1990 rok, najnowsza okładka magazynu "The Face", na której pojawia się nieznana jeszcze szesnastoletnia Kate Moss. Wybiega nago z morza, zasłaniając się słomkowym kapeluszem, zaciąga się papierosem, uśmiecha się do aparatu. W 2022 roku, w wypowiedzi dla programu radiowego BBC, Moss opowiada, że została zmuszona do zdjęcia bluzki, mimo że nie chciała tego robić.
1995 rok, zaczyna się najgłośniejsza seksafera lat 90. Prywatne nagranie Pameli Anderson i jej ówczesnego męża, Tommy'ego Lee, zostaje skradzione z sejfu w domu w Malibu, a następnie upublicznione i sprzedane. Kobieta decyduje się pozwać firmę, która rozpowszechniała nagranie i czerpała z tego zyski, ale prawnicy informują ją, że skoro wcześniej pozowała dla magazynu "Playboy" to nie ma prawa twierdzić, że jest ofiarą przestępstwa.
2003 rok, Nowy Jork, rozdanie nagród MTV Video Music Awards. Snoop Dogg przybywa na otwarcie gali w towarzystwie dwóch kobiet w obrożach, które prowadzi na smyczach. W podpisie pod wykonanymi przez fotoreporterów zdjęciami zaznaczono, że artysta "przestrzegał przepisów dotyczących stosowania smyczy" obowiązujących w Nowym Jorku.
Brzmi znajomo? Dla osób dorastających w latach 90. oraz tych interesujących się kulturą amerykańską - z pewnością tak. Te i inne wydarzenia na tapet bierze Sophie Gilbert w najnowszej książce "Girl on Girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciw sobie". Gilbert jest dziennikarką i pisarką zainteresowaną obszarem popkultury, w 2022 roku była finalistką Nagrody Pulitzera. "Girl on Girl" to bezlitosny przegląd zasad rządzących światem popkultury w latach 90. i 2000, które w znaczący sposób wpłynęły na sposób postrzegania kobiet, zarówno przez nie same, jak i resztę społeczeństwa. Jak podkreśla autorka, kultura tamtego okresu promowała przekonanie, że wartość kobiet jest determinowana przez wygląd zewnętrzny i aprobatę ze strony mężczyzn.
Trzy wydarzenia, które przytoczyłam na początku tekstu to zaledwie przedsmak tego, co znajduje się w reportażu Gilbert. Autorka przytacza setki, jeśli nie tysiące, analogicznych sytuacji i w suchy, bezlitosny sposób analizuje rozwój postfeminizmu. Książka równocześnie wciąga i przytłacza. Wciąga, bo opowiada o szokujących, momentami nierealnych sytuacjach, które w latach 90. były normalizowane. Przytłacza, bo fakty mówią same za siebie, a jakikolwiek dodatkowy komentarz jest zbędny. Emancypację zaczęto utożsamiać z konsumpcją i seksualną atrakcyjnością, a zbiorowy feminizm zastąpiono indywidualizmem. Głównym czynnikiem napędzającym to błędne, postfeministyczne koło było upowszechnienie się pornografii, która z zaskakująca łatwością przeniknęła do świata popkultury.
I'm a Barbie girl in a Barbie world
Gilbert zwraca uwagę, że w latach 90. areną najważniejszych walk była muzyka - to tam kumulowały się seks, władza i feminizm. Wskutek rekordowej liczby zgonów z powodu epidemii AIDS w kulturze pojawiły się dwa sprzeczne trendy: nowy tradycjonalizm głoszący powrót do konserwatywnych wartości rodzinnych oraz nowy wojeryzm, który promował nie uprawianie seksu (który wówczas był uważany za niebezpieczny), ale definiował go na nowo w kategorii rozrywki. Te dwie tendencje będą się przenikać, ale warto pamiętać, że jedna i druga były zorientowane na zaspokajanie męskich pragnień.
