Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Poznańska Nagroda Literacka. Młoda literatura zadaje rany

Z Marcinem Jaworskim, przewodniczącym kapituły Poznańskiej Nagrody Literackiej, o laureatce Nagrody im. Adama Mickiewicza Dorocie Masłowskiej oraz o wyróżnionej Nagrodą-Stypendium im. Stanisława Barańczaka Justynie Kulikowskiej, rozmawia Izabela Zagdan. 

Mężczyzna ma okulary, błękitną koszulę i ciemną marynarkę, do której przeczepił pin Festiwalu Fabuły. Stoi w parku w pełnym słońcu. - grafika artykułu
Marcin Jaworski, fot. materiały prasowe

zdrowych zmysłach tak nie pisze, nie używa takich form stylistycznych, nie robi tylu błędów językowych, bo to karalne (np. w szkole oceną ndst.)!", "wyższościowe heheszki" - to tylko niektóre cytaty z opinii dotyczących książek Doroty Masłowskiej, zaczerpnięte z portalu lubimyczytac.pl. Czy to nie zły znak, że tak wielu czytelników nie lubi tej autorki?

Przeciwnie, to bardzo dobry znak! Trudno sobie wyobrazić lepszą sytuację niż tę, w której twórczość literacka wzbudza tak różnorodne emocje. Wszystkie książki Masłowskiej, od debiutu począwszy, wzbudzały sprzeczne reakcje, recenzje i opinie - tak wśród literaturoznawców czy pisarzy, jak wśród szerokiej publiczności. Sama autorka nie ma chyba nic przeciwko tak ostrym reakcjom, o czym świadczy choćby sposób, w jaki kreuje świat. Na przykład w "Magicznej ranie" czarny humor przesuwa się czasem w kierunku satyry, w której można dostrzec celny dystans do społecznych schematów, ale nie do ludzi.

Masłowska pisze do nas ze środka świata i kultury, w których żyjemy. Nie ustawia się do nikogo na dystans. Można powiedzieć, że siedzi na tym samym zabałaganionym łóżku, co my, je ten sam kubełek lodów i ogląda ten sam telewizyjny show czy serial w streamingu. I nagle... zaczyna stawiać pytania metafizyczne. Zastanawia się na przykład nad tym, jak mogłyby wyglądać zaświaty, albo nad naturą miłości, a potem wraca znów do banalnej codzienności. Zaskakuje to tylko w pierwszej chwili, intuicyjnie wiemy bowiem, że tak działa nasza wyobraźnia. Nikt lepiej niż Masłowska nie potrafi tego uchwycić i robić dobrej literatury właśnie z banału, z kliszy, z tkwienia w rutynie.

Czy Masłowska jest czyjaś i jakaś, jeśli mówimy o kategoriach światopoglądowych i politycznych?

Gdy czytelnicy, na przykład na spotkaniach autorskich, domagają się od Doroty Masłowskiej zajęcia jakiegoś stanowiska w ważnej dla nich debacie światopoglądowej, ona raczej uchyla się od zabrania jednoznacznego głosu, mówi, że pisarstwo nie jest od rozstrzygania kwestii publicystycznych. A potem... odpowiada na te i podobne pytania swoją literaturą. Myślę, że to wynika ze świadomości pisarskiego rzemiosła i roli pisarki, które celowo nie dają się zamknąć w politycznej szufladce.

Spór polityczny o to, czy Masłowska jest nasza, czy nie-nasza, to osobna kwestia i zaskakująca reakcja na jej literaturę. Bywała przecież rozpatrywana jako bohaterka prawicy - np. po opublikowaniu dramatu "Między nami dobrze jest", który traktuje m.in. o powstaniu warszawskim. Wcześniej i później, gdy otworzyła się na wątki ekologiczne i ideologiczne, zaczęła na nią zerkać lewica - ale ona nie pisze manifestów. Raczej rozmawia z naszą wyobraźnią, z naszymi oczekiwaniami estetycznymi i ideologicznymi. To też wpływa na czasem skrajne opinie na temat jej literatury, ale nadal - to bardzo dobrze! Jeśli pisarz czy pisarka zbierają wyłącznie pozytywne opinie, to podejrzewałbym, że albo nie zostali zbyt głęboko przeczytani i zrozumieni, albo piszą koniunkturalnie, w taki sposób, by dopasować się do oczekiwań jednej grupy odbiorczej.

