Co jest największym skarbem Michelle Gurevich? Z pewnością fakt, że jej utwory funkcjonują jak nocne baśnie dla dorosłych - są powolne, gęste od znaczeń, zanurzone w melancholii, a jednocześnie podszyte subtelnym poczuciem humoru, który zrozumie każdy, kto coś przeżył. Brzmią wytrawnie i z klasą, a spotykają się w nich tradycje francuskiej chanson, rosyjskiej pieśni romansowej i intymność slowcore'u, całość zaś spaja głęboki kontraltowy głos artystki, który prowadzi słuchacza przez różne drogi - pożądania, utraty, szaleństwa, pamięci. Najlepiej słychać to na najnowszym albumie Kanadyjki, zatytułowanym "It Was the Moment", który ukazał się pod koniec 2024 roku. To siódma płyta w dyskografii pieśniarki, powstała w okresie emocjonalnej niestabilności i żałoby. W efekcie powstał album surowy, filmowy i głęboko poruszający - prywatny dziennik zapisany w formie mrocznych ballad. Odkryć go na żywo będziemy mogli w poznańskiej Tamie.