Choć jest dopiero na początku swojej kariery, szybko zdobyła popularność, zwłaszcza nad Wisłą. Na swoim poznańskim występie zdołała zgromadzić około dwóch tysięcy osób. Imana pojawiła się w asyście zespołu instrumentalnego rozbudowanego m.in. o wiolonczele i konga. Całe show było dokładnie przemyślane i zaplanowane, niemal w każdej minucie. Niekiedy odnosiło się wrażenie, że nawet jej wypowiedzi zostały przygotowane wcześniej.
Piękność o afrykańskich korzeniach (do czego często sama nawiązuje), mimo niewielkiego doświadczenia (wcześniej zajmowała się paradowaniem po amerykańskich wybiegach), sprawia wrażenie, że jest wprost stworzona do bycia na scenie. Kokietuje publiczność, żartuje na temat byłych partnerów, nawet udziela porad sercowych ("Nie próbujcie zmienić swojego mężczyzny - wymieńcie go na inny model"), tańczy, wchodzi w interakcję z widownią, ku przerażeniu ochroniarzy zeskakuje ze sceny i bawi się wśród publiczności. Swoją charyzmą zdołała porwać do tańca większość uczestników tego wydarzenia, nawet tych, którzy ostatnie dwanaście godzin spędzili w pracy i mieli nadzieję, że na jej występie posiedzą sobie w spokoju, słuchając dźwięków, które ukoją ich rozdygotane układy nerwowe. Głos Francuzki - głęboki, niski, gęsty niczym roztopiona gorzka czekolada - wywoływał drżenie i wzbudzał zachwyt. Ale niestety na krótko...