Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

TWÓRCZA SAMOTNOŚĆ. Inna konstrukcja działań

- Już znienawidziłem komputer i prowadzenie rozmów przez różne okienka. Główna kwarantanna, którą stosuję, to kwarantanna od informacji - mówi Piotr Bosacki*, artysta wizualny i poeta.

.
"Zeronożni przyjaciele", fot. Piotr Bosacki

Jak się panu wiedzie w czasie pandemii? Czy ta sytuacja miała wpływ na pana życie?

Coś się zmieniło, ale nie jest to bardzo drastyczna zmiana. A nie jest tak, że na pytanie "co się u pani/pana zmieniło?" wszyscy odpowiadają tak samo?

Nie, nie odpowiadają w ten sam sposób. Jedni, jak pan, miewają się podobnie jak przed kwarantanną, ale niektórzy przyznają, że sporo to w ich życiu zmieniło.

Może. To pewnie tak naprawdę zależy od stosunku pracy, prawda?

Myślę, że tak, ale na pewno również od stylu życia. Zastanawiam się też, na ile pan, który wielokrotnie w swojej twórczości opowiadał w formie dykteryjek o sferze życia towarzyskiego, utracił ją na skutek pandemii, bądź te relacje uległy zmianie?

To akurat nie jest dla mnie wcale szokiem, bo przez ostatnie dwa lata mało co wychodziłem z domu. Kwarantanna nie jest więc zjawiskiem, które mnie wytrąca z równowagi.

Dlaczego przestał pan wychodzić z domu?

Oczywiście przesadzam, bo nie da się nie wychodzić z domu. Statystycznie w młodości ma się największą aktywność towarzyską, a potem raczej mniejszą. A ja jestem klasycznym przykładem statystycznym.

Tak szczerze, to nie lubię tematu pandemii, bo wszyscy w kółko rozmawiają na ten temat. Wszystko jest przez to zatkane. Media są zatkane. Wprawia mnie to w pewien rodzaj smutku.

A jak jest w pana najbliższym otoczeniu?

Mam obserwację związaną ze swoimi studentami na Uniwersytecie Artystycznym. Pojawiają się u nich problemy psychologiczne. U mniej więcej połowy występuje obniżenie nastroju. Widać, że kiedyś czuli się lepiej, a zamknięcie ich przygnębiło. A druga połowa dyskretnie rozkwitła. Ale nie wiem, czy można się odważyć na prostą tezę, że posmutnieli ekstrawertycy, którzy w zamknięciu nie mogą rozwinąć skrzydeł, a stroniący od ludzi introwertycy zaczęli czuć się dobrze.

Jakie książki ostatnio pan czytał?

Raczej dokumentalne niż beletrystykę. W ostatnim roku czytałem Leibniz. Biografia intelektualna Marii Rosy Antognazzy. Bardzo spodobała mi się też książka Przedziwny człowiek. Sekretne życie Paula Diraca, geniusza mechaniki kwantowej. To w zasadzie historia powstawania fizyki kwantowej opowiedziana przez pryzmat Diraca, który był dziwakiem, nieszczęśliwym dzieckiem itd. Czytałem też biografię Béli Bartóka, węgierskiego kompozytora.

Czyli dalej interesuje pana muzyka?

Tak. Jest zresztą coś podobnego między muzyką a fizyką, jeśli chodzi o poziom abstrakcyjności myślenia. I muzycy, i fizycy tak naprawdę patrzą tylko na notację. Przy pewnym poziomie wyspecjalizowania w problemach mniej patrzymy na tzw. prawdziwy świat, a bardziej skupiamy się na notacjach i wzorach.

Nad czym obecnie pan pracuje?

Od dłuższego czasu klecę cykl poetycki. Tworzę serię wierszy w takiej formie akapitów jak To nie do was, albo Czekam aż se wszyscy pójdą. Ale idzie mi to umiarkowanie, bo nie mam żadnych terminów, więc wlecze się to, jak chce.

Ostatnio dużo też rysuję i maluję. Część z tego można zobaczyć na moim Instagramie.

Czy to po części powrót do zajęć z czasów studenckich?