Miano pierwszej muzycznej buntowniczki zyskał nie kto inny jak Madonna, która zaczęła promować wolność seksualną i dzięki temu zapoczątkowała falę muzyki skupiającej się na pragnieniach kobiet. W jej ślad poszły inne artystki, ale to rewolucyjne podejście nie cieszyło się zainteresowaniem branży rozrywkowej. Odważne i kontrowersyjne teledyski, w których występowały piosenkarki, prowadziło do innego wniosku, mianowicie: seks sprzedaje się znakomicie i transformuje zarówno gospodarkę, jak i społeczeństwo.
W tym samym czasie śledzimy rozwój zupełnie różnych grup. Pierwsza z nich to Riot Grrrl, pełen wściekłości i nastawiony na działanie undergroundowy punkowo-feministyczny ruch sprzeciwiający się kapitalizmowi i marginalizacji kobiet. Druga, reprezentująca skrajnie różne poglądy, to zespół Spice Girls będący uosobieniem postfeministycznych idei. Polityczny manifest Rior Grrrl wyrażony w haśle "girl power" został zawłaszczony przez Spice Girls, które pod płaszczem wiary w siebie promowały konsumpcjonizm i traktowanie kobiecych ciał jako towarów. Hasło "girl power" bardzo szybko stało się marketingowym sloganem napędzającym gospodarkę i zostało tym samym odarte z wszelkiego znaczenia. Zaczęto promować indywidualizm, feminizm został pozbawiony politycznego znaczenia, konsumpcję postrzegano jako empowerment, a seksualność stała się najbardziej pożądanym towarem. Gilbert słusznie zauważa, że już w latach 90. należy dopatrywać się początku influencerstwa i korporacyjnego feminizmu. Rozpoczęła się era, w której to po raz pierwszy nastolatki zaczęto postrzegać jako najbardziej dochodową siłę nabywczą.
Skinny bitch overnight
Czasami myślę o tym, że diet culture to już melodia przeszłości, a potem - szukając informacji na temat fenomenu "skinny bitch" - wpadam na taki opis suplementu diety: "Kiedy ty marzysz o płaskim brzuchu, Skinny B*tch już nad tym pracuje za ciebie. Wspomagaj spalanie nadmiaru tłuszczu za pomocą nocnego spalacza i chudnij nawet wtedy, gdy śpisz". Ideały kobiecości nieustannie się zmieniają, ale mianownik tych zmian pozostaje wspólny: bycie obiektem pożądania daje władzę, a przekraczanie granic się opłaca. Gilbert śledzi te zmiany: pisze o silnych, wysportowanych i dobrze zarabiających modelkach z początku lat 90., które zostały zastąpione przez "kruche, blade, nieletnie dziewczyny, które nie umiały jeszcze negocjować, wykorzystywać swojej siły ani wyznaczać własnych granic". Jednym z wielu przykładów była Kate Moss, o której wspomniałam na początku. Branża modowa zaczęła interesować się młodymi dziewczynami, które kojarzyły się z niewinnością i odpowiadały na ówczesne potrzeby mężczyzn otwarcie fetyszyzujących kobiety bez wcześniejszego doświadczenia seksualnego. To znalazło także odzwierciedlenie w przemyśle filmowym, w którym prym wiodły filmy, takie jak "American Pie", w których główną osią narracji były próby stracenia dziewictwa przez głównego bohatera lub też podglądania niczego nieświadomych kobiet. Tego typu wojerystyczne praktyki przyczyniły się również do rozwoju reality shows (m.in. "Big Brother"), które oferowały spektakl pełen zwrotów akcji, emocji i - oczywiście - nagości.
