Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

Oddać papierowi

Zemsta to chybiona i wątpliwej wartości interpretacja twórczości Yahyi Hassana. To także bardzo nieudany spektakl - zarówno pod względem reżyserii Zbigniewa Olkiewicza, jak i wykonania na scenie przez Jana Wolfganga Cyraniaka.

. - grafika artykułu
fot. materiały organizatorów

Olkiewicz stwierdził, że dokona maksymalnej uniwersalizacji poezji Hassana - traktując poetę przede wszystkim jako Europejczyka i Duńczyka. Usunął więc nazwy własne tam, gdzie było to możliwe. W Zemście zgubił jednak po drodze to, co tę twórczość definiuje - bardzo ważne dla niej konteksty. Yahya Hassan należał do mniejszości palestyńskiej w Danii, której codzienność w dużym stopniu określa doświadczenie Nakby i roku "48, tożsamość związana z utraconym miejscem pochodzenia. Dlatego poeta wielokrotnie odnosi się w wierszach do podróży odbywanych przez rodzinę do Libanu - kraju, w którym jego rodzice mieszkali w obozie dla uchodźców. Pobieżna lektura może sprawić, że nie zrozumiemy ważności tych wyjazdów, bo Hassan nie stosuje żadnych objaśnień w swojej poezji, skierowanych zarówno do Europejczyka, jak i Palestyńczyka. To przecież wiersze i nie ma co liczyć na didaskalia - to do czytelnika należy zrozumienie kontekstów. Kontekstów, które dla Olkiewicza zdają się zupełnie niewidoczne.

A wzmianki o Libanie w tej twórczości są kluczowe, gdyż dla społeczności muzułmańskiej, krytykowanej przez poetę, ten kraj funkcjonuje poniekąd jako wymówka, jako podstawowy punkt odniesienia. Nie potrafią się zasymilować z duńskim społeczeństwem, bo nie chcą i nie są w stanie - a zawsze przecież mogą podjąć kwestię wygnania z Izraela. Wszyscy zbierają na wyjazdy, wszyscy próbują pomagać i wysyłać pieniądze tym, co zostali na Bliskim Wschodzie. Stąd życie w Danii społeczność palestyńska prowadzi w rozkroku - nie mogąc się pogodzić tak naprawdę z tym, że wyjechali z bezsilności i w desperacji, uciekając przed biedą i nieludzkimi warunkami życia. Gdyby Olkiewicz znał twórczość starszego o pokolenie artysty palestyńskiego mieszkającego w Danii - dokumentalisty Mahdiego Fleifela - zapewne zdawałby sobie sprawę z ambiwalencji związanych z Libanem. Bo rodzice Mahdiego przebyli podobną drogę, co ojciec i matka Yahyi. Fleifel przyszedł jednak na świat w obozie dla uchodźców, w rodzinie kochającej i nietoksycznej, więc ma zupełnie inny ogląd sytuacji, co poeta.

W Zemście pojawiają się projekcje filmowe, na których Olkiewicz przebywa w specyficznym krajobrazie. Moglibyśmy go opisać jako "arabski", "bliskowschodni" bądź - idąc za obecnymi w nim obiektami - jako "poetyckie ruiny". Widzimy starszego pana zbliżającego się powoli do kamery. W końcu dostrzegamy, że jego głowę owija materiał z napisami. W pewnym momencie rozwija go i odsłania twarz. Zapewne chodzi o wizualne oddanie marzenia Hassana o wyrwaniu się z wiążącej go przeszłości i toksycznej społeczności. W spektaklu odbieram jednak postać graną przez Olkiewicza jako jednego ze wspominanych w poezji wujów, którzy zostali w Libanie i tkwią w sytuacji niemożliwej do zniesienia. Ten niezamierzony paradoks przedstawienia - opowiadania o obozie dla uchodźców bez świadomości, że się to robi - odbieram jako dość zabawny i kuriozalny.

Hassan w poezji w dość ostentacyjny sposób odnosi się również do kwestii jedzenia wieprzowiny. Dla niego konsumpcja zakazanego mięsa to z jednej strony wyparcie się korzeni, a z drugiej - poniekąd i podkreślenie, że jest już Duńczykiem, czy może - że dokonała się w nim pełna rezygnacji akceptacja otaczającej rzeczywistości, przystania na nią. Bo co i rusz to mięso ktoś mu podsuwa w aresztach, czy po prostu pojawia się ono na co dzień. A on je zjada. Muzułmańskiego czytelnika ten gest ma też szokować. W Zemście nie ma o tym mowy, bo zdaje się to Olkiewiczowi chyba nieważne. A jednak - gdyby sprawdzić ten kontekst - spór o wieprzowinę jest jednym z symboli przebiegającej w Danii wojny kulturowej. Dla Duńczyków to mięso jest ważnym składnikiem potraw tradycyjnej kuchni narodowej. Wieprzowinę przyrządza się tam na bardzo wiele sposobów. Stąd skrajną prawicę oburzają próby usunięcia jej w szkołach z jadłospisu przez społeczność muzułmańską. Palestyńscy rodzice nie chcą, by ich dzieci miały z wieprzowiną jakąkolwiek styczność, a "prawdziwi Duńczycy" czują się tym głęboko urażeni. Blokując zmiany, politycy mogą też w ten sposób podkreślić: "jeśli chcecie tu mieszkać i oczekiwać od nas akceptacji, musicie się podporządkować".

Olkiewicz w zasadzie nie tylko wyciął ważne dla twórczości Hassana konteksty, ale i częściowo ją zeszlifował, usuwając co najgorsze - a medialnie chwytliwe - fragmenty. Zrezygnował z najstraszniejszych opisów bicia poety przez ojca, czy wyciął szyderczą uwagę poety o tym, jak to małżeństwa zawierane wewnątrz rodziny powodują, że rodzą się upośledzone dzieci. Zawsze trzeba coś wybrać i dokonać selekcji - lecz w tym przypadku znaczących, a nieobecnych fragmentów jest tyle, że Zemstę odbieram jako kalekiego chłopaka, pozbawionego rąk i nóżek, a może... i głowy? Jest to więc taki oddychający korpus z sercem pompującym krew, która nie trafia do nieobecnego mózgu. Nie do końca rozumiem sens wystawiania takiego materiału na scenie.

Bardzo łatwo jest złapać się na chęci dokonania cenzury w imię politycznej poprawności, zrezygnować z dyskusyjnych fragmentów trudnej poezji. Olkiewicz nie chciał, aby Zemsta była odebrana jako rasistowska, islamofobiczna, antyarabska i dobrze rozumiem jego wahania i to, dlaczego dokonał właśnie takiej selekcji wersów. Ale bohater spektaklu nie miał takich hamulców czy refleksji. Stworzył w swojej poezji radykalną krytykę własnej społeczności - napisaną bez ogródek i nie wstrzymującą się w połowie drogi. Doskonale wiedział, co najbardziej zrani palestyńską mniejszość w Danii. Napisał po prostu prawdę. Jest ona brzydka, wręcz szpetna, trudna do zaakceptowania. Wiersze Hassana są trochę jak sama Nakba - poniekąd fascynują i przyciągają uwagę postronnych obserwatorów, bo opowiadają o realnym koszmarze.

Większym błędem Olkiewicza jest jednak być może to, że jego wybór nie jest zbyt czytelny, czy zwyczajnie choćby trafny. Podałem dwa podstawowe przykłady, które uznałem za charakterystyczne. Nawet i tam, gdzie Olkiewicz zachował pikantne i szokujące szczegóły - nie są one zrozumiałe. Bo z romansu Hassana ze znacznie starszą od siebie wychowawczynią, który przewija się przez wiele wierszy, pozostało tylko lakoniczne zdanie "PIEPRZYŁEM TWOJĄ ŻONĘ".

Piszę jednak o tym wszystkim ze sporą dozą autoironii, gdyż Zemsta to spektakl prawie że zupełnie niekomunikatywny. Ja mogę wytknąć autorowi scenariusza błędy tylko dlatego, że ten scenariusz otrzymałem i mogłem go spokojnie przeczytać. Widz w teatrze niewiele mógł zrozumieć i wynieść z przedstawienia, bo Jan Cyraniak dokonał podstawowego błędu technicznego. Za cicho ustawił poziom głośności swojej deklamacji, przez co przez sporą część przedstawienia był zagłuszony przez warstwę muzyczną. A że co i rusz się zacinał, myląc słowa i gubiąc wyznaczony samemu sobie rytm, to przedstawiał sobą dość bolesny widok. Również i sama deklamacja jako kaleki rap sprawiała wrażenie tak bardzo potłuczonej i mało wyrazistej, jakby artysta mocno dystansował się od poety. Nie potrafiąc "wejść w jego skórę" i przeżyć obecnych w poezji emocji - nie był w stanie przekroczyć na scenie poziomu marnego uczniaka, nieudacznie deklamującego przed klasą wierszyk poety, którego nie za bardzo rozumie i chyba nie za bardzo mu się ta nawet poezja podoba. Nie wiem, na ile Cyraniak był świadomy tego, że jest dopiero na etapie siłowania się z tekstem i jeszcze tak naprawdę długa przed nim droga do tego, by zaprezentować go publiczności. To w zasadzie zarzut dla reżysera, że go nie pokierował, że nie odbyła się dostateczna liczba prób i pracy nad scenariuszem Zemsty. Czy zatem piszę recenzje gotowego spektaklu, czy jakieś roboczej próby nr 5, po której powinno odbyć się jeszcze pięć kolejnych, aby dopiero wtedy zaprezentować tę produkcję widowni? Nie jest to więc wcale żadna Zemsta, a raczej Hańba.

Marek S. Bochniarz

  • Zemsta
  • scenariusz i reżyseria: Zbigniew Olkiewicz
  • muzyka i wykonanie: Jan Wolfgang
  • Teatr Ósmego Dnia
  • 15.10

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021