To był zachwycający wieczór, pełen muzycznych niezwykłości. Tegoroczny festiwal Akademia Gitary zakończył niedzielny koncert, w którym gitara miała może drugoplanowe znaczenie, za to brzmiała przejmująca i zachwycająca muzyka. Cóż zatem pełniło role pierwszoplanowe? Harfa, mandolina i tradycyjny norweski instrument hardingfele oraz fantastyczne głosy dwojga wokalistów.
Z dwóch krańców Europy
Istotą projektu Hirundo Maris jest - zgodnie z jego nazwą - muzyka (na pozór) niemożliwa, pokonująca przestrzenie i za nic mająca granice. Owa hirundo maris to morska jaskółka - ptak wymyślony przez artystów, będący symbolem ich bardzo romantycznej, wizjonerskiej idei. Liderzy przedsięwzięcia to artyści bardzo doświadczeni w wykonawstwie muzyki dawnej, barokowej, klasycznej. Bazując na tym doświadczeniu, odwołując się do estetyki czy wrażliwości charakterystycznych dla muzyki dawnej, zwracają się ku tradycjom ludowym z dwóch końców Europy. Trudno się oprzeć wrażeniu, że to też jakaś forma opowieści o ich własnej, osobistej drodze - ku sobie, ze wspomnianych krańców kontynentu. Ona, urodzona w Bazylei, ale zatopiona w rodzimej, katalońskiej tradycji; on z pasją śledzący dziedzictwo swojej kultury norweskiej. Ich spotkanie jest olśniewającym odkryciem tego, że - jakkolwiek banalnie by to zabrzmiało - muzyka jest jedna. Zbierają w jedno utwory wywodzące się z obu tradycji, dorzucają do tego sporą garść pieśni sefardyjskich, pojedyncze własne kompozycje, echo muzyki dawnej i budują z tego spójną, złożoną, wielobarwną opowieść.