Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

MY NAME IS POZNAŃ. Najpierw rozgrzać, potem poruszyć

- Duże emocje są schowane w małych rzeczach. Ktoś jest wściekły na przyjaciela i nie może wytrzymać tego, że komoda w salonie nie chce się domknąć. Lubię rzucać światło na przedmioty - mam wtedy nadzieję, że słuchacz się zdziwi, a przez swoje zdziwienie również zatrzyma i zastanowi. Przedmioty nie mówią, nie odpowiadają, jedynie odbijają - a na tym odbiciu w tekstach najbardziej mi zależy - mówi Barekprzestań, poznański wokalista, songwriter i producent.

Chłopak w swetrze i okularach stoi na sali sportowej. - grafika artykułu
Barekprzestań, fot. Citizen Milo

W Twojej muzyce jest coś, czego trudno nie zauważyć: nawet kiedy całość brzmi oszczędnie, emocjonalny ciężar potrafi przyjemnie przytłoczyć słuchacza. Mam wrażenie, że inaczej po prostu nie umiesz - i przede wszystkim nie chcesz - opowiadać. To kwestia temperamentu, szczerości, czy może taka jest jedyna forma, która naprawdę Cię interesuje?

Ten wspomniany "emocjonalny ciężar" jakoś zawsze przychodził do mnie w tekstach naturalnie, już od pierwszych piosenek. Faktycznie jest tak, że trudno mi napisać coś lżejszego. Kiedy piosenka jest o dzieciństwie, powiem o radości i beztrosce, ale zazwyczaj później podkreślam, że te czasy już nie wrócą. Wynika to pewnie z tego, że sam lubię być odbiorcą słodko-gorzkich treści - nie tylko w muzyce. Wzrusza mnie takie wieczne "niedopełnienie", dużo w nim smutku i radości. Poza tym z tego, co obserwuję u swoich odbiorców, ludzie czasami potrzebują takiego kontrolowanego ciężaru.

"Balkon" z 2021 roku był bardzo intymny, "Miło" sprzed dwóch lat otworzyło Cię na zespół i większą formę, a najnowszy album, "Bartuś", znowu brzmi jak ruch do środka. Widzisz w tej płycie powrót, reset, czy raczej kolejny sposób opowiadania o tych samych sprawach?

Zrobiłem "Bartusia", bo chciałem sam sobie pokazać, co mam w środku. Ta płyta to jednocześnie sprawdzian moich możliwości realizatorsko-produkcyjno-inżynierskich - byłem ciekawy, co się urodzi, jeżeli wszystkim zajmę się sam. Emocjonalnie i stylistycznie zdecydowanie wracam. Opowiadam o zakończeniu relacji i nowym początku. W tle słychać tylko gitarę, a tak brzmiały moje pierwsze piosenki. Być może chciałem tą płytą "zresetować" swoją dotychczasową twórczość, wrócić na chwilę do siebie, żeby później wpuścić innych do swojego tworzenia jeszcze bardziej.

No właśnie - "Bartusia" złożyłeś sam, w pokoju, wracając do trybu, od którego wszystko się kiedyś zaczęło. Co najbardziej zmieniło się między tamtym "sam" a dzisiejszym "sam"?

Największa zmiana zaszła na etapie wykluwania się piosenki. Tworzenie Barekprzestań to zawsze była jakiegoś rodzaju współpraca - czy to realizatorsko-producencka, choćby z Saburrakapem i Heniem, czy mikserska z Banzo. Dzisiaj największa różnica to wpuszczanie zespołu do piosenki na etapie pisania samego numeru. Często bywa tak, że przynoszę na próbę szkielet piosenki, nad którym później pracujemy wspólnie, ale bywają też sytuacje, że piszę z kimś numer od zera, tak jak to było w przypadku najnowszego singla "Halo", którego zarys stworzyliśmy wspólnie ze wspomnianym Banzo. To zupełnie inny "workflow", który mnie fascynuje, a trochę się go boję i chcę się z nim oswoić. Wtedy powstają zupełnie nowe mieszanki emocjonalne.

Zauważyłem, że masz bardzo obrazowy język, ale on nie ucieka w efektowną metaforę - bliżej mu do konkretu, detalu, rzeczy uchwyconych z bliska. To Twój sposób, żeby jak najdłużej wytrwać przy jednej emocji i jej nie rozproszyć?

Myślę, że duże emocje są schowane w małych rzeczach. Ktoś jest wściekły na przyjaciela i nie może wytrzymać tego, że komoda w salonie nie chce się domknąć. Lubię rzucać światło na przedmioty - mam wtedy nadzieję, że słuchacz się zdziwi, a przez swoje zdziwienie również zatrzyma i zastanowi. Przedmioty nie mówią, nie odpowiadają, jedynie odbijają - a na tym odbiciu w tekstach najbardziej mi zależy.

