Historia Eugene'a Hütza i Gogol Bordello od początku jest historią ciągłego przemieszczania się. Hütz urodził się i wychował w ukraińskiej Bojarce, a oficjalne materiały towarzyszące jego zapowiedzianej na grudzień tego roku autobiografii "Lost Innocent World: Chronicles of a Ukrainian Punk Rocker in the Free World" prowadzą przez jego romskie korzenie, antyradziecką historię rodziny, katastrofę w Czarnobylu, europejskie obozy dla uchodźców i ostatecznie Stany Zjednoczone. Niczym klamrą tę wędrówkę spina koncert Sonic Youth w Kijowie w 1989 roku - jedno z formacyjnych doświadczeń Hütza, które pomogło mu nie tylko odkryć, co najbardziej kocha w muzyce, ale też skierowało go w stronę jednego z najważniejszych dla jej rynku miast na świecie - Nowego Jorku.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych trafił na Lower East Side. Chodził na koncerty, grał akustycznie w ukraińskich lokalach, zaczął obracać się w artystycznym środowisku nowojorskiego undergroundu, a z czasem pojawiać się również na scenie słynnego CBGB. Jego kapela Gogol Bordello oficjalnie zadebiutowała w 1999 roku, ale to dopiero jej występ podczas Whitney Biennial trzy lata później sprawił, że zrobiło się o niej głośno w całym USA. Wydaje się, że przede wszystkim z uwagi na fakt, że próby zamknięcia tego projektu w jednej konkretnej tradycji były zupełnie bez sensu. Było jasne, że to punk jest jego konstrukcją nośną, lecz w środku mieściło się zbyt wiele, by móc go tak zaszufladkować. Wschodnioeuropejski folk, melodie romskie, dub, ska, kabaret, muzyka latynoamerykańska, poliglotyzm, kolektywność, ekscentryczność - można by wymieniać bez końca kolejne składowe Gogol Bordello, lepiej jednak oprzeć się na definicji Hütza, używającego określenia "cross-pollinator" - tętniącego organizmu przenoszącego muzyczne idee między różnymi, często skrajnie odmiennymi środowiskami.
W katalogu grupy istnieje płyta, wobec której późniejsza twórczość zespołu wciąż jest dla wielu słuchaczy punktem odniesienia. Mowa oczywiście o "Gypsy Punks: Underdog World Strike", za której brzmienie odpowiadał jeden z największych gigantów produkcji - Steve Albini. Zawarte na niej piosenki, takie jak "Immigrant Punk", "Not a Crime", "I Would Never Wanna Be Young Again", "Mishto!" czy "Think Locally, Fuck Globally", stworzyły rdzeń repertuaru, który obowiązuje na koncertach do dziś. Nie można też zapomnieć o "Start Wearing Purple" - utworze, który pierwotnie znajdował się już na debiutanckim "Voi-La Intruder" (1999), jednak to jego wersja z "Gypsy Punks" stała się jednym z największych przebojów kapeli. Później było nie mniej ciekawie - "Super Taranta!" (2007) rozciągała tę kalejdoskopową formułę, a trzy lata później "Trans-Continental Hustle" (2010), z legendarnym producentem Rickiem Rubinem w studiu, jeszcze raz udowodniła, że wielki głód artystyczny może iść w parze z wielkim sukcesem komercyjnym. Piąty album był wyładowany chwytliwymi numerami w rodzaju "Pala Tute", "My Companjera" czy "Immigraniada (We Comin' Rougher)", przejawiając większą słabość do latynoamerykańskich brzmień, co było związane z ówczesnym życiem Hütza w Brazylii.
