Blisko dwadzieścia koncertów i drugie tyle wydarzeń towarzyszących: warsztatów muzycznych i plastycznych, potańcówek czy kiermaszów, wszystkie te atrakcje składały się na program tegorocznej edycji najważniejszego w kraju festiwalu poświęconego tzw. world music. Była to dziewiętnasta już edycja festiwalu, który od 2013 roku organizowany jest w murach Zamku (wcześniej, od 2008 roku, muzycy grali nad Wartą) i jego zielonych okolicach.
Tegoroczną odsłonę festiwalu otworzyła erupcja artyzmu - Kimmo Pohjonen, muzyk, który odwiedził Poznań już przy okazji pierwszej edycji Ethno Portu. Wirtuoza akordeonu rodem z Finlandii w czwartkowy wieczór wspierała Orkiestra Kameralna Polskiego Radia. "Hendrix Akordeonu" zagrał projekt "Uniko" - to połączenie tradycyjnych brzmień fińskich z nieco bezczelną, eksperymentalną elektroniką i jazzowym zamiłowaniem do improwizacji, które wymagają od akompaniującej orkiestry wyjścia poza schematy i podporządkowania się ewoluującej na scenie wizji artysty wiodącego. Klasyczny anturaż tego nie-klasycznego projektu nadał całości spektakularny wydźwięk, stanowiąc godne rozpoczęcie kilkudniowych celebracji muzycznej różnorodności.
Program koncertowy dnia drugiego (pierwszego "pełnego") otworzył koncert zespołu folkowego Vigüela z hiszpańskiej Kastylii-La Manchy. Tym razem do czynienia mieliśmy z muzyką tradycyjną w pełnym tego słowa znaczeniu, akustyczną, opierającą się elektronicznym wpływom. Kwartet instrumentalno-wokalny, korzystający z instrumentów takich jak gitara, rębek czy bębenek obręczowy, udowodnił, że na muzykę z Półwyspu Iberyjskiego panuje w Poznaniu popyt. Wystarczyło obserwować publiczność na Dziedzińcu, która wraz z upływem minut coraz bardziej podporządkowywała wszelkie swoje członki rytmowi muzyki. Nieco później tego samego dnia do aktywnego słuchania zaprosił chór Thanda Choir - założony w roku 2023 chór z RPA wyróżniony nominacją do Oscara za ścieżkę dźwiękowa do filmu "The last ranger". Fani futbolu z pewnością pamiętają, że przed paroma tygodniami chór przejął Paryż swoją brawurową interpretacją hitu mundialu 2011 "Waka Waka (This time for Africa)" Shakiry. A skoro kolejne piłkarskie mistrzostwa nabierają rozpędu, kogo słuchać, jak nie Thanda Choir? Proszę wybaczyć mi frazes o pozytywnej energii, ale to Thanda Choir to reaktor fuzyjny tejże.
Wieczorem w Sali Wielkiej CK Zamek zapanowała zupełnie inna atmosfera. Można powiedzieć - kontemplacyjna. Oto bowiem wraz z melodiami z Kaukazu przybył do nas Pankisi Ensemble. Sala pękała w szwach, widzowie siedzieli na schodach, skrzyniach, a nawet bezpośrednio na podłodze. Nastrojowa gra świateł towarzyszyła hipnotyzującej podróży do Wąwozu Pankisi, w którym przeplatają się wpływy czeczeńskie i gruzińskie. W repertuarze zespołu znalazły się zarówno muzułmańskie pieśni religijnie społeczności Kistów, jak i tradycyjne gruzińskie piosenki ludowe. Magnetyzujący śpiew czterech wokalistek wspieranych przez instrumenty strunowe w pewnym momencie uatrakcyjnił dodatkowo nawet żywiołowy pokaz tańca.
