Krajobraz rozpadu relacji
Jest rok 2077, a Ziemia znajduje się w głębokim kryzysie. Wskutek postępującej katastrofy klimatycznej brakuje produktów pierwszej potrzeby, jest susza, warunki życia pogarszają się, a napięć politycznych jest coraz więcej. Tiago Rodrigues, dyrektor artystyczny Festival d' Avignon, w najnowszym spektaklu "Dystans" podejmuje temat więzi ojca i córki. Ojciec żyje na Ziemi, a córka na Marsie.
Spektakl ma tylko dwóch aktorów - Adama Diopa i Alison Dechamps. Występują na okrągłej scenie, która z jednej strony przywodzi na myśl planetę lub orbitę, a z drugiej tarczę zegara. W centrum znajduje się przewrócone martwe drzewo, które symbolizuje zarówno kryzys klimatyczny, jak i zerwane korzenie rodzinne. Za drzewem widoczna jest skała, rdzawo-czerwony monolit od razu kojarzący się z Marsem. Scenografia jest minimalistyczna, na scenie znajdują się jeszcze książki i gramofon. Bardzo istotne jest ustawienie postaci: po jednej stronie drzewa znajduje się ojciec ubrany w ciemną brązową marynarkę i spodnie w tym samym kolorze, po drugiej córka w białych, szerokich spodniach i jasnej narzutce.
Ojciec jest lekarzem, a córka decyduje się zostać Zapominaczką i dołączyć do projektu, którego celem jest zasiedlenie Marsa. My jesteśmy świadkami trwającej niemal rok rozmowy polegającej na wymianie wiadomości głosowych. Mężczyzna próbuje zrozumieć decyzję podjętą przez dziewczynę, powoli akceptuje stan rzeczy i pociesza się tym, że córka niedługo wróci z misji. Wraz z rozwojem historii okazuje się jednak, że dziewczyna nie widzi sensu w powrocie na Ziemię i zamierza zostać na Marsie do końca życia. Dostaje się do projektu reprodukcyjnego, w ramach którego zostaje sparowana z innym Zapominaczem i zachodzi w ciążę. Wraz z ojcem dowiadujemy się też, że dziewczyna, zgodnie z procedurą, zgodziła się na przyjmowanie substancji, która powoduje stopniowe wymazywanie pamięci. Z każdą wymianą wiadomości czasu jest mniej, do końca procesu zapominania pozostało bowiem niecałe 12 miesięcy. Po tym czasie komunikacja ojca z córką nie będzie już możliwa. Mężczyzna wraca myślami do przeszłości, wspomina wspólne wakacje, rozpaczliwie sprawdza co córka pamięta, zachęcając ją do zaśpiewania ulubionej piosenki.
Scena na początku obraca się powoli, dopasowując tempo do kroku aktorów. Bohaterowie często mijają się, ale się nie widzą. Kiedy do zakończeniu procesu zapominania pozostaje zaledwie kilka miesięcy, scena porusza się znacznie szybciej a rozmowy stają się bardziej nerwowe. Ojciec próbuje przekonać córkę, by wróciła na Ziemię i tutaj wychowała swoje dziecko, ale dziewczyna w pewnym momencie nie wie już z kim rozmawia. Jej wypowiedzi są o wiele bardziej zdystansowane, w końcu zaczyna mówić w trzeciej osobie. W ostatnich minutach spektaklu scena zdaje się wirować.
Rodrigues stworzył wyjątkową sztukę science-fiction, która w istocie jest dramatem rodzinnym. Wizja przyszłości staje się tu zaledwie tłem dla wzruszającej i rozdzierającej historii o miłości, nadziei i pamięci.