Skoro już ustaliliśmy, że warto czytać Masłowską, to od których jej powieści warto zacząć? A może nie od powieści, a od dramatów albo zbiorów felietonów? W końcu wydała nawet felietony kulinarne.

Odpowiedź na twoje pytanie jest dla mnie prosta, bo regularnie o tym myślę, gdy zapraszam swoich studentów i studentki do czytania Doroty Masłowskiej - i niezmiennie na początek polecam "Wojnę polsko-ruską". To przede wszystkim bardzo żywa historia, opowieść o relacji między chłopakiem i dziewczyną, właściwie jest to wojna między nim a nią, poemat miłosny. Para raz się kłóci, raz godzi, buzują w nich napięcia, które znamy z autopsji. Ta książka pozwoli się odnaleźć ludziom z różnych pokoleń, używa znanych nam kodów z przymrużeniem oka, nie raz i nie dwa nawiązuje przewrotnie do znanych nam ze szkolnego kanonu Kochanowskiego czy Szekspira. I wreszcie jest to też opowieść o Polsce, którą wielu z nas pamięta - Polsce na dorobku, Polsce blokowisk, która próbuje się na nowo, po transformacji, nazwać i odnaleźć. Silny, bohater "Wojny..." wszędzie widzi wroga, ale to zwykły chłopak, który szuka miłości i przyjaźni.

Żadna z książek Masłowskiej nie jest za trudna na początek. W te opowieści po prostu się wchodzi i żyje w świecie autorki, i podziela emocje postaci! A do tego jej czarny, przenikliwy i jednocześnie lekki humor... Ostatnio, gdy byłem w nienajlepszej formie (praca w życiu literackim bywa wyczerpująca), przypomniałem sobie fragment właśnie z "Magicznej rany": "Wiem, że moja łajba idzie na dno, a ja chyba zaraz muszę wybłagać rekiny, żeby mnie opierdoliły jak udko kurczaka, bo nie mam siły już nawet tonąć".

Ja z kolei wzięłam przykład z innej bohaterki i podaję znajomych do "sądu psychologicznego" i potem mam "ekstazę donosiciela". Oczywiście żartuję. Czy bohaterowie Masłowskiej nie są zbyt...

Są bardzo często "zbyt". Ale nawet gdy narysowani są grubą krechą, to potrafimy ich przynajmniej zrozumieć, a czasem po prostu się z nimi utożsamiamy. To ważne, że autorka jest obok swoich bohaterów. Jest wobec nich bezwzględna, ale nigdy okrutna. Nawet jeśli na początku historii ich lekceważymy i patrzymy na nich z góry, to pod koniec możemy pomyśleć o nich z sympatią, a nawet z czułością. Na przykład o Malayi, która w "Magicznej ranie" w kulminacyjnym momencie zamienia się w Godzillę.

Czy dałoby się odtworzyć pisarstwo Doroty Masłowskiej w chacie GPT?

Zrobiłem ostatnio taki eksperyment - poprosiłem chat, by napisał kilka zdań w stylu Masłowskiej. W tych frazach był sens, niektóre były zabawne, ale jednocześnie nie było tej iskry i jakości. Był styl, ale nie było idiomu, jednoczesnego podkręcania i doważenia języka. Okazuje się, że sztuką jest zrobienie literatury na podstawie błędu, przejęzyczenia, frazeologicznej pomyłki, jak często robi to Masłowska. Tylko zamieniony w literaturę błąd pozwoli nam zobaczyć i zrozumieć mechanizm naszego działania, lukę w naszej rzeczywistości, ranę, która jeszcze nie jest śmiertelna.

Laureatką Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka została Justyna Kulikowska.

To jest poetka wyjątkowa, która szybko zbudowała swój rozpoznawalny idiom poetycki. Siedzi oto przed nami dziewczyna, mówi, że jest z Podlasia, że ma na imię Justyna. Dzieli się z nami doświadczeniami, życiem, biografią w konkretnej topografii. Jak by to powiedział literaturoznawca - jej podmiotka jest sylleptyczna, imię autorki zgadza się z imieniem bohaterki. I podskórnie czujemy, że także w wierszach mówi ta sama Justyna, z którą spotykamy się na przykład na wieczorze autorskim. To buduje jej wiarygodność i budzi czytelnicze zaufanie. 

Nie ma drugiej poetki młodego pokolenia, która byłaby tak żywo czytana, nie tylko na polonistyce. Kulikowska jest ważna jako głos pokoleniowy dla młodych kobiet, ale nie tylko. Także inni czytelnicy z łatwością utożsamiają się z obserwacjami i stanem ducha w jej wierszach.

Po drugie, Kulikowska jest znakomitą rzemieślniczką z wielkim szacunkiem dla poetyckiego warsztatu. Te wiersze są dobrze napisane, melodyjne, z potencjałem wykonawczym. Precyzja wersyfikacyjna przyciąga uwagę również bardziej konserwatywnych czytelników, którzy już z tą poezją zostają. Po trzecie wreszcie, Kulikowska świadomie i przewrotnie rozmawia z tradycją - z klasykami poezji polskiej i europejskiej, testując możliwości tej literatury na własnych zasadach.

Nie chcę upraszczać, ale czy jej język nie jest bliski językowi Masłowskiej?

Na pewno jest bliski przez to, że Kulikowska też ma ucho do aktualnej, żywej polszczyzny. Na seminarium magisterskim, które prowadzę na sztuce pisania na UAM, jedna ze studentek nazwała ten język trashowym, tj. śmieciowym, językiem z resztek. Poetka buduje swoje opowieści mocnymi frazami, jak "dyskoteka traum". Stylistyczne spektrum polszczyzny jest jednak u niej bardzo szerokie. Chwyta zarówno lokalny język Podlasia, jak i język mediów społecznościowych.

Co ważne, Kulikowska uprawia też pewnego rodzaju antropologię poetycką. Pisze o człowieku na różne sposoby ograniczanym - przez politykę i społeczeństwo, przez rok i miejsce urodzenia. To jest na powierzchni, jej poezja pokazuje, że relacje międzyludzkie są oparte na przemocy. A przemoc dopada nas w wersji cyfrowej i analogowej, ale zawsze ostatecznie odczuje ją nasze ciało. Bywa Kulikowska pozbawiona złudzeń, ale nie pozostawia nas bez nadziei. 

Dobrze się dzieje w polskiej poezji, bo po raz drugi z rzędu Nagrodę-Stypendium otrzymuje poetka - w zeszłym roku była to Anna Adamowicz, która z kolei bardziej formalnie eksperymentowała z poezją.

Zdecydowanie dobrze się dzieje w polskiej poezji, zwłaszcza jeśli mówimy o poetkach. Młode autorki są mądre, śmiałe, oryginalne. Polska literatura, na pewno młoda, stoi dziś poetkami.

Rozmawiała Izabela Zagdan 

Gala wręczenia Poznańskiej Nagrody Literackiej i Nagrody-Stypendium imienia Stanisława Barańczaka odbyła się 22 maja.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Powiązane wydarzenia

Na grafice plakat wydarzenia.
Na grafice plakat wydarzenia.
CK Zamek, ul. Św. Marcin 80/82
Odwiedź także: