Kultura w Poznaniu

Rozmowy

opublikowano:

TWÓRCZA SAMOTNOŚĆ. Przestrzeń stale się kurczy

- Mam poczucie, że dobrze mi w wyobcowaniu ze świata. Wcale nie potrzebuję, aby stale mnie ktoś zabawiał i wybijał mnie z nudy, której wcale nie odczuwam. Jest nadal tyle rzeczy, które chcę robić, że w dalszym ciągu nie mam na wszystkie czasu - mówi Agnieszka Grodzińska*, artystka wizualna mieszkająca w Poznaniu.

. - grafika artykułu
Agnieszka Grodzińska, fot. archiwum prywatne

Jesteś pierwszą osobą, z którą rozmawiam na głos od kilku dni.

Naprawdę? Dlaczego nie rozmawiasz z ludźmi na głos?

Bo robię w domu różne rzeczy - i rozmawiam z nimi "tekstowo".

Dlaczego akurat teraz się przeprowadzałaś? Bo to chyba niezwykle trudny czas, by decydować się na coś takiego.

Tak po prostu wypadło. Umowę wypowiedziałam tuż przed początkiem epidemii w Polsce. Zresztą, już dużo wcześniej się do tego przygotowywałam. Potem przez ponad dwa tygodnie byłam w Berlinie i gdy wróciłam do Poznania okazało się, że muszę poddać się kwarantannie - i tam spędziłam kolejne dwa tygodnie.

Tuż po tym, jak ją ukończyłam, rząd wprowadził różne obostrzenia. A ja musiałam przeprowadzić się do nowego mieszkania. I teraz powoli się urządzam - trochę rozkładam książki, a trochę pracuję. Poza tym, bardzo dużo czasu zajmuje mi zdalny e-learning.

Czy w sytuacji pandemii było w ogóle łatwo znaleźć firmę przeprowadzkową, która w tych warunkach podejmie się zadania?

Byłam przerażona sytuacją, więc poprosiłam kilku znajomych. Oczywiście - jeden nie mógł, drugi nie chciał, trzeci się bał... W końcu znalazła się osoba, która zgodziła mi się pomóc. Ostatecznie znalazłam też firmę przeprowadzkową. Powiedzieli mi, że nie ma problemu - że dobrze rozumieją moją sytuację, a poza tym... są zdrowi i silni, i dadzą radę!

Jesteś organizatorką, czy uczestniczką e-learningu?

Ta forma to bardziej sytuacyjny przymus. I okazało się, że gdy bezpośrednio nie uczysz studentów, to nagle tej pracy robi się trzy-cztery, a nawet i pięć razy więcej. Oni piszą do ciebie nieustannie - a ty powinnaś odpisywać z pewną regularnością, by była w tym pewna dynamika pracy..

Nagle okazuje się, że twój dzień wygląda tak: pół dnia spędzasz na odpowiadaniu na wiadomości.

Teraz tych mejli od studentów otrzymuję nawet więcej, niż zawodowych. Czasami jest też ich więcej w niedzielę, niż poniedziałek [śmiech]. W tym wszystkim jakoś staram się znaleźć czas na swoją pracę, nierozproszoną przez kolejne powiadomienia.

Czego ich kształcisz - i jak pandemia wpłynęła na tę edukację?

Uczę rysunku, aczkolwiek pracuję w szeroko pojętej pracowni wizualnej. Współpracuję z innym artystą z Poznania - Zbyszkiem Taszyckim. Razem dojeżdżamy do Szczecina, od kilku lat uczymy na Akademii Sztuki. Nasze zajęcia są bardzo dynamiczne - studenci przychodzą do nas zarówno w dużych ilościach, jak i pojedynczo, bo prowadzimy ćwiczenia grupowe i organizujemy indywidualne konsultacje. Trwa to przez dwa pełne dni, po których jestem dość wymęczona. Mam jednak potem poczucie, że nie wracam już do tego po przyjeździe do Poznania i mogę zająć się własnymi sprawami. Próbuję to porozdzielać, aby po prostu nie oszaleć i nie mieć stale w głowie prac studentów, bo czasem są one bardzo absorbujące.

Gdy przenieśliśmy się z zajęciami do internetu, to wszystko zaczęło się dziać non-stop. W przypadku odosobnienia bardzo fajna jest sytuacja, gdy ktoś dzieli się z tobą tym, co robi w swoim własnym domu. Opisuje to i próbuje walczyć, a gdy mu nie wychodzi, to ty próbujesz mu jakoś pomóc. Aby to dobrze działało, wymaga wypracowania dobrego systemu. Staram się na bieżąco odpowiadać na mejle. Zaznaczam sobie wiadomości od studentów w notesie, aby o nikim nie zapomnieć. I tak spędzam czas do godz. 13, a potem zajmuję się własną pracą, czytam, oglądam, sprzątam...

Czyli nie zakładałaś sytuacji, że będziesz się łączyć ze studentami w formie spotkań zdalnych? Wysyłają ci zdjęcia swoich prac, a ty odpisujesz im, komentując to, co zrobili?

