Z takiego też założenia wyszli - zdaje się - artyści, którzy postanowili spotkać się na scenie klubu Blue Note w sobotni wieczór, by oddać hołd zmarłemu miesiąc wcześniej znakomitemu gitarzyście Jarosławowi Śmietanie.
Muzyk, człowiek...
W krótkim, ale wzruszającym wspomnieniu, Hanna Banaszak mówiła ze sceny, że Śmietana, choć był znakomitym muzykiem, chciał, aby ludzie zapamiętali go przede wszystkim jako dobrego człowieka. Emocje jakie rodziły się na scenie nie pozwalały wątpić w to, że takim właśnie dobrym człowiekiem był dla swoich przyjaciół. Słuchacze zapamiętają go chyba jednak przede wszystkim jako świetnego gitarzystę i kompozytora muzyki, która przetrwa w pamięci.
Przypomnijmy, że Śmietana przez ostatnie trzy i pół dekady był jednym z najważniejszych artystów na scenie polskiego jazzu. Powszechnie uważany za najlepszego gitarzystę jazzu nad Wisłą, był świetnym instrumentalistą i liderem, chętnie podejmował też współpracę z innymi artystami. Lubił przewodzić i nadawać ton, ale potrafił również współpracować, stąd też zapraszany był przez wielu twórców. W pamięci fanów jazzu pozostanie jako były szef zespołu Extra Ball, ale też jako lider wielu innych autorskich grup i przedsięwzięć. Zapewne także jako muzyk niezwykle otwarty na różne style, bo choć kojarzony przede wszystkim z jazzem, chętnie - również w ostatnich latach - przyznawał się do swojej fascynacji bluesem czy rockiem.
Symbolicznie
Swój ostatni koncert (który miał zaczynać pierwszą po latach wspólną trasę ze współliderem Extra Ballu - Andrzejem Olejniczakiem) zagrał w styczniu tego roku w poznańskim klubie Blue Note. Następnego występu już nie było. Sobotni koncert wspomnieniowy w tym właśnie poznańskim klubie miał więc swoją symboliczną i melancholijną wagę.
Szefem zespołu był perkusista Adam Czerwiński - wierny, wieloletni partner muzyczny Śmietany (i jego wierny przyjaciel do ostatnich chwil, o czym też wspominała Banaszak). To Czerwiński grał - oczywiście - na perkusji podczas wspomnianego ostatniego koncertu Śmietany w styczniu tego roku. Tym razem pełnił rolę gospodarza wieczoru, krótko zapowiadając kolejne utwory.
Bez gitary
Za rytmiczną strukturę kolejnych kompozycji odpowiadał, obok wspomnianego już Adama Czerwińskiego, doskonale w Poznaniu znany kontrabasista Zbigniew Wrombel. Wspaniale wspierał ich, grając też znakomite partie solowe, pianista Piotr Wyleżoł. Uderzająca była niesamowita lekkość i łatwość ich muzykowania. Wobec nieobecności awizowanego wcześniej Wojciecha Karolaka (który zachorował), to Wyleżoł prowadził wszystkie "klawiszowe" partie i robił to naprawdę znakomicie. Sporo ciekawych fraz zagrał też doświadczony trębacz Robert Majewski. To kolejny muzyk, który sam jest już klasykiem polskiego jazzu. Z elegancją, wdziękiem i swobodą prezentował swoje partie solowe. Gościem zespołu był młody saksofonista Jakub Skowroński, dla którego spotkanie z tak doświadczonymi kolegami po fachu było chyba niemałym przeżyciem. Okazał się jednak dla nich godnym partnerem.
Mógłby się ktoś zdziwić, że w koncercie poświęconym klasykowi gitary zespół zgrał bez żadnego gitarzysty. Wolno chyba jednak rzecz potraktować inaczej. Gitary miało w tym koncercie nie być i miała to być nieobecność symboliczna...
Nie tylko standardy
W pierwszej części słuchaliśmy wyłącznie utworów instrumentalnych, w drugiej - również wokalnych. Zabrzmiało tego wieczoru kilka kompozycji Śmietany, m.in. "Follow The Fellow" i "My Love And Inspiration", także standardy - jak "You Don't Know What Love Is" czy "Never Let Me Go", usłyszeliśmy też "Blues Connotation" Ornette'a Colemana.
Całość nabrała nieco innych barw, gdy, w drugiej części wieczoru, na scenie pojawiła się Hanna Banaszak. Wokalistka nie po raz pierwszy udowodniła, że jazzowe standardy to repertuar, w którym czuje się doskonale. Świetny głos, sceniczna swoboda, lekkość i melodyjność śpiewanych przez nią fraz bardzo podobały się publiczności. A ze sceny popłynęły wówczas kolejne standardy: "My Funny Valentine", "Summertime", "Spain" Chicka Corei. Banaszak swymi melodyjnymi wokalizami wchodziła w intrygujące dialogi z instrumentalistami.
Nie padło tego wieczora wiele słów. Najważniejsza miała być - i była - muzyka.
Tomasz Janas
- Koncert pamięci Jarka Śmietany
- Blue Note
- 5.10