W sobotę nie uczestniczyłem w festiwalu z podobną intensywnością co dzień wcześniej, jednak i tego udało mi się trafić na coś wyjątkowego - popołudniowy występ projektu Alameda i Nouns Dembele, czyli nieoczywistego blendu muzyki z Polski i Burkina Faso. Dembele jest multiinstrumentalistą grającym muzykę z Afryki Zachodniej, znanym przede wszystkim ze swojej wirtuozerii w operowaniu zachodnioafrykańską harfą, czyli korą. Dźwiękom strun towarzyszyła jego poetycka ekspresja wokalna. Występ muzyka czyniło jeszcze ciekawszym towarzystwo polskich muzyków z zespołu Alameda, dzięki którym te oryginalne afrykańskie melodie mogły zaistnieć w ambientowej, industrialnej aurze.
Niedziela upłynęła organizatorom - to dobre słowo - pod znakiem walki z nawracającą ulewą, która wymogła przeniesienie części wydarzeń do gmachu Zamku. Niemniej Cheikh Lô, uznany kompozytor i wokalista z Senegalu - w którego muzyce pobrzmiewają niemożliwe do pomylenia z niczym innym inspiracje kubańskie - deszczu się nie przestraszył i nagrodził słuchaczy zgromadzonych w parku swoją międzykulturową wizją muzyki rozrywkowej i jakże charyzmatyczną osobowością. Poznański występ artysty rozpoczynał celebracje jego półwiecza na scenie, w ramach których muzyk wraz z zespołem zjeździ wzdłuż i wszerz Europę.
Niedzielnego wieczora festiwalowicze po raz kolejny skupili się namiocie na Dziedzińcu, tym razem po to, by uczestniczyć w spektaklu zamknięcia. Jeśli pożegnalny koncert miał dorównywać otwierającemu, muzycy musieli wspiąć się wyżyny swoich możliwości. I tak się stało - zaszczyt uczestnictwa w finale przypadł w udziale projektowi AZMZ - Bnat Louz & Raskas. Wyraźnie trzeba zaznaczyć, że mowa nie tyle o koncercie, ile pełnoprawnym wydarzeniu audiowizualnym, ponieważ towarzyszące muzyce wizualizacje w dużej mierze odpowiadały za immersyjne doświadczenie zagłębienia się w kulturze południowego Maroka. Na scenie wystąpił chór żeński śpiewający tradycyjne pieśni marokańskiej kultury Ahwach, któremu przygrywał pochodzący z Casablanki elektroniczny duet Raskas. Przeszłość i teraźniejszość, tradycja i eksperyment, po raz ostatni już w tym roku na scenach Ethno Portu połączyły się we frapującą całość.
Ethno Port to w moim odczuciu nie tylko okazja do wsłuchania się funkcjonującą gdzieś na peryferiach mainstreamu muzykę z różnych stron świata, ale też chwila na głęboki oddech, tak potrzebny w automatyzowanej rzeczywistości, w której człowiek coraz częściej jest zastępowany przez algorytmy i predykcję maszynową. Wierzę, że znaczenie wydarzeń takich jak to z biegiem czasu będzie rosło. W tym miejscu mógłbym napisać, a pewnie nawet powinienem, coś o potrzebie dialogu i pokoju na świecie, skupię się jednak na tym, co nieco mniej oczywiste, a dla ludzkości niezmiernie ważne. Wydarzenia takie jak te organizowane w ramach Ethno Portu pozwalają odbiorcom poczuć to, co zanika w dobie spotęgowanej przez AI reprodukcji cyfrowej dzieła, która nieuchronnie wiedzie ku mniej metaforycznej, niż tego chcielibyśmy, śmierci autora. To one właśnie przywracają muzyce Benjaminowską aurę, do tego w trybie niezależnym, poza mainstreamowym obiegiem komercyjnym, w który podaż tejże sterowana jest przez algorytmy.
Czekajmy zatem cierpliwe na kolejną edycję Ethno Portu, starając się z globalizacji czerpać to, co najbardziej wartościowe - nie homogenizację myślenia, lecz nieograniczony dostęp do całej nęcącej różnorodności idei, charakterów i sztuki.
Jacek Adamiec
- Ethno Port
- CK Zamek
- 11-14.06
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026