się konkretne czynności: spotkać się z kolegami, wejść do studia, znaleźć dla rozpaczy zadanie. Muzyka staje się zapisem wspólnej odpowiedzialności i zaufania do ludzi stojących obok.

Kompanów Wojciech Waglewski zawsze miał świetnych. Grupa powstała w 1985 roku z jego inicjatywy, po doświadczeniach formacji Morawski/Nowicki/Waglewski/Hołdys. W pierwszym składzie grał z Andrzejem Nowickim, Wojciechem Morawskim i Milo Kurtisem, a koncertowy debiut zespołu odbył się na legendarnym festiwalu w Jarocinie, już z Markiem Czapelskim za perkusją. Zaintrygowali wielu słuchaczy oszczędnym, ciemnym i introwertycznym graniem, wyraźnie odklejonym od głównego nurtu polskiego rocka połowy lat osiemdziesiątych. Później do zespołu weszli Jan i Mateusz Pospieszalscy oraz Andrzej Ryszka i właśnie wtedy ta rockowa rama zaczęła pękać, przyjmując jazz, folk, muzykę etniczną, kameralistykę i nieskrępowaną improwizację.

Katalog Voo Voo można czytać jak historię ciągłego przesuwania akcentów. Afrykański puls "Łobi Jabi" (1993) i "Rapatapa-to-ja" (1995), senegalski głos Mamadou Dioufa i beskidzkie tropy Joszka Brody na "Zapłacono" (1994), elektronika i jungle na "Oov Oov" (1998), hiphopowe oraz acidjazzowe odcienie "Płyty" (2002), projekty z Trebuniami-Tutkami, Haydamakami, orkiestrami, chórami i jazzmanami. Do tego spotkania Waglewskiego i Voo Voo z Donem Cherrym, Andym Sheppardem, Esperanzą Spalding, Alimem Qasimovem, Tomaszem Stańką, Urszulą Dudziak czy Leszkiem Możdżerem. Voo Voo miało własny język, ale potrafiło też pożyczać cudzy i przepuszczać go przez swoją składnię, tworząc utwory, które nigdy nie traciły nerwu piosenki.

Obecny skład ma już inną geometrię. Waglewski prowadzi gitarą, głosem, harmonią i tekstem. Mateusz Pospieszalski rozszerza to saksofonem, fletem, dętymi klastrami, zaśpiewami i scenicznie bezczelną energią człowieka, który potrafi w jednej chwili być solistą, aranżerem i animatorem transu. Karim Martusewicz ustawia głębię - basem, kontrabasem i kompozytorskim uchem. Z kolei Michał Bryndal reguluje całość perkusją o jazzowym nerwie, wnosząc własny puls do miejsca, które po śmierci Piotra "Stopy" Żyżelewicza wydawało się właściwie niemożliwe do obsadzenia.

Swoistym prologiem "Dźwięczności" był "Wojciech Waglewski MTV Unplugged" (2024), zarejestrowany w warszawskim Teatrze Dramatycznym im. Gustawa Holoubka, a później rozwinięty w album i całą trasę. Ta ściśle akustyczna formuła pozwoliła rozebrać repertuar Waglewskiego na głosy, pauzy, smyczki, dęciaki i rodzinno-pokoleniowe relacje. W orbicie tego projektu pojawiły się też głosy Darii ze Śląska i Samitry Suwannarit, które później trafiły do świata "Dźwięczności". Otwiera ją "Bujam się" - utwór pełen jazzującego luzu, w którym Waglewski śpiewa o potrzebie czyjejś ręki, choć najciekawsze w tej piosence jest samo bujanie: stan, w którym ciało powoli przypomina sobie własny rytm. "W niebycie" podkręca ciśnienie. Posuwisty, bluesujący groove ociera się o doorsowską motorykę, zaś żeńskie wokalizy w refrenie przesuwają numer w stronę bigbitowego ciepła. Obraz jerzyków spędzających życie w locie robi tu świetną robotę - Waglewski bierze drobną, przyrodniczą obserwację i wyprowadza z niej egzystencjalny skrót bez kaznodziejskiego tonu.

W chwili osobistego kryzysu Voo Voo zadziałało jak praktyczna wspólnota. Muzycy spotykają się, próbują, nagrywają, planują koncerty, a zamiast wielkiego pomnika powstaje płyta zbudowana z czynności, rytmu dnia i odpowiedzialności wobec ludzi obok. Ktoś coś daje, ktoś odpowiada dźwiękiem, a potem ten dźwięk idzie dalej. Voo Voo to zespół, który wciąż gra w czasie teraźniejszym. Z doświadczeniem, z historią, z raną, z humorem, z ryzykiem i z koncertowym instynktem, który każe każdej piosence zostawić uchylone drzwi. I z byciem oznaczającym słuchanie, odpowiadanie oraz robienie miejsca dla pozostałych.

Sebastian Gabryel

  • Voo Voo
  • 12.07, g. 20
  • CK Zamek
  • bilety: 99-129 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Powiązane wydarzenia

Na zdjęciu zespół Voo Voo.
Na zdjęciu zespół Voo Voo.
Dziedziniec Zamkowy, ul. Św. Marcin 80/82