Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

KWADRATURA PŁYTY. Przedjesienne dźwięki

Raz jeszcze okazuje się, że letnie miesiące mogą się kojarzyć z muzyką daleką od banału i oczywistości. Z nowymi płytami artystów różnych pokoleń i kojarzonych z różnymi stylistykami, dzięki którym nieuchronne wejście w jesień może stać się przyjaźniejsze. Jakie to płyty? A na przykład pożegnalne dzieło Theo Jörgensmanna i braci Olesiów, krążki wielkopolskiego duetu WCIAS, tria prowadzonego przez Jerzego Mazzolla czy aż dwa wydawnictwa Antoniego Murackiego.

Kolaż ze wszystkimi okładkami opisywanych w materiale płyt. - grafika artykułu
fot. materiały prasowe

Oto album zarazem symboliczny i pełen fantastycznej muzyki, poniekąd historyczny i jednocześnie absolutnie aktualny, zawierający muzykę na pozór nie najłatwiejszą, jednak pełną uroku, ale i żywiołową, udanie próbującą komunikować się z odbiorcą. Słychać to już na samej płycie: nagrana jest bowiem podczas koncertu - i gorące reakcje publiczności są tu istotnym elementem całości. Wolno sądzić, że również odbiorcy krążka będą co najmniej zadowoleni.

Cóż to za płyta? To najprawdopodobniej ostatni wspólny album tria, które przez kilkanaście lat (oczywiście, z przerwami) współtworzyli: zmarły w ubiegłym roku, wybitny niemiecki klarnecista Theo Jörgensmann oraz bracia Olesiowie: Bartłomiej na perkusji i Marcin na kontrabasie. Sporo koncertowali w Polsce (oczywiście także w Poznaniu) i poza jej granicami, nagrali wspólnie, jeśli dobrze liczę, pięć znakomitych płyt. Ta jest symbolicznym podsumowaniem ich wspólnej przygody. Nagrana podczas koncertu w styczniu 2013 roku we Wrocławiu stanowi pewne ukoronowanie, a na pewno dopełnienie dyskografii tria. Nie dziwi mnie, gdy czytam, że sami muzycy uważają ten koncert za jeden z najlepszych, jaki im się przytrafił, bo też wyraźnie słyszalna jest niezwykła synergia. W wielu momentach zdają się brzmieć jak jeden organizm, a muzyka - i wspólny wykonawczy poryw - unoszą ich wysoko. Olesiowie bynajmniej nie są tu statyczną sekcją rytmiczną wobec solisty, a Jörgensmann szerokim gestem zaprasza ich do współtworzenia tej pasjonującej całości, nie tylko na poziomie kompozycyjnym (poszczególne utwory pisali wszyscy trzej artyści), ale także - a może przede wszystkim - wykonawczym. Piękny to hołd dla wielkiego klarnecisty, ale i dla całego tria!

  • Theo Jörgensmann / Marcin Oleś / Bartłomiej Oleś, "On the Tour with Theo" (wyd. Audio Cave)

Fascynująca jest droga, którą przeszli, a właściwie wciąż nią idą, bracia Karol i Filip Majerowscy. Ich wielkopolski (powstały w Wolsztynie, choć często określany jako wolsztyńsko-poznański) zespół, działający od blisko dwóch dekad, wszedł chyba w najciekawszy okres swej działalności (choć od dawna był interesujący). Zaczynali jako kilkuosobowy We Call It A Sound, eksplorujący różne muzyczne ścieżki od trip hopu przez post rocka po r&b. Od dekady funkcjonują jako duet (pod nazwą symbolicznie skróconą do akronimu WCIAS), a po odkryciu dla siebie wielkopolskiej muzyki tradycyjnej artyści próbują z powodzeniem interpretować ją po swojemu. Te próby doceniło jury tegorocznego festiwalu Nowa Tradycja (pod przywództwem nieodżałowanej Joanny Słowińskiej), przyznając braciom trzecią nagrodę.

Teraz możemy ich najnowszej muzyki posłuchać ze znakomitej płyty. Oryginalność tej propozycji zwiastuje już użyte przez Majerowskich instrumentarium: Karol gra na dudach wielkopolskich oraz trąbce i śpiewa, Filip gra na puzonie, tubie, sakshornie tenorowym, waltorni, trąbce - także śpiewa. Najtrafniejszym wydaje się określenie ich dzisiejszej twórczości jako ambient folku. Bo choć inspiracją są dla nich wspomniane ludowe wielkopolskie tematy, całość przybiera formę długich, dronowych, minimalistycznych, zgoła medytacyjnych wielominutowych utworów - w znacznej mierze instrumentalnych. Fantastyczne, ożywcze muzykowanie nie tylko dla wielbicieli folku (a może nawet nie dla nich w pierwszej kolejności?). Tak czy owak: polecam zdecydowanie!

  • WCIAS, "Wiwaty" (wyd. Ośrodek Rozdroża)

Przepiękna, pełna barw, bezpretensjonalnie kolorowa okładka - i taka też muzyka, wypełniająca ten niecodzienny krążek."Płyta trwa tyle, ile trwało nagranie" - zapewnia na okładce lider przedsięwzięcia, dodając, że w procesie postprodukcji dołączone zostały jedynie nagrania terenowe, zrealizowane tego samego dnia w tej samej przestrzeni i okolicznym parku. Mamy tu więc to, co najważniejsze w muzycznym spotkaniu między ludźmi: pozbawiony nadmiernego udziału technologii i "komercyjnych" grepsów przepływ energii pomiędzy muzykami, a także pomiędzy sceną a widownią (oraz słuchaczem płyty).

Oczywiście istnieje możliwość, że z takich założeń wyniknie twórczość pretensjonalna i mało przekonująca. Jednak nie w sytuacji, gdy za owym nagraniem stoją wykonawcy tak doświadczeni i tak świadomi. Wspomnianym "liderem przedsięwzięcia" jest bowiem postać wybitna - klarnecista (basowy) Jerzy Mazzoll - przed laty ikoniczny twórca dla tzw. kręgu yassowego, w ostatnich latach proponujący wspaniałe nagrania z kręgu (mówiąc w uproszczeniu) muzyki medytacyjnej i improwizowanej.

Jego partnerami w tej pięknej minimalistycznej / maksymalistycznej podróży są: Szymon Burnos (odpowiedzialny za instrumenty klawiszowe, elektronikę i wspomniane nagrania terenowe), znany choćby ze znakomitej grupy Nene Heroine, zespołów Tomasza Chyły, Emila Miszka i wielu innych - oraz perkusistka Liliana Zieniawa pamiętana z Fuzzy Birds, Krakow Improvisers Orchestra i innych formacji. We troje spotykają się wokół twórczości, która jest zarówno post jazzową (?) improwizacją, jak i bezpretensjonalnym wyrazem wiary w integrującą moc muzyki (także tej medytacyjnej) - poza wszelkimi definicjami. Muzyka w stanie czystym.

  • Mazzoll / Burnos / Zieniawa, "Bromberger Strasse" (wyd. Mazzoleum)

Antoni Muracki - jeden z najważniejszych i najświetniejszych śpiewających poetów - przedstawia nam oto (znów) niemal równocześnie dwie różnorodne, świetne płyty, i trudno powiedzieć, która jest bardziej zachwycająca. Zgodnie z tytułem krążek "Cudze słowa" przynosi kompozycje autora do słów innych poetów: z jednej strony Herberta czy Grochowiaka, z drugiej - twórców późniejszych pokoleń : Waldemara Chylińskiego, Krzysztofa Kasperczyka, Grzegorza Dobieckiego. Wszystkie, oczywiście, wzbogacone o kompozycje Murackiego. Drugi album - "Nie poprawiać" - jest w stu procentach autorskim przedsięwzięciem. Oba pozwalają (nakazują?) oddać cześć niezwykłej wrażliwości i muzykalności Antoniego Murackiego.

"Cudze słowa" to płyta obezwładniająca swą poetycką mocą i doborem tekstów, znakomicie skomponowana i zaśpiewana, a także poruszającą aktualnością. Jest tu też m.in. mało znany wierszyk (to chyba dobre słowo) Herberta "Ballada o trzech Iblach" - coś o politycznych cynikach. Jest też melancholijny wiersz tego poety, "Pożegnanie", z uderzającymi słowami: "Jestem szczęśliwy, to znaczy wyzbyty złudzeń". Ciekawe wrażenie robią piosenki do tekstów Waldemara Chylińskigo, dające szansę na porównanie z wersjami, które ten ostatni zamieścił kiedyś na jednej ze swych płyt. Różni zatem autorzy tekstów, różni muzycy towarzyszą liderowi w poszczególnych utworach - i w studio, i podczas koncertów. A zarazem to zachwycająco spójna opowieść o świecie, o nas, o nadziei i jej braku, o cynikach wokół i potrzebie ucieczki - choćby w poezję.

Równie wspaniałe wrażenia pozostawia nico odmienna w charakterze druga z nowych płyt Murackiego. Artysta pojawia się tu solo, towarzysząc sobie na gitarze (choć skądinąd wiadomo, że robi to znakomicie, więc wsparcie innych instrumentalistów nie jest to konieczne). Co więcej: nagrań dokonano podczas jednej sesji na żywo, a więc bez studyjnych dogrywek. Długa to płyta i bardzo piękna, mocno liryczna, osobista. Twórca wie jednak jak umiejętnie rozłożyć akcenty, znaleźć odpowiedni balans. Dlatego potrafi zgrabnie przełamać poważny nastrój lekkim inteligentnym żartem "Kurkuma" - nieco w klimacie tych bardziej żartobliwych piosenek Wojciecha Młynarskiego. Dlatego piosenki "Tak się do Ciebie wybrałem" albo "W nocy wszystkie nuty są czarne" mają nieomal przebojowe melodie. Dominuje jednak mądra liryka refleksyjna, mierzenie się ze światem, losem - i własnym wiekiem. Nawet jednak w piosence o jednoznacznym tytule "Na końcu mojej drogi" temat potraktowany jest z dystansem, bez nadmiernego patosu. Wydaje mi się, że dla sympatyków - jak to ktoś kiedyś zgrabnie określił - "piosenki z tekstem" to pozycje obowiązkowe, a przynajmniej warte wielokrotnego przesłuchania.

  • Antoni Muracki, "Cudze słowa" (wyd. muracki.pl)
  • Antoni Muracki, "Nie poprawiać - live" (wyd. muracki.pl)

Tomasz Janas

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026