Tak, mniej więcej tak to wygląda. Kilka razy próbowaliśmy to zrobić na Skype, ale oczywiście jest tak, że nie wszyscy są w stanie być obecni o tej samej godzinie. Każdy chciałby to robić z osobna, co zajęłoby mi jeszcze więcej czasu.

Ale wcześniej mieli przecież zajęcia o konkretnej godzinie - dlaczego teraz nagle przestało im "pasować" tego rodzaju ustalenie?

Dotąd też tak nie było - przy programie zajęć dwa razy w tygodniu o każdej godzinie mieliśmy trochę inną grupę - chodzi o studentów wzornictwa, malarstwa, mediów i fotografii. Nawet przy regularnym planie nie byliśmy w stanie zebrać ich wszystkich w tym samym czasie.

Nawet gdybym dwa dni spędziła z nimi na Skype to i tak by się okazało, że ktoś nie może, bo idzie do lekarza czy pomóc babci, musi wyprowadzić psa, czy szyje maseczki.

Czy twoja pracownia znajduje się daleko od obecnego mieszkania?

Nie, znajduje się na Ratajczaka, dojście piechotą z mojego mieszkania na Łazarzu zajmuje około 25 minut, a dojechanie rowerem 15-20. Gdy wydano nowe obostrzenia w związku z epidemią, zrobiłam też sobie malutką pracownię w swoim domu, w której wykonuję drobne, niebrudzące rzeczy na papierze, niewielkie, fotograficzne wręcz kompozycje, rysunki. W przypadku pracy nad większymi obiektami, rzeźbami gipsowymi, dużymi obrazami, co 3-4 dni chodzę do pracowni. Przy okazji załatwiam różne sprawunki, robię zakupy - i wracam do domu.

Czyli wcześniej bywałaś częściej w pracowni, a epidemia spowodowała, że część pracy przeniosłaś do domu? Czy kiedyś już miałaś taki punkt w mieszkaniu?

Gdy przeprowadziłam się do Poznania na studia, to w ogóle nie miałam pracowni. Pracowałam w domu, mieszkając z innymi ludźmi. Było to bardzo problematyczne, wszystko się łatwo brudziło, nie miało się żadnego komfortu. To zadecydowało o znalezieniu pracowni poza domem, na jakimś 3 roku studiów i tak zostało do dziś. Czystość w domu, chaos tam. Daje to też możliwość hipotetycznego odcięcia od codzienności, łatwiej wejść w rytm i ciągłość pracy, którą przerwałam dzień wcześniej. Tam jestem już prawie dziesięć lat, choć to nie jest jednak zbyt duża przestrzeń. Poza tym można powiedzieć, że stale się kurczy przez to, że produkuję kolejne prace.

Co teraz robisz?

Pracuję nad swoimi realizacjami dość impulsywnie i poza konkretną wystawową koncepcją. Tego mi bardzo brakowało, bo ostatni rok miałam przepełniony bardzo konkretnymi projektami oraz rezydencjami i naprawdę tęskniłam za taką pracą bez zewnętrznego założenia. W grudniu rozpoczęłam też z Magdą Starską wspólny projekt rysunkowy Re-Act 00. Ona ma trójkę dzieci, a ja jestem stale w rozjazdach lub wiecznie "bez czasu", dlatego wzajemnie motywujemy się do pracy. Brakowało nam jakiejśpodstawowej formy zapisu myśli czy uczuć. Nasze rysunki nie zawsze pojawiają się na wystawach - czasami są osobnymi bytami, które mają miejsce raczej w codzienności, nie sprecyzowane pod żaden konkretny projekt.

Początkowo było to dość trudne - trzeba było czekać, aż dzieci zasną, czy rysować w pociągu. Teraz na pewno jest łatwiej, pracujemy nad tym regularniej, jest poczucie ciągłości zapisu. Dodatkowo jest w tej wymianie także sporo ekscytacji, równoległość, ciekawość tej "niespodzianki" od drugiej osoby. No i to też całkiem bezpieczny sposób na rozmowę w czasie izolacji.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

Więcej o cyklu "Re-Act 00": Re-Act Agnieszki Grodzińskiej i Magdaleny Starskiej

*Agnieszka Grodzińska - autorka instalacji, realizacji przestrzennych, prac malarskich i rysunkowych oraz obrazów wideo. Tworzy książki artystyczne, prowadzi badania oraz pisze o sztuce. Brała udział w wielu wystawach solowych i zbiorowych w Polsce i zagranicą. Dwukrotna stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a także Programu Wyszechradzkiego/Visegrad Fund i Art in General w Nowym Jorku. Brała udział w programach rezydencyjnych w Korei, na Węgrzech, w Czechach, Niemczech i na Słowacji. Obroniła pracę doktorską z malarstwa na UAP. Współpracuje z Galerią Rodriguez w Poznaniu.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020