Poza salami wykładowymi i gabinetami profesorów życie Wydziału Historycznego UAM w dawnej siedzibie Komitetu Wojewódzkiego PZPR przy ul. Święty Marcin toczyło się w dwóch miejscach. Pierwszym był punkt ksero pana Przemka, źródło nieocenionej, dziś powiedzielibyśmy - insiderskiej wiedzy o materiałach do nauki, "konikach" i ulubionych tematach każdego z wykładowców. Drugim była stołówka oraz sąsiadujący z nią, oddzielony parawanem, bufet studencki Marii Królskiej.
Niezależnie od tego, po której stronie uniwersyteckiej katedry się stało, po godzinie 12 wszyscy spotykali się u pani Marii. Jadali u niej nie tylko profesorowie i studenci, dla których obiadki "jak u mamy" były substytutem domu, ale także ludzie poznańskiej kultury, a nawet politycy światowego formatu przy okazji swych wizyt w Poznaniu, np. Margaret Thatcher czy Javier Solana. Niesprawiedliwe byłoby jednak stwierdzenie, że to jedynie goście tworzyli fenomen stołówki uniwersyteckiej przy Świętym Marcinie. Nie udałoby się to bez kompetencji i zaradności Marii Królskiej, która udowodniła, że najlepsza kuchnia wcale nie musi być ekstrawagancka, czasem wystarczy, że łączy ludzi.
Już pisząc pracę zaliczeniową na zakończenie Technikum Gastronomicznego, Maria Królska stanęła przed nie lada wyzwaniem: przygotowaniem menu dla stuosobowej grupy kolarzy Wyścigu Pokoju. Później pracowała w stołówkach MPK, Politechniki Poznańskiej i Mostostalu. W 1974 roku, mając zaledwie 24 lata, została kierownikiem stołówki Akademii Ekonomicznej, którą prowadziła przez 16 lat. A trzeba pamiętać, że aprowizacja w dobie późnego PRL bywała trudniejsza niż górskie etapy najtrudniejszych wyścigów kolarskich.
Nic zatem dziwnego, że kiedy w 1990 roku otwierała stołówkę w Collegium Historicum, doskonale wiedziała, jak wykarmić ludzi o bardzo różnych oczekiwaniach i możliwościach finansowych. Kto akurat nie miał pieniędzy na pełen obiad (żeton zielony - zupa, żeton czerwony - drugie danie), zawsze znalazł kilka zaskórniaków na pierogi ruskie, makaron z sosem bolońskim albo po prostu na kanapkę z serem, szynką lub salami, obowiązkową sałatą i koniecznie z korniszonem i papryką w occie.
Stołówka, początkowo profesorska, w zamierzeniach integrująca pracowników UAM i AE, szybko stała się miejscem otwartym dla całego środowiska naukowo-kulturalnego miasta, w którym - co ważne - każdy mógł czuć się jak u siebie. Nie było to miejsce, w którym tylko się jadało, ale miejsce, w którym się bywało, spotykało i chłonęło atmosferę. Tu znajdowało się centrum wymiany myśli.
Czasami, żeby opowiedzieć historię miasta, nie trzeba zaglądać do archiwów, bibliotek czy muzeów, wystarczy zajrzeć do stołówki. Cyryl odwiedził to nieistniejące już miejsce dzięki fotografiom z prywatnego archiwum Marii Królskiej, twórczyni tego unikatowego, kulinarnego zjawiska, w którym przez kilkadziesiąt lat, na równi z innymi gastronomicznymi fenomenami miasta: Teatralką, Kociakiem czy Kuchcikiem, spotykał się Poznań.
Paweł Michalak
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026