"Pura Vida Conspiracy" (2013) i "Seekers and Finders" (2017) miały równie transkontynentalny charakter, podobnie zresztą jak "Solidaritine". Między tym ostatnim albumem a nową płytą przebiega jednak ważna linia - 24 lutego 2022 roku, czyli moment rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Dla Hütza wojna od początku miała wymiar bezpośredni, związany z pochodzeniem, rodziną i kulturą, dlatego nie było niczym dziwnym, że aktywność zespołu w kolejnych latach objęła przede wszystkim koncerty pomocowe, utwory charytatywne oraz współpracę z organizacjami wspierającymi Ukrainę, co później znalazło odbicie w dokumencie "Scream of My Blood: A Gogol Bordello Story". O ile jednak "Solidaritine" przesunął muzykę grupy wyraźnie w stronę hardcore'u z czasów Fugazi i Bad Brains, o tyle "We Mean It, Man!" wyraźnie kieruje się w stronę post-punku i elektroniki, choć wciąż słychać w nim charakterystyczne punkowo-folkowe korzenie grupy.
Hütz przyznaje, że sam ma temperament zdecydowanie spod znaku "more is more", dlatego tym razem zainteresowało go zderzenie natury Gogol Bordello z ideą redukcji i destylowania muzyki. Album ma wiele mocnych momentów: "Life Is Possible Again", opierający się na ciężkim, niemal industrialnym pulsie, "No Time For Idiots", przywołujący gitarową energię The Clash, czy "Hater Liquidator", łączący jarmarczne klawisze, funkowy bas i taneczny rytm. Najpełniej nowy kierunek słychać jednak w "Ignition" i "Mystics", gdzie elektronika staje się równie ważna jak gitary czy skrzypce. "From Boyarka to Boyaca", nagrany z Puzzled Panther, łączy z kolei ukraińskie i latynoamerykańskie wpływy, a "State of Shock" sięga do bardziej surowego i eksperymentalnego post-punku The Ex i Toma Cory. Dzięki temu album brzmi świeżej, ale nadal zachowuje wszystko, co przez lata stanowiło o charakterze Gogol Bordello. I co ciekawe, jest bardzo klubowy - co wiąże się ze wspomnieniem Eugene'a, który jako nastolatek po przeprowadzce z Ukrainy mieszkał w pobliżu Montrealu i regularnie chodził na rave'y, a pierwsze zetknięcie z techno odebrał jako spotkanie z "nowym punk rockiem".
Warto dodać, że swego rodzaju pomostem pomiędzy ostatnimi płytami było "Solidarity" - wersja utworu Angelic Upstarts, którą w 2023 roku Gogol Bordello nagrał z Bernardem Sumnerem z New Order. Pierwotnie brytyjska grupa wydała "Solidarity" w 1983 roku jako pieśń poparcia dla polskiej "Solidarności" i robotników walczących o niezależne związki zawodowe - czterdzieści lat później Hütz przeniósł ten utwór w kontekst Ukrainy, a dochód z projektu był kolejną cegiełką na pomoc dla rannych ukraińskich żołnierzy. Na końcu "We Mean It, Man!" piosenka powraca jako "Solidarity" w nowym miksie Nicka Launaya, który wraz z Adamem "Atomem" Greenspanem odpowiadał za produkcję całego albumu. To kolejny producent z bogatym dorobkiem, fascynujący Hütza rozpiętością wykonawców, z którymi ściśle współpracował - od Public Image Ltd. i Killing Joke, przez Nicka Cave'a, aż po Yeah Yeah Yeahs.
"Kiedy piszesz trzydzieści utworów, a na płytę wybierasz naście, każdy z nich przechodzi bardzo ostrą selekcję. Dobry album jest dla mnie osobnym światem, który powinien odbijać różne złożoności. Dlatego każda piosenka jest moim ulubionym odbiciem innej strony życia" - powiedział niedawno lider formacji w jednym z wywiadów. Serce jego muzycznego Frankensteina bije mocnym, choć połamanym rytmem, a on zachował wszystkie stare blizny, dostał nowy układ nerwowy i właśnie ruszył w trasę. Tylko czy zdołamy dotrzymać mu tempa?
Sebastian Gabryel
- Gogol Bordello
- 18.08, g. 18
- Tama
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026