Ta komedia expressis verbis wyraża pragnienie, które i ja podzielam: żeby to wszystko raz a dobrze trafił szlag, wybawiając nas tym samym od doczesnych problemów - pisze Bartosz Żurawiecki.
Film zaczyna się jak wiele innych amerykańskich filmów obyczajowych. W domku na przedmieściach spotyka się na niedzielnym "brunchu dla par" kilka zaprzyjaźnionych ze sobą osób, m.in. małżeństwo w kryzysie, dwoje wiecznych narzeczonych, dziewczyna, która nie ma szczęścia w miłości, a na przyjęcie przyprowadza swą kolejną "randkę". Najpierw jest miło - buzi-buzi, czego się napijecie? etc. Szybko jednak zaczynają wyłazić na wierzch różne niesnaski, pretensje, rozczarowania. Widać, że naszym bohaterom nie układa się najlepiej w sferze prywatnej.