Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Różne doświadczenia

- Podstawowy i najważniejszy wniosek jest taki, że nie ma jednego doświadczenia pandemii. Jest ono ogromnie zróżnicowane, co wynika choćby z różnic o charakterze klasowym. Doświadczenia ludzi z dużych miast, dobrze wykształconych, pracujących w wolnych zawodach są zupełnie innego rodzaju niż osób pracujących na przykład na liniach produkcyjnych, w sklepach - mówi prof. Marek Krajewski*, socjolog, współautor badań Życie codzienne w czasach pandemii.

. - grafika artykułu
united-nations-covid-19-response/unsplash.com

Skąd wyszła inicjatywa o prowadzeniu badań na temat życia codziennego w pandemii?

Przy tym badaniu pracuje dosyć duży, ośmioosobowy zespół. Jego inicjatorem była trójka doktorantów - Ariel Modrzyk, Małgorzata Kubacka i Agnieszka Stamm, a potem dołączyły jeszcze inne osoby związane z Zakładem Teorii i Badania Praktyk Społecznych działającym na Wydziale Socjologii UAM.

Czemu te badania miały służyć?

Funkcja tych badań była podwójna - z jednej strony poznawcza, a z drugiej trochę interwencyjna, prospołeczna. Była to próba uchwycenia tego czasu, udokumentowania go - zobaczenia, w jaki sposób ludzie doświadczają pandemii. Chcieliśmy im towarzyszyć w tym trudnym okresie, stworzyć platformę, na której się mogą wypowiedzieć, wyżalić, wyrazić swoje lęki i obawy.

Kiedy badania były prowadzone?

Zaczęliśmy je prowadzić w drugim tygodniu pandemii - wówczas jeszcze z założeniem, że przeprowadzimy tylko jedną ankietę. Potem ten projekt się jednak bardzo rozrastał. Po pierwszym badaniu, w którym wzięło udział ponad 2,5 tysiąca osób, okazało się, że istnieje duża potrzeba opowiadania o doświadczeniu pandemii, dlatego postanowiliśmy towarzyszyć tym osobom.

Jak wyglądała ankieta?

Wszystkie pytania miały charakter zamknięty, poza ostatnim: "Czy chciał (a)by Pan/Pani coś dodać na zakończenie?". Okazało się, że prawie wszyscy z tych 2,5 tysiąca osób mieli coś do dodania. Ta pierwsza ankieta okazała się najciekawsza właśnie przy tym otwartym, niezobowiązującym pytaniu. Dlatego też druga ankieta zawierała prawie wyłącznie pytania otwarte, pozwalające na swobodne wypowiadanie się na temat codzienności w czasie pandemii. Z kolei trzeci etap naszych badań polegał na tym, aby osoby biorące w poprzednich etapach przysłały nam trzy zdjęcia pokazujące, jak wygląda codzienność w pandemii. W czwartej fazie prowadziliśmy z kolei pogłębione wywiady z trzydziestką osób, wybranych na podstawie cech społeczno-demograficznych, które nas najbardziej interesowały.

Co ankietowani mieli fotografować?

Zostawiliśmy im całkowitą dowolność. To były bardzo różne fotografie. Trzeci etap był realizowany wtedy, kiedy kończyły się najostrzejsze obostrzenia - te absurdalne, które zabraniały wychodzić do parku czy lasu. Było więc wiele zdjęć pokazujących "zerwanie się ze smyczy", masowe wyjścia na tereny zielone. Ale większość z nich to zdjęcia z wnętrza mieszkań i domów pokazujące to, co nazwaliśmy załamaniem się czasowo-przestrzennych ram codzienności. Poszczególne konteksty składające się na nasze życie bardzo mocno się wymieszały. Podobnie jest też z czasem.

Jakie mieli Państwo ogólne wnioski po badaniach ankietowych? Jaka jest ta nowa codzienność?

Podstawowy i najważniejszy wniosek jest taki, że nie ma jednego doświadczenia pandemii. Jest ono ogromnie zróżnicowane, co wynika choćby z różnic o charakterze klasowym. Doświadczenia ludzi z dużych miast, dobrze wykształconych, pracujących w wolnych zawodach są zupełnie innego rodzaju niż osób pracujących na przykład na liniach produkcyjnych, w sklepach. Dla tej drugiej kategorii tak naprawdę niewiele się zmieniło - tylko o tyle, że pojawiły się reżimy sanitarne. Nie uległ zmianie natomiast sam rytm pracy ani jej miejsce, choć może stała się ona trochę bardziej opresyjna. Te kategorie jednostek nieco spokojniej również podchodziły do pandemii. To paradoks, bo pozostając na pierwszej linii, były one najbardziej zagrożone. Jednak ich codzienność została naruszona w najmniejszym stopniu.

A kto najsilniej odczuł naruszenie codzienności?

Osoby, które miały małe dzieci bądź kogoś pod opieką i zostały zmuszone do zdalnej pracy, a przez to współdzielenia życia domowego i obowiązków zawodowych. Na barki tych osób spadły też wszystkie te obowiązki, które dotąd współdzieliły z różnego rodzaju instytucjami, na przykład szkołą czy przedszkolem.

Jakie jeszcze nowe podziały wprowadziła pandemia?

Odpowiedzi bardzo różniły się między osobami z bardzo małych miejscowości i wielkich miast. Miało się wrażenie, jakby z tych ankiet wynikało, że w mniejszych miejscowościach tak naprawdę nie było pandemii. Tam życie toczyło się spokojnie i bez histerii. Natomiast w dużych miastach - ze względu na to, że są ogromnymi skupiskami ludzi, w których ryzyko zakażenia jest wyższe - ta pandemia była znacznie mocniej odczuwana.

To zróżnicowanie doświadczeń pandemii dotyczy też czegoś innego - mianowicie płci. Z naszych badań bardzo mocno wynika, że to jednak przede wszystkim kobiety zostały na powrót obarczone obowiązkami związanymi z prowadzeniem domu. Na nie też spadł obowiązek jego odtwarzania w tej nowej sytuacji. Kiedy pytaliśmy ludzi, czego najbardziej brakuje im w pandemii, to kobiety mówiły, że brakuje im czasu dla siebie i własnej przestrzeni. Z kolei mężczyźni odpowiadali, że im nie brakuje niczego. To dobrze pokazuje, iż pandemia jest też upłciowiona i to kobiety mocniej doświadczają jej skutków.

Czy okresy i przebieg pandemii miały wpływ na tę nową codzienność?

Zróżnicowanie doświadczenia zmieniało się wraz z rozwojem pandemii. Jej początkowi towarzyszył rodzaj lęku, niepokoju - niejasności dotyczącej tego, w jaki sposób wszystko będzie funkcjonować. Wtedy też robiono zapasy, podejmowano działania o charakterze zaradczym, intensywnie poszukiwano informacji, jak działać. Natomiast późniejszym fazom towarzyszyła już narastająca złość. Wynikała ona z niejasności dotyczącej obostrzeń, ich absurdalności, przedłużającego się czasu pandemii. Była to też złość skierowana do konkretnych grup. Ludzie młodzi mieli pretensje do osób starszych, że nie przestrzegają obostrzeń. Z kolei ci starsi mówili, że młodzi ludzie nie noszą maseczek, imprezują i pandemia z tego powodu się przedłuża.

Jeszcze nie poddaliśmy analizie pogłębionych wywiadów z trzydziestką osób z czwartego etapu, ale po wstępnym ich przeglądzie widać, że towarzyszy im już raczej przyzwyczajanie się do myśli, że w nowych warunkach tę codzienność trzeba odbudować. Wiemy, że to nie był epizod w naszym życiu, który się już skończył i wszystko wróci do normy, lecz to raczej nowa rzeczywistość. Trzeba więc spróbować się wobec niej określić.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*prof. Marek Krajewski - socjolog, badacz kultury, pracownik naukowy Wydziału Socjologii UAM.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021