Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Rekonstrukcja Frankensteina

Kiedy Eugene Hütz nazywa "We Mean It, Man!" (2026) najlepszym Frankensteinem Gogol Bordello od czasów "Gypsy Punks" (2005), to już po pierwszym odsłuchu jego nowej płyty naprawdę trudno w to nie uwierzyć. Bo czego na niej nie ma! Punkowy riff wchodzi w romskie skrzypce, akordeony grają ręka w rękę z syntezatorami, hardcore ściera się z muzyką klubową, latynoski puls zderza się z post-punkiem, a cały ten uliczny wielogłos z pewnością jeszcze lepiej niż na albumie zabrzmi na żywo - już za kilka dni w Tamie. Dziewiąty krążek Gogol Bordello i pierwszy od "Solidaritine" (2022) to, jak określa sam zainteresowany, "post-punk groove revenge", prezentujący załogę szalonego Hütza nie tylko jako zespół świadomy własnej mitologii, ale przede wszystkim gotowy rozebrać ją na najmniejsze kawałeczki.

Grupa ekspresyjnych ludzi na tle zatoki. - grafika artykułu
fot. materiały prasowe

Historia Eugene'a Hütza i Gogol Bordello od początku jest historią ciągłego przemieszczania się. Hütz urodził się i wychował w ukraińskiej Bojarce, a oficjalne materiały towarzyszące jego zapowiedzianej na grudzień tego roku autobiografii "Lost Innocent World: Chronicles of a Ukrainian Punk Rocker in the Free World" prowadzą przez jego romskie korzenie, antyradziecką historię rodziny, katastrofę w Czarnobylu, europejskie obozy dla uchodźców i ostatecznie Stany Zjednoczone. Niczym klamrą tę wędrówkę spina koncert Sonic Youth w Kijowie w 1989 roku - jedno z formacyjnych doświadczeń Hütza, które pomogło mu nie tylko odkryć, co najbardziej kocha w muzyce, ale też skierowało go w stronę jednego z najważniejszych dla jej rynku miast na świecie - Nowego Jorku.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych trafił na Lower East Side. Chodził na koncerty, grał akustycznie w ukraińskich lokalach, zaczął obracać się w artystycznym środowisku nowojorskiego undergroundu, a z czasem pojawiać się również na scenie słynnego CBGB. Jego kapela Gogol Bordello oficjalnie zadebiutowała w 1999 roku, ale to dopiero jej występ podczas Whitney Biennial trzy lata później sprawił, że zrobiło się o niej głośno w całym USA. Wydaje się, że przede wszystkim z uwagi na fakt, że próby zamknięcia tego projektu w jednej konkretnej tradycji były zupełnie bez sensu. Było jasne, że to punk jest jego konstrukcją nośną, lecz w środku mieściło się zbyt wiele, by móc go tak zaszufladkować. Wschodnioeuropejski folk, melodie romskie, dub, ska, kabaret, muzyka latynoamerykańska, poliglotyzm, kolektywność, ekscentryczność - można by wymieniać bez końca kolejne składowe Gogol Bordello, lepiej jednak oprzeć się na definicji Hütza, używającego określenia "cross-pollinator" - tętniącego organizmu przenoszącego muzyczne idee między różnymi, często skrajnie odmiennymi środowiskami.

W katalogu grupy istnieje płyta, wobec której późniejsza twórczość zespołu wciąż jest dla wielu słuchaczy punktem odniesienia. Mowa oczywiście o "Gypsy Punks: Underdog World Strike", za której brzmienie odpowiadał jeden z największych gigantów produkcji - Steve Albini. Zawarte na niej piosenki, takie jak "Immigrant Punk", "Not a Crime", "I Would Never Wanna Be Young Again", "Mishto!" czy "Think Locally, Fuck Globally", stworzyły rdzeń repertuaru, który obowiązuje na koncertach do dziś. Nie można też zapomnieć o "Start Wearing Purple" - utworze, który pierwotnie znajdował się już na debiutanckim "Voi-La Intruder" (1999), jednak to jego wersja z "Gypsy Punks" stała się jednym z największych przebojów kapeli. Później było nie mniej ciekawie - "Super Taranta!" (2007) rozciągała tę kalejdoskopową formułę, a trzy lata później "Trans-Continental Hustle" (2010), z legendarnym producentem Rickiem Rubinem w studiu, jeszcze raz udowodniła, że wielki głód artystyczny może iść w parze z wielkim sukcesem komercyjnym. Piąty album był wyładowany chwytliwymi numerami w rodzaju "Pala Tute", "My Companjera" czy "Immigraniada (We Comin' Rougher)", przejawiając większą słabość do latynoamerykańskich brzmień, co było związane z ówczesnym życiem Hütza w Brazylii.