W wersjach live Twoje utwory zyskują energię, ruch, oddech, ale jednocześnie trochę oddalają się od tej klaustrofobicznej bliskości, która jest bardzo mocna na płytach. Czujesz, że koncert zawsze coś dodaje, ale też coś odbiera?

Odbiorca na żywo nie chce być od razu chwytany za serce, poruszany - nie chce od początku płakać i myśleć o pięknie przemijania. Najpierw musi podskoczyć, uśmiechnąć się, powiedzieć koleżance obok, że jest fajnie. Widza trzeba rozgrzać, żeby zaufał - i wtedy można spróbować nim targnąć. Myślę o Barekprzestań - studyjnie i Barekprzestań - na żywo jak o różnie pokolorowanych obrazkach, które ostatecznie przedstawiają to samo. W studiu można wyprodukować intymność oszczędną aranżacją, cichym śpiewaniem, wieloma podejściami, a na żywo trzeba słuchacza oswoić do takiej "klaustrofobicznej bliskości".

Jak bardzo lubisz ten moment wyjścia do ludzi? Stawanie z nimi twarzą w twarz jest dla Ciebie naturalnym przedłużeniem tych piosenek? A może czymś, czego za każdym razem trzeba się na nowo nauczyć? I czy masz poczucie, że bardziej chcesz ludzi przytulić, czy jednak trochę nimi potrząsnąć?

Próbuję potrząsnąć, żeby potem przytulić - i na odwrót. Uwielbiam koncerty, kocham swój zespół, lubię spotykać się z widownią, rozkręcić ich, podzielić się energią niewybieganego psa, żeby później przywalić wrażliwością z zaskoczenia. Kiedy zaczynaliśmy grać materiał z "Miło" razem z zespołem, potrzebowałem się oswoić i znaleźć w nowym sposobie grania na żywo tę wrażliwość, na której mi tak zależy. A kiedy już znaleźliśmy ją wspólnie, okazało się, że numery działają lepiej niż wcześniej.

Szczerość zawsze niesie ryzyko - choćby takie, że bardzo łatwo zostać zaszufladkowanym jako "ten wrażliwy gość od emocji". Traktujesz to jako ograniczenie czy jako punkt wyjścia, który można później po swojemu rozmontować?

Ta szufladka mi nie przeszkadza, a nawet się z nią zgadzam. Wykonałem dużo roboty ze swoimi emocjami, na tyle dużo, że ten "wrażliwy gość" mi się podoba. Jeżeli jestem "gościem od emocji", to zawsze można z tego punktu uderzyć zaskoczeniem - bo "ten gość od emocji zrobił taką piosenkę, to szokujące, zupełnie to do niego nie pasuje". Jest to już jakiś kontekst, a kontekst jest cenny.

Poznań w Twojej muzyce nie jest dosłowny, ale mam poczucie, że cały czas gdzieś w niej krąży. To dla Ciebie realny grunt, na którym wyrastają te piosenki, czy bardziej stan głowy, rodzaj wewnętrznego pejzażu?

Atrakcyjna jest dla mnie wizja bycia kojarzonym nie tyle z Poznaniem, ile w ogóle z jakimś miastem - ma to jakiś urok. Chociaż Poznań jest oczywiście najwspanialszy, tu się urodziłem, tutaj mieszkam i bardzo go kocham. Na "Balkonie" celowo umieściłem Poznań w roli postaci drugoplanowej, dzisiaj nie mówię o nim już w piosenkach, chyba że nieświadomie. Jest to ważny kontekst dla mojej muzyki, bo praktycznie cała wydarzyła się tutaj - tu nagrałem i napisałem wszystkie płyty, tutaj odmierzam przestrzeń i czas mieszkaniem w różnych dzielnicach.

Powiedziałeś, że "potrzebowałeś wyrzucić z siebie parę rzeczy". To brzmi jak domknięcie pewnego etapu. A co "Bartuś" otwiera? Jakie nowe rzeczy dopiero uruchamia i co dziś widzisz na horyzoncie?

"Bartuś" otwiera działanie z zespołem - staramy się, żeby wszystkie piosenki od tej pory były tworzone w jakimś stopniu we współpracy. Gramy coraz więcej koncertów, wydajemy razem piosenki i jestem przekonany, że właśnie we wspólnej muzie jest ukryta nowa odsłona wrażliwości projektu Barekprzestań.

Rozmawiał Sebastian Gabryel

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026