- 25.06, Tiago Rodrigues, "Dystans"
Kobieta wystarczająca
24 godziny, 100 mężczyzn i osób queerowych, jedna aktorka, jedna scena grana 100 razy. "The Second Woman" to spektakl autorstwa Nat Randall i Anny Breckon. Powtarzana przez 24 godziny scena przedstawia schyłek długotrwałego związku i dzieje się wewnątrz sześciennej konstrukcji oświetlonej intensywnym fioletowym i czerwono-różowym światłem. Akcja jest rejestrowana cyfrową kamerą, montowana na żywo i wyświetlana na ekranie znajdującym się obok przestrzeni performansu. Widz może oglądać wyłącznie spektakl, skupić się na zbliżeniach pokazywanych na ekranie lub przełączać uwagę pomiędzy obrazem filmowym a performansem. Twórczynie spektaklu podkreślają, że projekt wychodzi od założenia, że emocje i tożsamości są warunkowane kulturowo oraz historycznie. Zwielokrotniona scena z jednej strony ma dokonywać dekonstrukcji patriarchatu, z drugiej zaś badać, w jaki sposób wspomniana władza wyraża się poprzez emocje.
W polskiej odsłonie "The Second Woman" wystąpiła Magdalena Cielecka. Ubrana w czerwoną sukienkę i blond perukę siedzi na krześle, odwraca wzrok od publiczności. Wygląda jakby na coś czekała. Po lewej stronie znajdują się fotele, stolik i odtwarzacz muzyki, po prawej mini barek - jesteśmy w salonie, do którego za chwilę ktoś wejdzie. Opisywana przestrzeń przypomina terrarium - patrząc na tę konstrukcję trudno uciec od skojarzenia z "Własnym pokojem", esejem napisanym przez Virginię Woolf w 1929 roku. Trzon każdej sceny pozostaje niezmienny: kwestie wypowiadane przez Cielecką zachowują stałą strukturę, a modyfikacji podlegają jedynie reakcje na wypowiedzi i zachowania poszczególnych osób. Każda z nich została wybrana w drodze otwartego naboru i z aktorką spotyka się dopiero na scenie. Cielecka nigdy nie wiedziała, kto wejdzie do "pokoju" jako następny i jak się zachowa. Oglądałam performans zarówno w piątek, jak i w sobotę, o różnych godzinach i zaskoczyło mnie, że nawet po kilkudziesięciu odegranych scenach gra Cieleckiej była świeża i dynamiczna, a riposty błyskotliwe, równocześnie pełne humoru i absurdu.
Każda z osób po wejściu na scenę przepraszała za coś aktorkę. Ta w odpowiedzi pytała "Co tam? O czym myślisz?" i w dalszej kolejności wyznawała, że nie zasługuje na danego mężczyznę. Wątpiła, czy wciąż pozostaje atrakcyjna, obawiała się, że nigdy nie postrzegano jej jako inteligentnej, wreszcie przyznawała, że czuje się niewystarczająca. W kulminacyjnym momencie każdej sceny to partner aktorki podejmował decyzję czy wypowie słowa "zawsze cię kochałem", czy "nigdy cię nie kochałem". W ciągu niespełna 10-minutowych scen działo się wiele, a właściwie z każdym kolejnym aktem można było dostrzec kolejne mikro-warstwy opowieści. Powtarzające się rozmowy, sceny przygotowania drinka, konsumowania makaronu, tańca, pożegnania jawiły się w różnych barwach. Niektóre zdawały się trwać za krótko, inne się dłużyły. Pojawiające się na scenie osoby były różne: młodsze, starsze, bardziej lub mniej komunikatywne, niektóre próbowały testować granice. Każda z nich wnosiła jednak odmienną dynamikę interakcji. Obserwacja tego scenicznego doświadczenia była zaskakująco angażująca. Po obejrzeniu którejś już sceny moment pojawienia się nowej osoby powodował wstrzymanie oddechu, a zapętlające się historie sprawiały, że czas nie istniał.
Choć o "The Second Woman" mówi się najczęściej w kontekście spektaklu, lepszym określeniem byłby eksperyment performatywny. W natłoku słów i znaczeń gra Cieleckiej była niesamowita, wręcz hipnotyzująca. Otwartość na to, co nieprzewidywalne, utrzymanie koncentracji przez dobę, autentyczne odgrywanie sceny 100 razy i emocjonalne zaangażowanie w projekt wydają się wręcz nieprawdopodobne. Po "The Second Woman" zostaję z jednym pytaniem, które pobrzmiewa w mojej głowie: dlaczego pierwszą reakcją na słowa "czuję, że nie jestem wystarczająca" tak często bywało zaprzeczenie lub zasypywanie komplementami, zamiast prostego pytania: "Dlaczego"?
- 26-27.06, Nat Randall I Anna Breckon,"The Second Woman"
Ekonomia uważności
Jak stworzyć bezpieczną dla wszystkich przestrzeń i warunki do odpoczynku we współbyciu? Jak choć na chwilę pozbyć się presji niekończącej się produktywności i konsumpcji? Na te i inne pytania odpowiada Ewa Dziarnowska wraz z Leah Marojević w spektaklu "This resting, patience". Odpowiada w możliwie najbardziej ulotny i nieuchwytny sposób, czyli tańcem. Trzygodzinny performans odbywający się w Słodowni wymyka się wszelkim porządkom, zarówno tym formalnym, jak i związanym z tradycyjną hierarchizacją publiczności oraz osób artystycznych.
Performans zaczyna się jeszcze zanim pojawiamy się we właściwej przestrzeni - czekamy na wejście w skąpanej w mroku sali, a zza ciężkich i ciemnych kotar raz po raz dobiegają ziewnięcia. Po krótkiej chwili zajmujemy miejsca wokół sceny, a performerki już tańczą. Majorević występ zaczyna w niebieskiej, transparentnej sukience, która ledwo zakrywa ciało. Dziarnowska ma na sobie długie jeansy i za dużą koszulę w kratę. Artystki nawiązują wzrokowe porozumienie i tańczą do piosenki "What the World Needs Now is Love". Ten utwór pojawi się jeszcze kilkanaście razy. Performerki na początku tańczą wspólnie, potem znajdują się w różnych przestrzeniach sali tak, że nie sposób śledzić ich ruchów jednocześnie, ale zawsze wracają do synchronizacji. Elementem wspólnym są głębokie spojrzenia, często w towarzystwie uśmiechu - raz zalotnego, kiedy indziej pełnego radości. W tę grę spojrzeń zostają także wciągnięte osoby zasiadające na widowni. Artystki patrzą na nas, podczas wolnych, hipnotyzujących wręcz ruchów przypominających plączące się korzenie drzewa dotykają publiczności, przenikają przez rzędy krzeseł.
Ze spektaklu można było w dowolnej chwili wyjść i wrócić, ale mało kto się na to decydował. Majorević i Dziarnowska co jakiś czas zmieniały ustawienie krzeseł, zapraszając do zmiany perspektywy, ale też przyglądania się im z dość bliskiej odległości. Choreografia lawiruje pomiędzy intensywną, dynamiczną narracją wykonywanych gestów, a synchronicznym transem. W tle słychać noise'owe dźwięki generowane przez Krzysztofa Bagińskiego, w pewnym momencie przestrzeń wypełniają dźwięki piosenki "Serce to jest tancerz", a jeszcze później światła niespodziewanie gasną i słychać tylko rozdzierający krzyk Dziarnowskiej. Wspólnie przechodzimy przez wiele odsłon performansu: zabawną, abstrakcyjną, kokieteryjną, melancholijną i wreszcie pełną energii. Na scenie znajdują się tylko (lub aż) tancerki, które co jakiś czas zmieniają strój, całe tło buduje oprawa muzyczna i praca świateł. Wraz z kolejnymi minutami spektaklu osoby zasiadające na widowni zadomawiają się w przestrzeni, zmieniając miejsca, siadając na podłodze, lawirując pomiędzy różnymi punktami oglądu. Kiedy Majorević i Dziarnowska w ostatniej scenie ponownie wykonują taniec który otworzył spektakl, wiele osób kołysze się z nimi do dźwięków "What the World Needs Now is Love".
Udział w "This resting, patience" był doświadczeniem wyjątkowym, przypominającym surrealistyczny rytuał, który jest jak powiew świeżości, ukojenie dla skołatanych myśli. Dziarnowska w jednym z wywiadów wspominała, że pracując nad spektaklem chciała stworzyć przestrzeń, w której "można pobyć razem, poczuć ulgę i odetchnąć" i dokładnie to udało jej się wykreować. To i o wiele więcej.
- 28.06, Ewa Dziarnowska, "This resting, patience"
Klaudia Strzyżewska
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026