Ocenianie, obrażanie i publiczna, ale niekoniecznie merytoryczna krytyka były na porządku dziennym. Ciała były już nie tylko obiektem krytyki, ale stały się także celem zmian. Program "The Swan" emitowany w 2004 roku na stacji Fox opowiadał historie kobiet definiowanych jako "brzydkie kaczątka", które decydowały się opuścić dom na kilka miesięcy i poddać się kilku, czasami kilkunastu operacjom plastycznym. Podczas trwania eksperymentu miały ograniczony dostęp do luster, mogły zobaczyć swoje twarze tylko pod koniec odcinka. Gilbert przytacza przerażające statystyki: w 2009 roku w USA wykonywano 12,5 miliona zabiegów w skali roku, czyli o 69 procent więcej niż na początku dekady. Operacje plastyczne zaczęły być przedstawiane jako prosty sposób na osiągnięcie wymarzonego wyglądu - tylko kto go wymarzył?
Prywatne jest polityczne
Już po pierwszych kilkunastu stronach "Girl on Girl" można odnieść wrażenie, że lektura nie pozostawia przestrzeni na oddech. I to prawda. Upowszechnienie się postfeminizmu, estetyka porno obecna w przemyśle filmowym i komercjalizacja życia prywatnego to zaledwie wierzchołek góry lodowej, po której wspina się Gilbert. Autorka przytacza fakt za faktem, nakreślając równocześnie tło historyczne konkretnych wydarzeń i sięgając do źródeł badaczek i badaczy zajmujących się zarówno epoką, jak i feminizmem. Charakteryzuje narodziny celebrytek nowego typu, estetykę upokorzenia, torture porn i wiele innych.
W książce Gilbert nie ma też miejsca na optymizm i proste rozwiązania. Co ważne, nie wpada przy tym w pułapkę oceny, obwiniania i czarno-białych podziałów. W jednym z ostatnich rozdziałów wspomina o Lenie Dunham i jej serialu "Dziewczyny", który zadebiutował w 2012 roku. Reżyserka portretowała w nim pokolenie dwudziestolatek, poruszała tematy takie jak zaburzenia psychiczne, trauma, pornografia, performowana kobiecość oraz ciałopozytywność. Krytykowała postfeminizm, ale w charakterystyczny dla siebie subtelno-ironiczny sposób. "Dziewczyny" prezentowały świeży, i przez wielu określany jako rewolucyjny, punkt widzenia.
Krótko po lekturze "Girl on Girl" trafiłam na wywiad z Leną Dunham, która przy okazji premiery swojego memoir snuła refleksje na temat serialu i tego, w jaki sposób został odebrany przez publiczność. Chodziło o postać Adama Drivera, z którym spotykała się główna bohaterka grana przez Dunham. Adam był bohaterem niejednoznacznym: emocjonalnie niestabilnym, przekraczającym, kontrolującym, ale też okazującym czułość i chcącym pomagać. Z jednej strony intrygował, z drugiej niepokoił. Dunham wspominała o odbiorze postaci Adama, który wymknął się spod kontroli. Bohater zaczął być romantyzowany w przestrzeni internetowej, mimo przemocowych i alarmujących zachowań określano go mianem "idealnego chłopaka". Intencja była inna: Dunham sportretowała doświadczenie, które spotyka wiele kobiet i jest normalizowane, mianowicie traktowanie dyskomfortu jako części pożądania i dorastania.
To samo napięcie wybrzmiewa z książki Gilbert - znajdujemy się w błędnym kole pozornej wolności, która w istocie reprodukuje tylko stare schematy, nadając im nowe, bardziej atrakcyjne i dostosowane do naszych potrzeb "opakowanie". Co możemy zrobić w tej sytuacji? Odnaleźć własną perspektywę i spojrzeć na kulturowe narracje jako konstrukcje - a pierwszym krokiem ku temu niech będzie lektura "Girl on Girl".
Klaudia Strzyżewska
- Sophie Gilbert, "Girl on Girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciw sobie"
- tłum. Kaja Gucio
- Wydawnictwo Poznańskie
.
- Spotkanie z dyskusją wokół książki "Girl on girl"
- udział biorą: Agnieszka Jankowiak-Maik (Babka od histy), Martyna Zachorska (Pani od feminatywów), Agnieszka Budnik
- 8.06, g. 18
- Concordia Design
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026