Monika Nawrocka-Leśnik: Jak zaczęła się państwa przygoda z teatrem dla najnajów?
Mariola Fajak-Słomińska: Rozpoczęliśmy ją dawno temu - już w Toruniu, gdzie pracowaliśmy w Baju Pomorskim przez wiele lat i jeździliśmy po żłobkach i przedszkolach z własnymi przedstawieniami. Współpracowaliśmy chyba z nimi wszystkimi! Potem przenieśliśmy się do Szczecina, ale nic się nie zmieniło. Nawiązaliśmy nowe kontakty i kontynuujemy naszą pracę.
Ale jak to się stało, że grupą docelową państwa spektakli stały się właśnie takie maluszki?
Janusz Słomiński: Bo to jest wyzwanie! Udany spektakl dla najnajów to jest naprawdę mistrzostwo świata. O wiele łatwiej jest zrobić spektakl dla dorosłych czy nawet nieco starszych dzieci. Z myślą o najnajach powstają najczęściej przedstawienia przypominające performance czy zabawę terapeutyczną. Jednak spektakli jako takich i w dodatku bez słów, jest naprawdę niewiele.
W "Zmyślance", państwa najnowszym spektaklu, który niebawem zobaczymy w Teatrze Animacji, nie padnie ani jedno słowo?
J.S.: Nie będzie słów. Będzie za to dużo śmiechu, muzyki i form plastycznych. Zauważyliśmy, że dzieciaki, obserwując taki spektakl, bardziej się skupiają. Zaskoczony maluch patrzy, chłonie, obserwuje, bardziej wciąga się w to wszystko, w czym uczestniczy.
W takim przypadku ogromne pole do popisu mają scenograf i kompozytor?
M.F.-S.: Oczywiście. "Zmyślanka" to bajka muzyczna, więc nie można nie wspomnieć o Zbyszku Krzywańskim, gitarzyście Republiki, który napisał dla nas muzykę. Choć to gwiazda rocka, doskonale czuje też muzykę dla dzieci. Oprócz niego spektakl współtworzyła Jolka Brejdak, która przygotowała scenografię. My tylko wymyśliliśmy, co chcemy zobaczyć na scenie, a ona to dla nas pięknie rozrysowała. Za ruch sceniczny z kolei odpowiada Arkadiusz Buszko, nasz niezwykle utalentowany kolega ze Szczecina.
J.S.: W "Zmyślance" proponujemy zupełnie inny sposób animacji form. Będziemy grali na małej sali, z dużą ilością nietypowych lalek.
Mogłoby się wydawać, że spektakl dla najnajów nie wymaga od twórców wielkiego zaangażowania, bo jest krótki i, jak już państwo wspomnieli, często nie ma w nim nawet słów. Ale z tego co wiem, w realizację tego typu przedsięwzięć zaangażowani są, oprócz - nazwijmy to - obligatoryjnych fachowców, jeszcze inni specjaliści.
M.F.-S.: Oprócz scenografa, kompozytora czy autora ruchu scenicznego współpracujemy m.in. z pedagogami i psychologami dziecięcymi. Pytamy już na etapie tworzenia scenariusza, czy taki temat jest dobry, czy może powinniśmy szukać go gdzie indziej. Ale ja sama również coś o tym wiem, ponieważ zanim zostałam aktorką, studiowałam pedagogikę wychowania przedszkolnego. Stąd pewnie także nasze zainteresowanie taką widownią. Jednak tworząc spektakle dla najnajów, myślimy również o tym, że przychodzi na nie często cała rodzina: mama, tata, babcia albo starszy brat czy siostra. W związku z tym staramy się tak konstruować nasze spektakle, żeby każdy znalazł w nich coś dla siebie.
