Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Osiecka według Basi

Basia - Agnieszka, Agnieszka - Basia. Dwa światy, dwie twórczynie i dwie energie, których splot mogliśmy podziwiać w miniony sobotni wieczór w klubie Blue Note. Czekałam na ten koncert, jak zresztą na niemal każde kolejne wcielenie repertuaru, który tak wielu z nas ma wpisany w DNA. Jak było? Doskonale! Rewelacyjne aranżacje Jacka Piskorza w wykonaniu świetnego bandu zafundowały nam wieczór idealny.

. - grafika artykułu
fot. Maciej Chomik

Basia Małecka to żywe srebro, a jej Osiecka - dowód na to, że ponadczasowe historie potrafią być niewyczerpanym źródłem inspiracji. W ilu interpretacjach już ją słyszeliśmy, przez pryzmat ilu wrażliwości, głosów i perspektyw na nią spoglądaliśmy, a wciąż nie odkryliśmy wszystkiego - niesamowite, prawda? Wciąż na scenę wkracza ktoś, kto pokazuje nam, że można jeszcze tak, inaczej. Nie lepiej, bardziej czy głębiej - a inaczej właśnie, po swojemu. 

"Agnieszki" się nie słucha, "Agnieszkę" się chłonie. "Agnieszkę" się później nuci i za "Agnieszką" się tęskni, scrollując koncertowe ogłoszenia w poszukiwaniu informacji o tym, że będzie można się z nią spotkać na żywo w składzie, który Piskorz obmyślił sobie jako pełny - na septet jazzowy i 20-osobową orkiestrę. Jego aranżacje nakładają na Osiecką kolejną warstwę niegasnącego podziwu - choć przysłuchuję się im od lat, ani razu nie poczułam znużenia czy rozczarowania zaproponowanymi rozwiązaniami. Niezależnie, czy mówimy tu o konkursowych finalistach czy tych, którzy wygrali i wydali swój autorski album - Piskorz zawsze proponuje im język, w którym nie tylko mogą się biegle porozumiewać, ale i tworzyć muzyczne neologizmy z cyklu "nikt nie prosił, wszyscy potrzebowali". Mamy tu neo-jazz i nu-soul, mamy mocny soulowy groove i soczyste, jazzowe harmonie. A nad tym wszystkim głos Małeckiej - pełen iskry i ikry, lekki i zwinny, aksamitny i czuły. Energia, jaką emanuje na scenie, jest nie do podrobienia. Wszystko jest w ruchu - i jej interpretacje, i ona sama - co zresztą widać nawet na przyjemnie zblurowanym zdjęciu, które znalazło się na okładce płyty. Połączenie delikatności i siły, sentymentalnego zatrzymania z wewnętrznym ogniem, który napędza do działania i wokół którego wszyscy chcą się gromadzić, nie potrafiąc się oprzeć jego hipnotyzującym płomieniom. Moją szczególną uwagę przykuł sposób, w jaki Małecka postanowiła potraktować teksty - z jednej strony robi to bardzo uważnie, z drugiej - bez nabożnej ostrożności, która często odbiera piosenkom Osieckiej powietrze, oddalając ją od tego, co ludzkie i skupiając się na tym, co pomnikowe i wyidealizowane. Jej interpretacje opierają się na naturalnym rytmie frazy i na oddechu, nie na demonstracyjnym odgrywaniu emocji. Głos nie dominuje nad aranżacją, ale wchodzi z nią w relację, podąża za groovem i idealnie współgra z energią całego zespołu. Małecka śpiewa bardzo świadomie, ma doskonałe wyczucie formy i zaufanie do materiału, dzięki czemu nie ma potrzeby podkreślania swojej obecności nadmiarem środków.

Między utwory z "Agnieszki" wplotła swoje autorskie kompozycje, których teksty mocno związane były z jej osobistymi doświadczeniami. Dostaliśmy też dwa cudowne ekstrasy - pierwszy w postaci wydanego całkiem niedawno, przyjemnie groovowego "Sing, sing" i kultowego, mocno ekscentrycznego "Niech żyje bal" - zaaranżowanego wyłącznie z myślą o koncertach live, bez planów na rejestrację i emisję w portalach streamingowych.

Kultowy już konkurs wokalny "Pamiętajmy o Osieckiej" to prawdziwa kuźnia opowiadaczek i opowiadaczy historii, co roku gromadząca grono, od którego nie sposób oderwać uszu. Po sobotnim koncercie - moim pierwszym spotkaniu live z Małecką - jej Osiecka trafiła do tego samego miejsca, w którym od lat królują Marcin Januszkiewicz (laureat I miejsca z 2011 roku, wydał płytę "Osiecka po męsku"), Maja Kleszcz (która z "Osiecką de luxe" wystąpiła na koncercie finałowym w 2022 roku) i Sylwia Zelek-Golonka (zwyciężczyni 27. edycji konkursu, której urzekającego koncertu miałam przyjemność posłuchać na zeszłorocznej gali finałowej - klasa!). Miejsca wyjątkowego, często odwiedzanego i pokazywanego jako przykład potraktowania tekstu jako materii, której kanwa składa się z dziesiątek odcieni, faktur i melodii. Czekam z niecierpliwością na album zeszłorocznej laureatki, Wiktorii Wojtas - jestem pewna, że narobi niemałego zamieszania. 

Cieszę się ogromnie, że mimo pierwszej nieudanej próby wzięcia udziału w "Pamiętajmy o Osieckiej" Basia Małecka nie odpuściła i walczyła o swoje. Muzyczny nieboskłon rozjaśnił się dzięki temu blaskiem, który pociąga autentycznością, charyzmą i zachwyca talentem. Basia niczego nie udaje, nie próbuje wpasować się w ramy takich-a-nie-innych-wykonań piosenki aktorskiej, które ktoś kiedyś ustalił. Wyjęła Osiecką z tego kontekstu i wsadziła ją tam, gdzie mogły zacząć być ze sobą po imieniu. Jest lekko i wdzięcznie, ale nie naiwnie, jest intensywnie i mocno, ale nie przytłaczająco. "Agnieszka" nie jest klasyczną "nagrodową płytą", której pojawienie się zbyt często bywa początkiem i końcem jednocześnie. Jest albumem świadomym i przemyślanym, który dość szybko pokazał zarówno publiczności, jak i krytykom, że nie jest jedynie jednorazowym hołdem, jednym z miliona trybutów, o których zapomni się, nim wybrzmi ostatni dźwięk. "Agnieszka" to płyta do powrotów i koncertowy repertuar do zachwytów - nad formą, treścią, interpretacją. Tak jak nie wyobrażam sobie jesieni bez "Osieckiej...", tak nie wyobrażam sobie Osieckiej bez "Agnieszki". Basia zjawiła się w czasie idealnym i będę trzymać kciuki, by fala, na której szczycie stoi, zaniosła ją najdalej, jak to możliwe. Świeć nam! 

Marta Szostak

  • Basia Małecka
  • Blue Note
  • 31.01

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026