Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Czy Forecki... Polskę?

W 2009 roku Mariusz Forecki wydał pierwszą książkę o Polsce - nosiła tytuł "I love Poland". Dziś dokonuje radykalnej reedycji tamtej próby - z tytułu znika "I love", książka jest czarna z wierzchu, gęstoszara wewnątrz, waży więcej i to nie tylko dosłownie. 

. - grafika artykułu
fot. Mariusz Forecki, z albumu "Polskę"

Jesteś dokumentalistą od ponad 40 lat. Polskę jest Twoją ósmą publikacją. Ostatnią książką był "Kurz" - fotograficzna opowieść o imperializmie w krajach po Związku Radzieckim. Co wydarzyło się po "Kurzu", że postanowiłeś przygotować ze swoich archiwalnych zdjęć kolejną publikację o Polsce? Co było impulsem i czy istnieje klucz, którym się kierowałeś przy wyborze zdjęć?

Impulsy były dwa. Po pierwsze, zacząłem się zastanawiać, co mnie właściwie ukształtowało. W życiu przychodzi taki moment, że człowiek zadaje sobie pytanie, dlaczego tak, a nie inaczej myśli, zachowuje się i pracuje. Ta publikacja jest właśnie o tym, co ukształtowało mnie i wielu moich rówieśników w latach 80. i 90. ubiegłego wieku. O tym, co nas otaczało, jak wyglądało życie w epoce bez internetu i telefonów komórkowych. Na zdjęciach są sytuacje, z którymi stykaliśmy się na co dzień - na dworcu, podczas koncertów rockowych, podróżując, spotykając się z przyjaciółmi. Są też zdjęcia, które powstawały gdy pracowałem jako fotoreporter - z zakładów pracy, ważnych społecznie wydarzeń.

Drugi powód dotyczył warstwy tekstowej. Gdy już miałem pomysł na opowieść zdjęciową, uświadomiłem sobie, że te teksty są już właściwie gotowe - znajdują się na zdjęciach transparentów, napisów na murach, graffiti pod mostami. Okazało się, że przez lata podświadomie gromadziłem te napisy. Znalazłem w swoim archiwum dokładnie to, czego potrzebowałem. I łatwo było przetłumaczyć je na angielski. Dzięki temu tekst jest widoczny bezpośrednio na zdjęciu, a dla czytelników anglojęzycznych napisy zostały przetłumaczone na kolejnych stronach książki.

Fotografie z graffiti i teksty z hasłami są w książce rodzajem przecinków, wyraźnych graficznych przerywników. Tworzą ramę formalną dla całości.

Układałem te zdjęcia graffiti z początku lat 90. ubiegłego wieku tak, aby rozpoczynały kolejne rozdziały. Chciałem, żeby książka miała wyraźny początek, rozwinięcie i zakończenie - które przynosi nieprzyjemną puentę. Nie chciałem pozostawiać tej historii niedopowiedzianej. Dlatego na końcu pojawia się znacząca fotografia - graffiti czaszki z fryzurą punk typu "irokez", będącym symbolem buntu przeciwko ówczesnemu porządkowi społecznemu.  Całość, wydaje mi się, tworzy zgrabną strukturę.

Pierwsze wrażenie z lektury tej książki jest dość ponure. Znając Twoje wcześniejsze publikacje, zauważyłem, że o ile "I love Poland", "BlueBox" czy "Mechanizm" były przesycone ironią, sarkazmem, Twoim charakterystycznym poczuciem humoru, o tyle w "Polskę" klimat jest znacznie cięższy, momentami przytłaczający i pesymistyczny...

Dokładnie o taki odbiór mi chodziło. Zależało mi na poważniejszej w nastroju publikacji. Choć uważam, że "Kurz" i "Człowiek w ciemnych okularach" też były poważne, to tamte dotyczyły Rosji. Moje wcześniejsze książki o Polsce były lżejsze. Tym razem chciałem, żebyśmy głęboko zanurzyli się w klimat przełomu lat 80. i 90., w to, jak żyliśmy i co wtedy nas otaczało.

