Nie ma wątpliwości, że każdy zna tę historię. Główny bohater, obdarzony niesamowitą wyobraźnią i talentem aktorskim, najpierw odchodzi z pracy. Następnie organizuje swojemu dwunastoletniemu synowi imprezę urodzinową, podczas której koza zajmuje się begoniami, kucyk wyśmienitym tortem, a Daniel wszystkim poza przewidywaniem konsekwencji własnych decyzji. A te okazują się wyjątkowo poważne. Miranda, jego żona, podejmuje decyzję o rozwodzie, który zmieni wszystko w życiu tej rodziny. Łącznie z tożsamością jej byłego męża, który - chcąc spędzać ze swoimi dziećmi więcej czasu - przeobraża się w Euphegenię Doubtfire, dzisiaj chyba najsłynniejszą nianię w historii światowego kina. Tak zaczyna się film z 1993 r., wyreżyserowany przez Chrisa Columbusa, w którym w tytułową rolę wcielił się nieodżałowany Robin Williams.
Choć pamiętamy ją przede wszystkim ze szklanego ekranu, pani Doubtfire narodziła się na kartach powieści Anne Fine wydanej w 1987 r., której akcja toczy się w Wielkiej Brytanii. W książce dzieci niemal natychmiast rozpoznają swojego ojca pod grubą warstwą makijażu. W filmie nie udaje się to tak łatwo, być może dlatego że w wersji kinowej Daniel zyskuje wsparcie brata i jego partnera - charakteryzatorów, dzięki którym bohater może przeobrazić się w starszą panią, idealną kandydatkę na opiekunkę trojga dzieci Hillardów. Możemy to zrozumieć, wszak budżety na hollywoodzkie filmy bywają imponujące. Charakteryzacja Williamsa każdego dnia zdjęciowego trwała blisko cztery i pół godziny, a aktorowi zdarzyło się testować nową tożsamość poza planem filmowym, aby przekonać się, czy zostanie rozpoznany.
Trzecim wcieleniem pani Doubtfire stał się musical, którego premiera odbyła się w 2019 r. na deskach 5th Avenue Theatre, skąd trafił na Broadway. Wkrótce wystawiony zostanie na scenie poznańskiego Teatru Muzycznego. Za scenariusz musicalu odpowiedzialni są: John O'Farell oraz Karey Kirkpatrick, który przy współudziale Wayne'a Kirkpatricka skomponował także muzykę i napisał teksty piosenek.
A jak powstaje polska prapremiera "Pani Doubtfire"? Wypowiedzi realizatorów dowodzą, że - choć mamy do czynienia z przezabawną historią - przygotowanie spektaklu jest wyjątkowo poważnym przedsięwzięciem. Scenografka, Natalia Kołodziej, podkreśla, że na scenie zobaczymy blisko piętnaście różnych miejsc. W filmie to żaden problem, ale jak zrobić to w teatrze, gdzie wszystko dzieje się na oczach widzów? - Stanęłam przed zadaniem stworzenia swoistego multiwersum - opowiada o czekających na nią każdego dnia wyzwaniach autorka scenografii. - Zmiany muszą dokonywać się bardzo dynamicznie, bo jako twórcom zależało nam na stworzeniu efektu rodem ze świata filmu. Aby go uzyskać i cała ta skomplikowana struktura mogła sprawnie funkcjonować, wykorzystaliśmy do maksimum możliwości, jakie daje przestrzeń sceniczna teatru. Każdy sztankiet [ruchoma belka nad sceną, na której zawiesza się elementy scenografii i wyposażenia technicznego - przyp. red.], każdy centymetr kwadratowy sceny, proscenium i kulis. Projektowanie scenografii do "Pani Doubtfire" autorka porównuje do niełatwej łamigłówki, poprzedzonej - jak tłumaczy - nieustanną analizą gabarytów, proporcji i możliwości, jakie daje przestrzeń.
Niełatwe zadanie postawiono również przed aktorami. Duża część sukcesu filmu opierała się na zdolnościach Williamsa, który nie tylko improwizował (dokładnie tak jak jego bohater, a może jeszcze lepiej, skoro najbardziej rozpoznawalne i najzabawniejsze momenty filmu - skapująca do herbaty bita śmietana udająca maseczkę do twarzy albo wpadająca do kieliszka proteza - nie zostały zapisane w scenariuszu?), ale i doskonale posługiwał się różnymi głosami. To drugie było jednym z kluczowych wymagań stawianych aktorom podczas castingu do spektaklu. Paweł Orłowski, kierownik wokalny, opisuje oczekiwania wobec artysty wcielającego się w Daniela Hillarda w ten sposób: - Raz musi śpiewać swoim naturalnym głosem, raz udawać głos żeński, a nierzadko imitować głosy zwierząt. Jest to ciekawe zadanie, ale wymaga od aktora skupienia i jak najlepszej znajomości swojego aparatu mowy - tłumaczy Orłowski. Do tej niełatwej roli zaangażowano Patryka Kośnickiego i Michała Kocurka. W Mirandę wcielą się Oksana Hamerska i Katarzyna Tapek. Szczególne miejsce w obsadzie zajmują najmłodsi artyści. - To młode i bardzo wrażliwe osoby. Praca musi być dla nich przyjemna, a atmosfera przyjazna. Z drugiej strony musimy odnaleźć w nich siłę i odwagę, by stanęli na dużej scenie i zaśpiewali pełnym głosem partie nie tylko zespołowe, ale również solowe - mówi z dumą kierownik wokalny tej realizacji.
Reżyser, Łukasz Brzeziński, przekonuje, że z teatru wyjdziemy nie tylko rozbawieni, ale i pełni refleksji. - Chociaż historia, którą przenosimy na scenę, jest komedią, "Pani Doubtfire" jest przede wszystkim opowieścią o rodzinie. Niedoskonałej, czasem pogubionej, ale jednocześnie takiej, o którą warto walczyć i o którą warto się troszczyć. Pod warstwą komediową kryje się pytanie o to, jak daleko możemy się posunąć, żeby nie stracić tego, co jest dla nas kluczowe - przekonuje. Autorzy musicalu dążą do wyciągnięcia z zawikłanej fabuły wartości uniwersalnych. - Chociaż zmieniają się czasy i modele rodziny, nie zmienia się to, co w niej najważniejsze: potrzeba miłości i bliskości - mówi Brzeziński, zapraszając poznańską publiczność na opowieść, która, choć nieprawdopodobna, pokazuje zdumiewająco aktualną prawdę.
Mirella Kryś
- "Pani Doubtfire", reż. Łukasz Brzeziński
- premiera: 12.09
- Teatr Muzyczny
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026