Podczas studiów dużo malowałem i rysowałem, więc pod tym względem tak, ale nie wiem, czy z tego coś wynika. Rysunek to sprawa niezobowiązująca, krótkodystansowa, natychmiastowa, praktyczna.

Pamiętam, że czasem podczas rozmów z panem widziałem, jak szkicował pan proste schematy. Trochę jak w przypadku rysunku Za Bramką. Jest tam opis: "W drodze z domu do zakładu pracy przechodzę przez Urząd Miejski. Wchodzę prywatnie bocznym wejściem od ul. Za Bramką, przechodzę przez pokrętne korytarze i wychodzę odmieniony na pl. Kolegiacki. W XVIII w. byłbym jakimś jezuitą".

Droga przez urząd miejski ma ze 200 metrów i jest trochę kafkowska - jak wędrówki Józefa K. w Procesie przez jakieś strychy do bliżej nieokreślonych kancelarii. Dla mnie Urząd Miejski jest czymś podobnym; nagromadzeniem ludzi a zwłaszcza czynności "zupełnie niepotrzebnych" w tym sensie, że konwencjonalnych, czyli takich, których konieczność sami sobie wmawiamy. Te sprawy są istotne dzisiaj, bo dzisiaj zastanawiamy się, które z naszych cywilizacyjnych przyzwyczajeń są konieczne, a które nie.

A Spruta Irenka?
To kolaż malarski zrobiony dla przyjemności. Dwóch panów z Krakowa zrobiło audycję w kilkunastu odcinkach Od początku węża do węża końca - fikcyjne wiersze fikcyjnych poetów, które są dostępne na radiofonia.net. Nie mówię, że to arcydzieło literatury, ale jest to bardzo ważna pozycja w języku polskim wieku XXI. Takiego czegoś jeszcze nie słyszałem. Oczywiście jest to lekko głupkowate, ale rzadko słyszy się taki kunszt językowy. Spruta Irenka to jeden z tytułów wierszy z tej edycji. Tytuł spodobał mi się i go przechwyciłem, ale nie stoi za tym żaden sens. W tym obrazku chodzi o grę dominant.

Przy części z tych prac, na przykład w Zeronożnych przyjaciołach, korzysta pan z okładek starych zeszytów i druków. Trochę tak, jakby te szkice i kolaże były odpowiednikiem prowadzonych przez pana dzienników.

To prawda, ale kiedy używam starego druku, to raczej nie chodzi mi o to, że jest to stary druk. Chodzi o kolor.

W Zeronożnych przyjaciołach chodzi o kwestii ostrości. Kiedy skupiamy się na pewnych aspektach obrazu, inne stają się nieostre. Teraz mam taki okres, że uważam, że teoria sztuki powinna być teorią percepcji. W fotografii ustawianie ostrości ma dosłowny wyraz graficzny. Kiedy siedzi pan w kawiarni i dookoła toczy się pięć rozmów, skupić może się pan tylko na jednej rozmowie. Pozostałe stają się jakby nieostre. Dotyczy to właściwie wszystkich kanałów percepcji. Obraz świata zależy więc od ustawienia ostrości naszych aparatów.

O czym jest rysunek We wsi?

Jak się zaczęła kwarantanna, byłem z rodziną w wiejskim domu pod Wronkami, w Puszczy Nadnoteckiej. Byliśmy stosunkowo liczną grupą: dorośli, dzieci, psy, koty... a wieś malutka, z piętnaście domów. Z pewnych względów stanowiliśmy rozrywkę dla ludzi dookoła. Przyszła do nas sąsiadka i mówi: "Jesteście na językach całej wsi". Ten rysunek jest dosłownym zilustrowaniem tego zdania.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Piotr Bosacki - tworzy filmy animowane, instalacje, obiekty, rysunki, zajmuje się twórczością literacką i kompozycją muzyczną. Jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Prowadzi Pracownię Filmu Eksperymentalnego w Katedrze Intermediów poznańskiego Uniwersytetu Artystycznego. Współtworzył założoną w 2007 roku nieformalną grupę artystyczną PENERSTWO i zespół muzyczny KOT. W roku 2012 wydał Urządzenie elementów, rozprawę o dziele sztuki jako konstrukcji językowej.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020