Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Dzisiaj jest tylko wspomnieniem

- To nie był koncert dla samochodów, lecz dla Was. Kochajcie się wszyscy i szanujcie - powiedział na zakończenie Ralph Kamiński. Jego występ był wędrówką pomiędzy rozmachem i energią, a melancholijną kołysanką. Publiczności skrytej w samochodach albo kołyszącej się przed nimi brakowało namiastki normalności koncertowej, a pandemiczne odosobnienie sprawiło, że ten wieczór każdy przeżywał na swój sposób, osobno.

. - grafika artykułu
fot. Jacek Mójta

Niedzielny koncert rozpoczęły Autobusy, a zatem piękne chórki i mieniący się księżyc, wypełniający sceniczną scenografię. Potem rozgrzewka z muzykiem, czyli cardio - rytmiczny step, gwizdek w ustach Ralpha i jego trenerski kostium. Początkowo byłam trochę zmieszana. Małe déjà vu przyniosło skojarzenie, jakbym podczas trzech pierwszych utworów była na koncercie Abby, na którym skądinąd nigdy nie byłam, ale zawsze w taki sposób go sobie wyobrażałam. Białe stroje, dzwony, energia, rytm i rozmach.

Przy początkowych utworach miałam wrażenie, że czasem niepotrzebnie Ralph chciał udowodnić swoją alternatywność. A to ktoś wpadał na scenę, żeby na 15 sekund zabrać wokaliście mikrofon, by ten bez krępacji mógł sobie potańczyć, a to znów gitarzysta w międzyczasie palił na scenie papierosa. Na początku koncertu odniosłam wręcz wrażenie, że na scenie jest więcej Ralpha tańczącego i skaczącego, aniżeli śpiewającego.

Czwarty utwór zwiastował moment, w którym Ralph przedstawił swoje inne oblicze, a więc otulający i aksamitny głos, przemyślany tekst i wspaniałą prostotę, a zarazem różnorodność dźwiękową. Subtelność 2009 dużo lepiej obrazowała jego doskonałość muzyczną niż zbyt rozenergetyzowane kawałki wypełnione choreografiami niemalże wszystkich obecnych na scenie muzyków. Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu opcja, kiedy to siedziałam w samochodzie i skupiałam się tylko na świetnej warstwie muzycznej płynącej z radioodbiornika. Trzeba w tym miejscu pochwalić Enea Edison Festival - jego organizatorzy zadbali o najwyższą jakość dźwięku, który docierał do zgromadzonej w samochodach publiczności.

Kosmiczne energie zdecydowanie stanowiły przełom tego koncertu. Intro rozpoczynające utwór było zupełnie odmienne od tego, do którego przyzwyczailiśmy się w oryginale. Delikatnie dialogująca z głosem wokalisty gitara stała się kołysanką, pięknie opowiadającą o naszym wspólnym kosmosie, w którego ciszy chcemy się skryć "by nie zburzyć spokojnego świata". Początek tej kompozycji był pełen przeszywającej delikatności i ogromnej melancholii. Po chwili usłyszeliśmy już standardową wersję, wzbogaconą o niemenowskie brzmienia. Zarówno rozbłyskujące na scenie światła, jak i dźwięki były tu bardzo spójne, a głos Ralpha zniewalający. Do tego utworu klaskały już wszystkie ręce, a nawet niektóre klaksony i alarmy.

W tej lirycznej narracji zostaliśmy już do końca. Młodość była przedostatnim utworem tego koncertu. Do odbioru całości wystarczyła już wtedy po prostu wspaniała muzyka i subtelnie kontrastujące z nią światła. Refleksyjna opowieść, którą w drugiej części wieczoru kreował Ralph, była spojrzeniem w głąb duszy artysty. Autoportretem i opowieścią o nim samym. Subtelną narracją o wspomnieniach pełnych emocji i blasku. Na bis Ralph wraz z zespołem wrócili w towarzystwie klaksonów rozbrzmiewających na parkingu poznańskiego stadionu, by zagrać Pożegnanie z bajką. Kompozycja znana z repertuaru Zdzisławy Sośnickiej, w jego wykonaniu nabrała nowego znaczenia.

Ralph Kamiński zachwycił mnie tego wieczoru najbardziej, kiedy nie rozpraszał performancem, lecz zachwycał głosem o ogromnej skali i przepięknej barwie oraz swoją oryginalnością muzyczną i tekstową bez zbędnych dodatków wizualnych. Zachwycały również wspaniałe chórki, dopełniające warstwę muzyczną niemalże cały czas. Na odrębną uwagę zasługuje wspaniała perkusistka Wiktoria Jakubowska, doskonale kreująca napięcia kompozycji, instrumentem pulsująca niczym bicie serca. Świetnie współgrały też syntezatory, łączące brzmienia akustyczne z elektroniką.

Sztuka Ralpha to całość. To performance, któremu możemy oddać się w całości lub z którym chcemy polemizować. Podczas tego koncertu bardziej liczyłam na to, że więcej usłyszę niż zobaczę.  Najbardziej melancholijne utwory trafiały chyba do każdego z obecnych, lecz odosobnienie spowodowane trwaniem przy własnym samochodzie nie wyzwoliło wśród zgromadzonej publiczności "kosmicznych energii". Pełna głębi poetycka i muzyczna wędrówka sprawiła jednak, że wyszłam z tego koncertu wzruszona, bowiem na koniec wszyscy, tak po prostu, życzyliśmy sobie "wszystkiego najlepszego".

Katarzyna Nowicka

  • koncert Ralpha Kamińskiego
  • parking przy Stadionie Poznań
  • 9.08

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020