Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

FESTIWAL MALTA. Za miłość!

Czy o miłości da się jeszcze powiedzieć coś nowego? Pytanie wydaje się ryzykowne, zwłaszcza kiedy materiałem wyjściowym są piosenki, które większość z nas zna od lat. Pole manewru jest jednak dość szerokie: można rozpisać nowe aranżacje, zaprosić świetnych wykonawców i przygotować efektowne widowisko, które oglądać będziemy na widowni ulokowanej nad jednym z najbardziej urokliwych miejsc Poznania. Ale czy to wystarczy?

Tłum ludzi pod plenerową sceną. Zmierzch. - grafika artykułu
fot. materiały Malta Festival

Potrzebna jest jeszcze myśl, która połączy to wszystko w całość. Historia, która - choć niekoniecznie linearna - będzie miała własny rytm, własny oddech i sprawi, że po zakończeniu koncertu zostanie z nami coś więcej niż tylko lista wykonanych utworów. Myślę, że właśnie to wydarzyło się nad Jeziorem Maltańskim w pierwszy dzień kalendarzowego lata, kiedy to kolejna edycja Malta Festival postanowiła zainaugurować swoją obecność.

Trudno było o bardziej symboliczne otwarcie festiwalu, którego wspomniane już hasło "Za miłość!" stało się osią całego widowiska - trzyczęściowej opowieści prowadzącej od zakochania, przez miłość trudną i pełną tęsknoty, aż po spełnienie. Poszczególne części zapowiadali wyświetlani na ekranach po obu stronach sceny Maria Dębska i Maciej Stuhr. Ich krótkie, aktorskie interludia oparte na tekstach wykonywanych piosenek sprawnie przeprowadzały publiczność między kolejnymi rozdziałami. Za koncepcję całego koncertu odpowiadała Natalia Kukulska i uważam, że powierzenie jej tej odpowiedzialności było strzałem w dziesiątkę.

Choć od "Czułych strun" (album Natalii Kukulskiej z 2020 roku - przyp.red.) minęło już kilka lat, upływający czas nie tylko nie zakrył tego projektu zapomnieniem, ale dodał mu jeszcze więcej blasku. Ta dość jednak odważna próba spotkania twórczości Fryderyka Chopina ze współczesnymi, orkiestrowymi aranżami, wokalem i tekstami pokazała, że z muzyką uznawaną za pomnikową można rozmawiać współczesnym językiem, nie odbierając jej przy tym ani klasy, ani głębi. Projekt zyskał uznanie nie tylko w Polsce; w ubiegłym roku został zaprezentowany również podczas Expo 2025 w Osace, gdzie w ramach Tygodnia Chopinowskiego zabrzmiał z towarzyszeniem muzyków Filharmonii Narodowej.

Trudno zatem było nie dostrzec pewnego rodzaju ciągłości między tamtym przedsięwzięciem a koncertem "Za miłość". W obu przypadkach punktem wyjścia było przekonanie, że dobrze znany repertuar nie potrzebuje odświeżania za wszelką cenę, ale uważnego przeczytania na nowo. Że aranżacja może być nie ozdobą, ale sposobem opowiadania historii. Nieprzypadkowo przy obu projektach pojawiają się ci sami twórcy - Adam Sztaba, Paweł Tomaszewski i Nikola Kołodziejczyk. Każdy z nich wniósł własny muzyczny język, ale wszyscy trzej ponownie udowodnili, że potrafią myśleć o piosence szerzej niż jako o zamkniętej formie. Choć prawda jest taka, że żaden z nich, podobnie jak sama Kukulska i większość zaproszonych do udziału w koncercie wokalistów, niczego udowadniać już nie musi. Od lat opowiadają historie wypracowanym przez siebie językiem, który i im, i nam-słuchaczom stał się bardzo bliski. Nikt tu się z nikim nie ściga, nikt nie goni po laury doskonałości, każdy tworzy w zgodzie ze sobą. Myślę, że to właśnie dzięki temu wydźwięk całości był tak kojący i prawdziwy. Wyrastał z miłości, nie rywalizacji.

Zamiast kolejnych kawałków oddzielanych gromkimi oklaskami otrzymaliśmy spójną całość, w której każda z piosenek płynnie przechodziła w drugą, dzięki czemu koncert ani przez moment nie tracił tempa. Sztaba, jak zwykle, budował szerokie, efektowne, filmowe niemal kulminacje. Tomaszewski wnosił elegancję i harmoniczną subtelność, a Kołodziejczyk nie bał się odważniejszych rozwiązań rytmicznych i kolorystycznych. Każdy z nich dyrygował własnymi aranżacjami, ale całość pozostawała zaskakująco spójna.

Ogromna w tym zasługa CoOperate Orchestra, która po raz kolejny potwierdziła, że należy dziś do najciekawszych orkiestr specjalizujących się w projektach rozrywkowych i crossoverowych. I jak wspaniale była nagłośniona! Czapki z głów. Czterdziestoosobowy zespół nie był jedynie efektownym tłem dla wokalistów, a stał się pełnoprawnym bohaterem koncertu. Fundamentem brzmienia była imponująca sekcja rytmiczna: Michał Dąbrówka, Jaś Dąbrówka, Filip Dzierżawski, Artur "BooBoo" Twarowski, Szymon Szczot i Marcin "Mały" Górny i Paweł Gusnar.

Program zgromadził artystów reprezentujących bardzo różne muzyczne światy: Natalię Kukulską, Annę Marię Jopek, Anitę Lipnicką, Natalię Przybysz, Natalię Szroeder, Zalię, Grzegorza Turnaua, Krzysztofa Zalewskiego, Ralpha Kamińskiego i Jakuba Józefa Orlińskiego. Creme de la crème polskiej sceny muzycznej. Malto, robisz to dobrze! I co ważne - publiczność przyjęła ten pomysł dokładnie tak, jak na to zasługiwał. Tłumy zgromadzone nad Jeziorem Maltańskim reagowały równie entuzjastycznie na największe przeboje, jak i na mniej oczywiste muzyczne wybory. Były owacje po solówkach, śpiewanie razem z artystami, ale też uważna cisza w momentach bardziej kameralnych. To zawsze dobry znak. Pokazuje, że ambitniejszy program wcale nie musi oznaczać utraty kontaktu z odbiorcą.

Co chwyciło najbardziej? Jednym z najpiękniejszych momentów koncertu był dla mnie duet Natalii Kukulskiej i Jakuba Józefa Orlińskiego w utworze "Powiem ci kiedy". Piosenka, znana wcześniej ze wspomnianego już projektu "Czułe struny". Dalej - obecność barokowej arii "Chi scherza con amor" z albumu "Facce d'amore" Orlińskiego. Przeniesienie fragmentu XVII-wiecznego repertuaru do programu złożonego głównie z polskiej piosenki rozrywkowej mogło wydawać się ryzykowne, tymczasem CoOperate Orchestra poradziła sobie z tym stylistycznym zwrotem znakomicie. Lekkość frazowania, odpowiednia artykulacja i szacunek wobec barokowej retoryki sprawiły, że mimo niełatwych okoliczności plenerowych utwór ten wybrzmiał naprawdę dobrze. Bardzo dobrze w tej opowieści odnalazła się również Natalia Szroeder, której naturalność i muzyczna wrażliwość znakomicie odnalazły się w narracji koncertu. Jej duet z Ralphem Kamińskim w "Przypływach" należał do najbardziej urzekających momentów wieczoru. Kamiński po raz kolejny pokazał przy tym jak świadomie operuje głosem i sceniczną obecnością - trudno oderwać od niego wzrok, a charyzma, którą emanuje, wydaje się być niemal zaraźliwa. Inny rodzaj skupienia przyniósł występ Grzegorza Turnaua, którego "Wiwat, słodka miłość" zabrzmiało z charakterystyczną dla niego elegancją i spokojem, przypominając, że w świecie pełnym muzycznych fajerwerków czasem wystarczy dobrze opowiedziana piosenka.

Myślę, że właśnie w tym tkwiła największa siła koncertu otwierającego tegoroczną Maltę. Nie próbował powiedzieć o miłości czegoś, czego wcześniej nie usłyszeliśmy. Przypomniał raczej, że te same słowa mogą wybrzmieć zupełnie inaczej, jeśli wypowiada się je z odpowiednią uważnością. A tej na scenie nie brakowało ani przez chwilę.

Festiwal dopiero się rozpoczął i jeśli kolejne wydarzenia utrzymają podobny poziom artystycznej odwagi połączonej z otwartością na publiczność, zapowiada się naprawdę wyjątkowy tydzień. A tym, którym nie udało się dotrzeć nad Jezioro Maltańskie pozostaje jeszcze jedna szansa - koncert został zarejestrowany przez TVN i będzie można zobaczyć go 29 czerwca. Warto!

Marta Szostak

  • Koncert "Za miłość!"
  • scena plenerowa nad Jeziorem Malta
  • 21.06

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Odwiedź także: