Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Czy dziś istnieje kultura studencka? A jeśli tak - w jakiej jest kondycji? A jeśli nie - dlaczego zanikła? O odpowiedź poprosiliśmy największych ekspertów, czyli samych studentów.

Rys. Antoni Sieczkowski - grafika artykułu
Rys. Antoni Sieczkowski

Zwróciliśmy się do tych, którzy są szczególnie aktywni i nie tylko uczestniczą w życiu kulturalnym Poznania, ale także ją animują: organizują festiwale, koncerty, spektakle, wystawy. Nie narzekają, nie spoczywają na laurach, nie czekają, aż ktoś coś za nich zrobi, tylko "wywracają Poznań do góry nogami".

Krytyczna siła kultury nie-studenckiej

Zastanawiając się, czy istnieje dzisiaj kultura studencka, z automatu odpowiadam "nie". Ale od razu rodzi się pytanie: czym miałaby być dzisiaj kultura studencka i wokół lub wobec czego się formować. Współcześnie mamy do czynienia ze swego rodzaju uprzemysłowieniem się edukacji wyższej - fakt studiowania stał się zjawiskiem powszechnym, często będącym dodatkiem do innych aktywności życiowych. Co więcej - sam poziom edukacji wyższej poprzez swój coraz bardziej masowy charakter nieustannie się obniża i zawęża do bardzo konkretnych dziedzin. Dlatego, jeżeli chcielibyśmy szukać współczesnej kultury studenckiej - a właściwie jej odpowiednika - rozumianej jako jakaś forma krytycznej postawy wobec dominującej kultury, należy jej szukać z dala od "uniwersytetu". "Uniwersytetu", który nie jest dzisiaj przestrzenią "wolności", ale staje się coraz bardziej jej zaprzeczeniem. Być może to, co przywykliśmy określać mianem kultury studenckiej, jest dzisiaj po stronie kultury nie-studenckiej. A świadomy swojego wyboru nie-student najbliższy jest krytycznej, twórczej i otwartej postawie uwolnionej od przymusu zdobycia "papierka".

Andrzej Pakuła - student Uniwersytetu Warszawskiego (Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne) od czasów licealnych reżyseruje w założonej przez siebie Korporacji Teatralnej, bierze też udział w innych teatralnych przedsięwzięciach.

Powszechność przypadkowych żaków

Kultura i studia. Analogie? Podobieństwa? Dawno temu (choć nie aż tak bardzo dawno) jedno i drugie - mimo, iż w teorii dostępne dla wszystkich - w praktyce dotyczyło "wybranych". Tych szczególnie zdolnych, którzy mieli coś do powiedzenia. Nic dziwnego zatem, że z czasem zaczęła funkcjonować zupełnie realnie - nie tylko jako wytwór PRLowskiej nowomowy - kultura studencka. Co jest drugą, tą aktualną stroną medalu? Przymiotnik "powszechny". To słowo wy- Rys. A. Sieczkowski 8 godne: takie swojskie i niestresujące. Mamy powszechne wybory, powszechną historię, powszechną szkołę. "Powszechne" stają się też studia. Upodobniliśmy się do siebie - każdy idzie do liceum, podchodzi do matury, a w kolejnym kroku wybiera jakiś kierunek studiów. Uniwersytet, akademia, szkoła wyższa, dzienna, zaoczna - wszystko jedno. Byle studiować. Przy takim natężeniu - ośmielę się to powiedzieć - nieco przypadkowych żaków kultura studencka naturalnie zanika. Bo nie do wszystkiego ludzi da się przymusić. A o powszechną kulturę trudno było zawsze i podejrzewam, że tak już pozostanie.

Malwina Kotz - studentka Akademii Muzycznej w Poznaniu, skrzypaczka, animatorka i aktywna uczestniczka niezliczonej liczby projektów kulturalnych organizowanych zarówno na uczelni, jak i w instytucjach kultury oraz poza nimi.

Bierne uczestnictwo to za mało

Jak przystało na absolwenta poznańskiej AWF, staram się czynnie uczestniczyć w życiu kulturalnym Poznania, które jest bardzo bogate. Nasuwa mi się jednak złośliwe pytanie: ile z tych wydarzeń tworzą studenci? Większość propozycji to występy zawodowych zespołów. Ktoś powie, że na takie wydarzenia przychodzi przecież wielu żaków, są zatem uczestnikami kultury, płacą za bilety, przeżywają wspaniałe doznania estetyczne, więc jest super. Jednak punktem wyjścia do mówienia o kulturze studenckiej są działania, w których młodzi ludzie mają swój aktywny udział, wkładają trud i czas w ich organizację. Od starszych znajomych słyszałem, że kiedyś "ludziom chciało się coś robić, bo inaczej nic by się nie działo". Działalność artystyczna wypływała z potrzeby intelektualnego wyżycia się, odreagowania, stwarzania okazji do spotkań. Dzisiaj oferta kulturalna serwowana przez instytucje kultury, knajpy, organizacje pozarządowe jest znacznie bogatsza i łatwiej być odbiorcą niż nadawcą treści intelektualnych. Drugim procesem, który ma wpływ na ludzi młodych (a co za tym idzie i na kulturę studencką), jest cyfryzacja i postęp technologiczny, które wiele rzeczy nam ułatwiają, ale też niosą ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Nie musimy już uczyć się gry na gitarze, bo przy ognisku możemy puścić nasz ulubiony zespół z telefonu. Na imprezie odpalamy "wujka" YouTube i każdy jest DJ-em. Tyle tylko, że to już nie to samo: żaden substytut nie jest pełnowartościowy. Niepokoi mnie jednak to, że przeważnie biernie uczestniczymy w kulturze albo wręcz jesteśmy poza nią, goniąc za pracą i nie mając na nic czasu. Wygląda na to, że marudzę, a przecież wcale nie jest tak źle. Mamy w Poznaniu wielu ciekawych, młodych artystów. Cieszę się bardzo, że nadal są studenci, którzy chcą się rozwijać, chcą tworzyć i być w miejscach, gdzie zbiera się pięć świadomych osób na pokaz jakiegoś dziwnego filmu, po którym jest taka dyskusja, że aż chce się tańczyć na ulicy. Czasem nachodzi mnie jednak pewna myśl: jakie to byłoby wariactwo, gdyby każdy student z Poznania wybrał sobie jakiś temat i dowolną drogę jego realizacji artystycznej. Jeśli jest nas 130 000, to mielibyśmy niemal 360 wydarzeń dziennie. Projekt jest absurdalny, ale pokazuje, jak wielki drzemie w nas potencjał i ile możemy zrobić, jeśli tylko tego zechcemy.

Szymon Góralczyk - absolwent AWF, od kilku lat spiritus movens poznańskich ARTenaliów i wielu innych przedsięwzięć artystycznych.

oprac. eop