Razem z Andrzejem Doboszem, projektantem większości moich książek, chcieliśmy, żeby "Polskę" mocno oddziaływała na zmysły. Na pierwszy rzut oka fotografie są trudne, szare, sprawiają wrażenie zakurzonych i nieprzyjemnych. Gdy zdziera się folię z książki uderza nas mocny, specyficzny zapach farby drukarskiej. Użyliśmy jej bardzo dużo, zdjęcia są ciemne, gęste i mocne. Odrzucający zapach w połączeniu z gęstym obrazem zmusza do przedzierania się przez warstwę wizualną. Dopiero po chwili ten świat nabiera kontrastów i zaczynamy widzieć go normalnie. Gdybyśmy odtworzyli tamtą rzeczywistość niewielu ludzi chciałoby się w niej dzisiaj znaleźć. Chciałem odejść od dotychczasowego "śmiechu przez łzy", znanego choćby z Czechowa, na rzecz totalnego zanurzenia w rzeczywistości, która nas wtedy oblepiała.

Uprawiasz autorską odmianę fotografii wernakularnej, czyli odkrywania, dekodowania i  układania w opowieść archiwów zdjęciowych. O ile inni robią to na zdjęciach cudzych, Ty robisz to na archiwum własnym. Historia z napisami i graffiti jest o tyle ciekawa, że najbardziej doświadczeni ludzie z branży i podręczniki do fotoreportażu zawsze powtarzali jedną zasadę: "Nie publikuj zdjęć, na których są napisy, zdjęcie ma opowiadać samo, a tekst w kadrze to pójście na łatwiznę". Sam przez 40 lat trzymałeś się tego przykazania, teraz je złamałeś...

Dla mnie te napisy na zdjęciach stały się po prostu tekstem literackim tej książki. Były mi potrzebne do nadania kontekstu zdjęciom. W książce są może dwa zdjęcia z napisami, które mogłyby funkcjonować jako autonomiczne, pojedyncze kadry bez kontekstu. Ale w masie tworzą zwartą strukturę tekstową.

Książki "I love Poland", "Mechanizm", "Polskę" przynoszą inny efekt pracy z Twoim archiwum. Wyjątkiem od podejścia archiwalnego jest książka "W pracy", którą od początku planowałeś i wymyślałeś w trakcie fotografowania jako spójny projekt o jednym zjawisku.

Częściowo tak, ale "Mechanizm" składa się z trzech części, z czego dwie to faktycznie archiwa, ale ostatnia jest współczesna. Tam chodziło o pokazanie pewnego mechanizmu społecznego, a do tego potrzebny jest czas. W przypadku książki "Polskę" chodziło z kolei o dorastanie do konfliktu. Pokazałem skrajności - z jednej strony kościół i władzę, z drugiej opozycję i protesty. Starałem się też pokazać proces, który doprowadził nas do głębokich podziałów społecznych. Te skrajności nas ukształtowały i kształtują nas bezustannie.

Książkę otwiera zdjęcie z protestów z 2020r., w obronie praw kobiet, pokazujący kilkadziesiąt haseł na tablicach z poznańską katedrą w tle. Zapowiada on to, co zobaczymy na zdjęciach murów z lat 90. w dalszej części książki. Zastanawia mnie, że w kontekście opowieści o konfliktach w Polsce, w książce pojawiają się tylko dwie współczesne fotografie na początku i na samym końcu...

One stanowią klamrę. Chciałem, by prócz zmierzenia się z tym co mnie kształtowało nowa książka była właśnie o konflikcie, a te dwie współczesne fotografie to podkreślają. Prowadzę widza przez eskalację napięć. Na początku lat 90. to pękło - poczuliśmy się wolni, skończyła się komuna, zaczęliśmy budować nowe państwo i... wtedy właśnie zaczął narastać ten głęboki, wewnętrzny konflikt. Mam nadzieję, że taki układ i edycja książki pozwalają ten proces zobaczyć.

Rozmawiał Grzegorz Dembiński 

  • Mariusz Forecki, "Polskę"
  • wyd. pix.house 

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026