Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Wędrowcy i Himalaje

Sportowe metafory w opisywaniu muzyki to codzienność. W większości spowszedniały, stały się językowymi wytrychami, którymi skrótowo opisujemy rzeczywistość. Są jednak sytuacje, gdy taka metafora trafia w punkt - jak w przypadku ostatniego koncertu Filharmonii Poznańskiej.

Pianista gra z zamkniętymi oczami, w pełnym skupieniu. - grafika artykułu
fot. Kuba Cichocki

Pianista Severin von Eckardstein zagrał jednego wieczoru dwa koncerty fortepianowe: "III Koncert cis-moll" Franza Xavera Scharwenki i "III Koncert" Nikołaja Medtnera. Dyrygent Łukasz Borowicz w koncertowej zapowiedzi porównał to wyzwanie do zdobywania korony Himalajów. Od siebie dodam, że tego wieczoru była to korona w stylu Jerzego Kukuczki: często bez tlenu, nowymi drogami wspinaczkowymi i w warunkach zimowych. Dlaczego? Tak jak tlen wspomaga organizm i pozwala oszczędzać siły na 8 tysiącach metrów, tak rezygnacja z niego bardzo forsuje organizm wspinacza. Podobnie wyjście poza (względny) komfort zagrania jednego koncertu na wieczór staje się ogromnym wyzwaniem emocjonalnym i fizycznym. Kukuczka wyszukiwał nowych tras wiodących na szczyty, a von Eckardstein zagrał rzadko grane i mało znane kompozycje. Wreszcie ogromne techniczne trudności obu "Koncertów" wystawiają pianistę na próbę tak, jak mordercze himalajskie zimy testują wspinaczy.

Wymagania techniczne "Koncertów" są jednym z powodów, przez które łatwo byłoby zamknąć Scharwenkę i Medtnera w jednej szufladzie. Obydwaj byli także rozchwytywanymi wirtuozami fortepianu i kompozytorami odnajdującymi się najlepiej w estetyce romantyzmu. Opuściwszy rodzinne strony zostali obywatelami świata. Rzecz w tym, że takie postawienie sprawy jest błędne: mamy tu do czynienia z dwiema bardzo różnymi osobowościami. Scharwenka zamienił rodzinne Szamotuły na Berlin by się kształcić, a potem osiadł tam na stałe. Był z ducha romantykiem niemieckim. Jego "III Koncert" pełen jest ciężkich emocji, toczy się w nim bezustanna walka między mrokiem a światłem. To drugie zwycięża, ale po wielu trudnościach i zwrotach akcji. W I części znajduje się wielka solowa kadencja, w części III też słyszymy większe fragmenty bez towarzyszenia orkiestry. Z kolei Medtner opuścił ojczystą Rosję uciekając przed rewolucją bolszewicką. Ujęcie emocji w jego muzyce jest zupełnie inna niż u Scharwenki. "III Koncert" jest słowiańsko-melancholijny i introwertyczny. Zamiast wybuchów emocji i starć przeciwieństw, mamy tu przebłyski radości i intymne rozmyślania. Fortepian i orkiestra są zespolone w jeden organizm. Bezustannie grają razem i współpracują - solowe takty fortepianu i wejścia samej orkiestry stanowią tylko ułamek kompozycji.

Von Eckardstein okazał się właściwym pianistą do zmierzenia się z obydwoma "Koncertami" naraz. Zagrał je z ogromną pewnością siebie i swobodą, jakby mierzył się z kompozycjami prostszymi i wykonywanymi już wielokrotnie. W "Koncercie" Scharwenki świetnie zbudował burzliwą, emocjonalną interpretację, w której wszelkie kontrasty odnalazły swoje miejsce. Do Medtnera dobrał delikatniejszą ekspresję, przenosząc słuchaczy w inny świat. Trudy tak ułożonego repertuaru nie stanowiły dla von Eckardsteina trudności, a stały się okazją by pokazać wiele muzycznych perspektyw. Solidnych partnerów znalazł w orkiestrze Filharmonii, którą pewną ręką i dużym spokojem poprowadził Łukasz Borowicz. Warto wyróżnić bardzo dobrą dyspozycję sekcji dętej drewnianej i solowych waltorni.

Zdobycie pianistycznej korony Himalajów przez von Eckardsteina to ważny, ale nie jedyny powód sukcesu koncertu. Zabrzmiała na nim muzyka mniej znana, ale wartościowa. Została gorąco przyjęta przez publiczność, co w takich okolicznościach zawsze cieszy. Pokazuje to także, że konsekwencja w odkrywaniu i promowaniu mniej rozpoznawalnych twórców ma sens. Spotykany czasami w instytucjach kultury strach przed rzadkim repertuarem jest dużo większy niż ewentualna niechęć odbiorców. Doświadczenie pokazuje, że ci są z reguły bardziej otwarci i głodni nowości, niż może się wydawać. Na szczęście nie trzeba o tym przekonywać Filharmonii Poznańskiej, która na takim właśnie repertuarze oparła swoją markę i z żelazną konsekwencją poszerza swój koncertowy repertuar.

Paweł Binek

  • 527. Koncert Poznański "Wędrowcy"
  • Severin von Eckardstein - fortepian, Łukasz Borowicz - dyrygent
  • Orkiestra Filharmonii Poznańskiej
  • Aula UAM
  • 13.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026