"Pura Vida Conspiracy" (2013) i "Seekers and Finders" (2017) miały równie transkontynentalny charakter, podobnie zresztą jak "Solidaritine". Między tym ostatnim albumem a nową płytą przebiega jednak ważna linia - 24 lutego 2022 roku, czyli moment rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Dla Hütza wojna od początku miała wymiar bezpośredni, związany z pochodzeniem, rodziną i kulturą, dlatego nie było niczym dziwnym, że aktywność zespołu w kolejnych latach objęła przede wszystkim koncerty pomocowe, utwory charytatywne oraz współpracę z organizacjami wspierającymi Ukrainę, co później znalazło odbicie w dokumencie "Scream of My Blood: A Gogol Bordello Story". O ile jednak "Solidaritine" przesunął muzykę grupy wyraźnie w stronę hardcore'u z czasów Fugazi i Bad Brains, o tyle "We Mean It, Man!" wyraźnie kieruje się w stronę post-punku i elektroniki, choć wciąż słychać w nim charakterystyczne punkowo-folkowe korzenie grupy.

Hütz przyznaje, że sam ma temperament zdecydowanie spod znaku "more is more", dlatego tym razem zainteresowało go zderzenie natury Gogol Bordello z ideą redukcji i destylowania muzyki. Album ma wiele mocnych momentów: "Life Is Possible Again", opierający się na ciężkim, niemal industrialnym pulsie, "No Time For Idiots", przywołujący gitarową energię The Clash, czy "Hater Liquidator", łączący jarmarczne klawisze, funkowy bas i taneczny rytm. Najpełniej nowy kierunek słychać jednak w "Ignition" i "Mystics", gdzie elektronika staje się równie ważna jak gitary czy skrzypce. "From Boyarka to Boyaca", nagrany z Puzzled Panther, łączy z kolei ukraińskie i latynoamerykańskie wpływy, a "State of Shock" sięga do bardziej surowego i eksperymentalnego post-punku The Ex i Toma Cory. Dzięki temu album brzmi świeżej, ale nadal zachowuje wszystko, co przez lata stanowiło o charakterze Gogol Bordello. I co ciekawe, jest bardzo klubowy - co wiąże się ze wspomnieniem Eugene'a, który jako nastolatek po przeprowadzce z Ukrainy mieszkał w pobliżu Montrealu i regularnie chodził na rave'y, a pierwsze zetknięcie z techno odebrał jako spotkanie z "nowym punk rockiem".

Warto dodać, że swego rodzaju pomostem pomiędzy ostatnimi płytami było "Solidarity" - wersja utworu Angelic Upstarts, którą w 2023 roku Gogol Bordello nagrał z Bernardem Sumnerem z New Order. Pierwotnie brytyjska grupa wydała "Solidarity" w 1983 roku jako pieśń poparcia dla polskiej "Solidarności" i robotników walczących o niezależne związki zawodowe - czterdzieści lat później Hütz przeniósł ten utwór w kontekst Ukrainy, a dochód z projektu był kolejną cegiełką na pomoc dla rannych ukraińskich żołnierzy. Na końcu "We Mean It, Man!" piosenka powraca jako "Solidarity" w nowym miksie Nicka Launaya, który wraz z Adamem "Atomem" Greenspanem odpowiadał za produkcję całego albumu. To kolejny producent z bogatym dorobkiem, fascynujący Hütza rozpiętością wykonawców, z którymi ściśle współpracował - od Public Image Ltd. i Killing Joke, przez Nicka Cave'a, aż po Yeah Yeah Yeahs.

"Kiedy piszesz trzydzieści utworów, a na płytę wybierasz naście, każdy z nich przechodzi bardzo ostrą selekcję. Dobry album jest dla mnie osobnym światem, który powinien odbijać różne złożoności. Dlatego każda piosenka jest moim ulubionym odbiciem innej strony życia" - powiedział niedawno lider formacji w jednym z wywiadów. Serce jego muzycznego Frankensteina bije mocnym, choć połamanym rytmem, a on zachował wszystkie stare blizny, dostał nowy układ nerwowy i właśnie ruszył w trasę. Tylko czy zdołamy dotrzymać mu tempa?

Sebastian Gabryel

  • Gogol Bordello
  • 18.08, g. 18
  • Tama
  • bilety

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026