J.S.: Nie zapominamy o dorosłych, bo oni w trakcie spektakli mogą przypomnieć sobie własne dzieciństwo. Często po pokazach słyszymy, że wspomnieli sobie młode lata. No, ale oczywiście mówię o tych dorosłych, którzy mają w sobie wrażliwość dziecka, bo niestety nie każdy to ma. Nasze spektakle niezwykle "szarpią" w relacji z widzem. Psychologowie twierdzą, że dziecko potrafi skupić uwagę przez maksymalnie 15 minut, ale my staramy się ją utrzymać nawet przez 35 minut!
W zapowiedzi "Zmyślanki" czytamy, że punktem wyjścia do jej realizacji stały się słowa Anny Augustynowicz o tym, że aktor, wcielając się w rolę, "przymierza cudzą duszę". Myśl dość trudna jak na spektakl dla maluchów...
M.F.-S.: To zdanie jest bardzo głębokie i symptomatyczne dla naszego zawodu, bo jakiejkolwiek roli byśmy nie grali, to zawsze jest to cudzy charakter i wygląd. Równie często jest to także działanie wbrew własnym przemyśleniom czy zachowaniom. Nie chcę zdradzać zbyt wiele. Powiem tylko, że na początku spektaklu aktor rzeczywiście przymierzy czyjąś duszę...
To kwintesencja "Zmyślanki'?
M.F.-S.: Nie, to ani kwintesencja spektaklu, ani punkt odniesienia do całości. To po prostu inny sposób przedstawienia postaci maleńkiego dziecka.
O czym opowiada ten spektakl? Czy w ogóle możemy mówić o fabule?
M.F.-S.: Spektakl opowiada o tym, co się dzieje w dziecinnym pokoju, kiedy rodzice z niego wychodzą. W jaki sposób małe dziecko zagospodaruje sobie przestrzeń i czas. Nasza bohaterka, mała Ola wyobraża sobie, co może powstać ze zwykłych pudeł, które stoją pod jej łóżkiem. I one naprawdę się zmieniają! Ale żeby zobaczyć w co, to już trzeba przyjść na spektakl.
J.S.: Tak naprawdę to wszystko będzie się zmieniało, nawet fotele w choinki. Bo lubimy metamorfozę, wielofunkcyjność przedmiotu. Wszystko, co się pojawia na scenie, musi grać. A my uwielbiamy nieustannie zaskakiwać. Teatr konkuruje z telewizją oraz internetem, więc jest to coraz trudniejsze. Ale zaskakiwanie w teatrze to jest nasze zadanie, bo właśnie za to widz płaci. Bo chce się zachwycić, coś przeżyć, zobaczyć.
Czyli te metamorfozy to takie czary? Sposób, by zainteresować maluszka teatrem?
M.F.-S.: Dokładnie tak.
Teatr dla najnajów jest coraz bardziej popularny i już chyba możemy śmiało powiedzieć, że wykształciły się w nim pewne nurty. Do którego z nich państwu najbliżej?
M.F.-S.: Najbliżej jest na nam do teatru Jana Wilkowskiego, który mówił, że teatr jest po to, by zachwycić widza. Poza tym, realizujemy spektakle z fabułą. Spektakle, które są opowiedzianą, czasem prostą, ale jednak historyjką. I dopiero po zakończeniu zapraszamy małych widzów do wspólnej zabawy.
J.S.: Za nasz spektakl "Afrykańska przygoda" otrzymaliśmy Bursztynowy Pierścień 2010/11 jako za najlepszy spektakl sezonu. Mamy nadzieję, że także nasza "Zmyślanka" spodoba się widzom w Poznaniu.
Rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik
- "Zmyślanka"
- scenariusz, inscenizacja i reżyseria: Mariola Fajak-Słomińska oraz Janusz Słomiński
- Teatr Animacji, Scena Lamus
- prapremiera: 10.11, g. 17
- kolejne spektakle: 14, 15, 17 i 28.11 g. 10
- bilety: 15 zł (n) i 10 zł (u)
- ograniczenia wiekowe: od 1 do 5 lat